Tygrys
~otaku Swordmaster 
Wiek: 25 Na forum od: 1806 dni Posty: 1070 |
|
Hejka misie :*
Napisanie tego rozdziału nastąpiło wyjątkowo szybko. Jakoś tak usiadłam w piątek i sam jakoś powstał acz była to wielce chaotyczna twórczość. W skutek tego tłumy "jurnych mongołów" ganiały po tym fiku. A podejrzany, fanatyczny Fanservice skandował głośno "DAJ MU SZANSE! DAJ MU SZANSE!" i walczył z jakimś cichym głosem z podświadomości bety który próbował przeforsować to "NIE DAWAJ!" XD Kto wygrał bitwę przeczytacie sami. W każdym razie po becie przybyło 2 strony (sic!).
W każdym razie za wspaniałą i nieocenioną bete składam ukłon w stronę nieocenionej Miko-chan :*
Miłego czytania i czekam na komentarze.
Rozdział 13
Przedstawienie
Kiedy widzi się po raz pierwszy Katrię z wachlarzem w dłoni, ubraną w zwiewne, barwne szaty wydaje się ona niczym wyjęta ze snu. Delikatna, niezwykle kobieca, w każdym calu piękna, jest odległym marzeniem, które rozpala męskie serca i wzbudza zazdrość wśród kobiet. A tak naprawdę to tylko maska, jaką musi przywdziać kobieta zmuszona do walki. Walki z przeciwniczką i samą sobą. Bo Pani Wachlarzy nawet, gdy dłonie parzą żywym ogniem, gdy każdy mięsień krzyczy z bólu musi zachować uśmiechniętą i pogodną twarz. Nie wolno jej pokazać jak bardzo strudzona jest walką. Nawet gdy upada musi wyglądać zniewalająco. Nawet w przegranej z pozoru walce musi wykorzystać szanse na innego typu zwycięstwo. Może jej smutne oczy sprawią, że któryś z możnych wyrwie ją z tego nędznego życia, jakie wiodła do tej pory, z osamotnienia, z rozpaczy, z klatki.
W sumie próżne to nadzieje, bo mongolscy władcy u swego boku wolą mieć kobiety silne, nie tylko piękne. Kochają się w zwycięstwach, a gardzą przegranymi.
Kiedy się stoi na arenie czas płynie zdecydowanie innym rytmem. Czasem tak wolno, że każda minuta wydaje się wiecznością, a czasem tak szybko, że wydaje się, iż wszystko trwało jeden krótki oddech.
Zamierają też dźwięki dokoła. Wszystko, co się słyszy to bicie własnego serca i pulsującą w żyłach krew. Każda cząstka ciała, każdy mięsień wyczekuje na sygnał. W końcu Mistrzyni daje znak. Powietrze wiruje, gdy i ona i ja rozkładamy swoje wachlarze. Przedmioty, których przeznaczeniem było kokietować stają się niebezpieczną bronią. Czuję w dłoniach ich ciężar, choć tak naprawdę są przecież bardzo lekkie. Biały materiał zdobiony motywem kwitnących wiśni osadzony na czarnym, hebanowym szkielecie. Pozwalam chakrze kumulować się, po chwili czuję charakterystyczne mrowienie płynące z trzonu. Jestem gotowa. Szybki ruch ręką, prawie niezauważalny dla widzów. Woda tańczy.
Jej atak niemal zaskoczył przeciwniczkę, a przecież nie spuszczała z niej wzroku czekając właśnie na pierwszy ruch Haruno. Kiedy Katria walczy z wodnymi bestiami, Sakura stoi niewzruszenie pogrążona jakby w innym świecie. Odchyla delikatnie głowę i podnosi płynnym ruchem lewą rękę. Woda się burzy i w stronę zdezorientowanej dziewczyny znów lecą szmaragdowe smoki. Kolejna zasłona z ognistego muru. Kłęby pary unoszą się w powietrzu z głośnym syknięciem. Katria szykuje się do kontrataku, ale z kłębów pary już przedzierają się kolejne Chowańce. Sakura jest niewzruszona jak posąg. Tylko wprawne oko może zauważyć delikatne ruchy jej nadgarstków, którymi kontroluje wszystkie ataki. Podczas gdy druga Pani Wachlarzy rozpaczliwie stara się odpierać niebezpieczeństwo. Para zasłania już ją prawie całkowicie.
Przegrała z chwilą, kiedy dała się ponieść emocjom. Za chwilę nastąpi ostatni atak.
Sakura budzi się jakby z głębokiego snu. Jej kocie, taneczne ruchy wprawiają w drganie powietrze. Chakra na wachlarzach niemal iskrzy. Wydaje się przemawiać nie do wody, lecz zamarłej w bezruchu widowni. Dziewczyna każdym gestem szepcze im rozkoszne słowa obietnicy, posyła spojrzenia pełne tajemnicy. Czuję jak powietrze wokół się zagęszcza, jej taniec osiągnął swój cel. Oszołomił przeciwniczkę walczącą z wrogiem, rzucił urok na publiczność. Ostatnie spojrzenie spod półprzymkniętych powiek kieruje w moją stronę. Wiem, że jest dla mnie gdyż widzę w jej oczach swoistego rodzaju satysfakcję. Zielone oczy zdają się mówić: „widzisz mnie, widzisz, kim jestem?”.
Rusza do ostatniego ataku. Wodne stwory tną powietrze ze świstem. Ognista Katria ostatkiem sił odpiera atak przypuszczony na całej długości areny. Zasłona z pary znów ją spowija. Jednocześnie Sakura szybkim ruchem składa wachlarze jakby przedstawienie się skończyło.
- Czemu to zrobiła? – Pyta Soshi. – Przecież jej przeciwniczka jeszcze stoi. Walka się nie skończyła.
- Wręcz przeciwnie, pojedynek się już zakończył – odpowiada czarującym głosem Yuki, która zajęła miejsce w pobliżu nas. Spoglądam na nią kątem oka. I muszę przyznać, że jest dobra. Zauważyła, że w zamieszaniu dwa smoki się odłączyły, że korzystając z zasłony z pary okrążyły nieuważną Panią Wachlarzy. I teraz, gdy ta ponownie rozkłada swoje wachlarze by zaatakować z pozoru bezbronną Haruno błyskawicznie zbliżają się z tyłu. Dwa szybkie ruchy i delikatny materiał wachlarzy zostaje przerwany.
- Co teraz? – Pytam. – Będzie walczyć bez wachlarzy?
- Nie – odpowiada mi zdecydowany głos Hien. – Mimo że teoretycznie jest to możliwe, ba nawet nic nie stoi na przeszkodzie. To między Katriami panuje przekonanie, że utrata wachlarza jest równoznaczna z przegraną. Zresztą ona - znaczy jak jej tam było…
- Korin – wtrąca się Soshi.
- …no właśnie ta cała Korin nie ma już siły.
Jak na potwierdzenie jej słów dziewczyna wykonuje ukłon, przyznając zwycięstwo Sakurze.
Tłum wiwatuje. Twarze możnych pokrywa uśmiech. Są zadowoleni z pojedynku. Już obejrzeli dziś jeden i był schematyczny. Co prawda technicznie niczego sobie, ale nie wzbudził takich emocji jak słodka gra Sakury. Tak różna i niestandardowa od poprzednich widowisk. Dziewczyna, bowiem wydawała się nie tyle walczyć z przeciwniczką, a ile bawić widownię. Wśród aplauzu i gwizdów Sakura podchodzi do nas.
Tłum powoli zaczął się rozchodzić na biesiadę. Zapewne rozmowy o walkach będą tematem przewodnim dzisiejszego wieczoru. Pozostały już tylko cztery zawodniczki. Jutro wieczorem odbędzie się pierwszy półfinał. Mei Chu zmierzy się z Yuki.
Ogień i woda.
Walka między nimi zapowiada się ciekawie. Obdarzona gorącym temperamentem Lisica (że o ciętym języku nie wspomnę) i jakby całkowicie pozbawiona w walce emocji Yuki, niczym lodowa księżniczka, ale jednocześnie doskonała technicznie. Córka legendarnej Pani Wachlarzy, której cel nadal pozostaje niejasny i panna, która jak to zacytuje: „zawsze dostaje to, co chcę, prędzej czy później”.
Gdy tylko znaleźliśmy się w pokoju zrzuciłam buty ze zmęczonych stóp.
- Soshi, Hien jest szansa, że o tej porze „łaźnia” będzie pusta?
- Raczej tak – przyznała jedna z bliźniaczek. – Większość gości jest tak pijana, że pewnie kąpiel weźmie rano albo w ogóle.
- To dobrze, bo ja mam ochotę się wymoczyć.
- Teraz?
- Tak. Jest tak gorąco, że niemal czuję jak się rozpuszczam.
- Zatem chodźmy – powiedziała Soshi.
Leniwie podniosłam się z łóżka. Sasuke podał mi buty.
- O nie! Nie ma mowy żebym założyła je dziś jeszcze raz!
- Twoja wola, Pani – powiedział odrzucając pantofle. – Tylko mi potem nie mów, że mam cię zanieść do pokoju.
- Bez obaw.
Przeciągnęłam się i oparłam głowę o kamienie.
- Długo jeszcze zamierzasz się pluskać? – Zirytowany głos Sasuke dobiegł mnie gdzieś z oddali.
- Nikt ci nie kazał tu zostać. Mogłeś zaczekać w pokoju.
Prychnął:
- O tak i zostawić Cię samą w takim miejscu. Doskonale to koresponduje z moją pracą jako Gardiana. Zwłaszcza, że Soshi i Hien gdzieś przepadły.
- Poszły na ploty. Dobrze się dziś spisały, należy im się. Zresztą powiedziały, że po takiej imprezie najłatwiej o informacje. A przydałoby się dowiedzieć, co nieco…
- Mówisz o Yuki.
- Tak. Dziewczyna mnie intryguje z dwóch powodów. Pierwszy to ten, że nie potrafię określić, czemu bierze udział w Turnieju Kwiatów.
- Przyznaj się, uważasz że ma to związek z jej matką.
Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Widzę, że myślimy podobnie.
- A powód numer dwa?
- Sasuke jaki jest nasz oficjalny powód udziału w turnieju?
- Czemu się pytasz?
- Po prostu odpowiedz na moje pytanie.
- Taki sam jak nieoficjalny. Zdobyć Orchideę.
- Czyli jest to cel, jaki ma prawie każda uczestniczka, prawda?
- No tak.
- Dlaczego zatem Yuki powiedziała, że „powód dla którego biorę udział w tym turnieju jest godny tej farsy”?
Przez chwilę panowało milczenie.
- Dobre pytanie. Masz jakieś przypuszczenia?
Westchnęłam ciężko. Chwyciłam miękki ręcznik leżący na skalnej ławce i wyszłam z kąpieli. Okręciłam się nim dokładnie. Jest tak długi, że sięga mi niemal do kostek, prawie jak sukienka, pomyślałam. Drugim mniejszym wytarłam włosy i ramiona.
- Sakura? – Twarz Sasuke wyłoniła się zza drzwi, lecz natychmiast zniknęła ponownie. Gdybym go nie znała pomyślałabym pewnie, że widok mnie w ręczniku go speszył. Rozejrzałam się w poszukiwaniu ubrań, które wzięły ze sobą bliźniaczki, ale nigdzie ich nie zauważyłam. Doszłam do wniosku, że musiały zostać w przedsionku.
- Sasuke możesz mi podać szlafrok? Powinien gdzieś być koło ciebie.
- Podałbym Ci, ale tu nic takiego nie ma – usłyszałam zirytowany głos po chwili.
Weszłam do pomieszczenia i ze zdziwieniem stwierdziłam, że mówił prawdę, a dałabym sobie głowę uciąć, że widziałam jak bliźniaczka go tu kładła.
- No pięknie –powiedziałam na głos. – Tak się spieszyły, że musiały go wziąć ze sobą.
Sasuke westchnął i bez słowa podał mi swoją czarną wierzchnią szatę.
- Narzuć to na siebie, lepsze to zawsze niż paradowanie w samym ręczniku.
- Dzięki.
Ubranie przesycone było ciężkim zapachem piżma i drzewa sandałowego. Kolejny punkt mistyfikacji. Żaden ninja nie pozwoliłby sobie na używanie pachnideł, których zapach można wyczuć w promieniu kilometra.
- Wiem, że strasznie jedzie, ale musisz to przeboleć – rzucił w moją stronę – nie rób, więc takiej skrzywdzonej miny.
Jej radosny śmiech rozprysnął się po całym pomieszczeniu.
- Nie. To nie to. Zresztą pasuje do ciebie, o zapachu mówię.
Zarzuciła sobie ubranie na ramiona. Jej jasna cera wydała się jeszcze bielsza w kontraście z czernią szaty.
- Aha. Wracając do tematu… Sądzisz, że wie?
- Wątpię. Myślę, że chodzi o coś innego. Pytanie, o co?
Wzruszyłem ramionami, lecz dobrze wiedziałem, że nie można zostawić tej sprawy ot tak sobie, bo może nas to kosztować życie.
- Wracajmy już – usłyszałem głos Sakury. – Chce się położyć.
Bezceremonialnie ruszyła w stronę korytarza prowadzącego do pałacu. Jakby była to czynność codzienna wykonywana od wielu lat. Jej drobne, bose stopy pozostawiały mokry ślad na marmurowej posadzce. Bez słowa wiozłem ją na ręce i po raz kolejny zdziwiło mnie jak bardzo jest lekka. Jej zdziwiona i po trochu rozbawiona twarz mierzyła mnie wzrokiem.
- Ej, przecież nie prosiłam o to – powiedziała, ale jednocześnie objęła mnie rękoma za szyje.
- Gdybyś poprosiła nawet bym nie ruszył palcem. Nie chcę stracić formy. To zupełnie jak bieganie z workiem piasku po schodach.
Tylko, że worek z piaskiem nie szczypie cię w takich momentach w ucho.
- Jesteś zupełnie pozbawiony taktu, panie Uchiha. Ciekawe czy jak będziesz żonę przenosił przez próg też będziesz ją porównywał do worka – rzuciła kąśliwie.
- Jakoś nie widzę powodu, czemu miałoby cię to martwić.
- W sumie racja – odpowiedziała beznamiętnie.
Resztę drogi pokonaliśmy w milczeniu. W końcu dotarłem do drzwi naszego pokoju. Postawiłem ją przed nimi. Blade światło księżyca oświetlało jej jasną twarz. Wydawała mi się dziwnie zmieniona, jakby zagościł na niej smutek, ale to raczej objaw zmęczenia.
- Nie wchodzisz? – Raczej stwierdziła niż spytała.
- Za chwilę. Mam coś do załatwienia.
- Zatem dobranoc.
Zniknęła za ciężkimi drzwiami. W samą porę, bo po dziedzińcu przemknął właśnie cień. Smukła postać w krwistoczerwonej szacie. Mei Chu…
Słyszę jego kroki, gdy pośpiesznie odchodzi. Nie zamierzam za nim iść. Wiem, że nie zrobi żadnej głupoty. W przeciwieństwie do mnie nie trzeba przypominać mu o priorytetach. Kieruję się do swojego pokoju. W półmroku odszukuję nocną szatę i od razu zamieniam ją miejscami z ręcznikiem. Rozczesuję włosy. I padam na łóżko.
- Soshi i Hien już tu dzisiaj nie wrócą… Sasuke gdzieś poszedł… Jesteś sama, Sakura, wykorzystaj to żeby się przespać.
Nocny chłód wpływa przez otwarte okno. Budzi mnie jakiś szmer. Nad sobą widzę twarz Sasuke. Wydaje mi się taka jakaś odmieniona jakby nie należała do niego. Twarz osoby stęsknionej za drugim człowiekiem.
- Sa…
Zatyka mi dłonią usta. Jego onyksowe oczy hipnotyzują mnie i każą mi patrzeć gdzieś w okno. Zauważam delikatny ruch z prawej strony. Ninja, przemyka mi przez myśl. Wynajęli jakiegoś shnobi? Nie mogę tego stwierdzić tak od razu, ale jedno jest pewne, jesteśmy obserwowani. To akurat mnie nie dziwi. Wiedziałam, że nasz udział w Turnieju budził od początku zastrzeżenia. Bardziej dziwne jest to, co w tym momencie robi Uchiha. Czemu do cholery mnie przytula? Nie mówcie mi, że się upił?! Nie, zaraz, nie czuć od niego alkoholu. Wie, że jesteśmy obserwowani, musi wiedzieć! Sam mi przecież to pokazał. Jego usta kryją się w moich rozpuszczonych włosach i wtedy słyszę jego szept.
- Tylko sobie nie myśl. Chyba już wiem, co to za „powód”, o którym mówiła Yuki.
- I on Ci się każe do mnie kleić – odpowiadam, bo cała sytuacja wygląda, co najmniej jednoznacznie, jednocześnie podejmuję grę obejmując go rękoma.
- Cóż jakby nie patrzeć to tak. Obawiam się również, że korzystne jest dla nas utwierdzić ich w przekonaniu, że ów powód jest tym, który zadecydował o naszym udziale w Turnieju.
Oczywiście to normalna strategia, podsuwa się fałszywy trop, żeby odwrócić uwagę od prawdziwego. Tylko, co to do licha ma wspólnego z tym, co właśnie się dzieje. Trwamy w tym uścisku przez jakiś czas. Czuję ciepło bijące od jego skóry. Kto by pomyślał, że ten zimny człowiek emanuje taką temperaturą?
- Sakura?
- Słucham?
- Myślę że już czas na finał przedstawienia. Rano Ci wyjaśnię jak nadarzy się okazja, więc się za bardzo nie bulwersuj i wczuj trochę w rolę…
Odsuwa mnie delikatnie od siebie. Dłonią delikatnie ujmuje mój podbródek. Przez chwilę, która zdaje się trwać nieskończenie długo oczy czarne jak turmalin, błądzą po mojej twarzy. Jego usta zbliżają się do mnie niebezpiecznie by zatrzymać się zaledwie kilka centymetrów od moich. W jego oczach dostrzegam pewnego rodzaju rozbawienie i jakieś tajemnicze błyski. Coś na kształt wyzwania. Po raz kolejny tej nocy daję się wciągnąć w tę grę. Sama pokonuję pozostałą drogę do jego ust i pieczętuję je pocałunkiem.
Pocałunek był taki, jaki miał być. Delikatny niemal płochliwy, pocałunek kochanków obawiających się przyłapania. Niemogących pozwolić sobie na żadną inną czułość. Był też jednocześnie niespodziewanie słodki. Czy tak smakuje Sakura?
W każdym razie dziewczyna załapała, o co mi chodzi. Gorzej, że jeśli nie znajdę sposobności żeby się z tego jutro wytłumaczyć może się skończyć na brutalnym pobiciu…
Przedstawienie skończyło się. Delikatnie odsunąłem ją od siebie, kątem oka obserwując jednocześnie złowrogi cień za oknem. Bez słów, bez szeptów opuściłem pokój mojej Katri. Sakura odprowadziła mnie stęsknionym spojrzeniem, w którym jednak dostrzegłem ostrzeżenie. Powoli zamknąłem drzwi i udałem się do swojej kwatery. Musiałem przemyśleć kilka spraw, a noc nie trwała przecież wiecznie.
Nigdy bym nie przypuszczał, że kobieca zazdrość może być tak pomocna. Kiedy znalazłem się u siebie, wyszperałem z kieszeni krótki liścik od Lisicy, ten sam, który doręczono mi dziś rano.
„O północy w ogrodzie. Przyjdź albo wyjawię twój sekret.” – tak brzmiał napis na papierze. Domyślałem się, że to jakiś rodzaj prowokacji jednak na wszelki wypadek należało to sprawdzić i w razie czego pozbyć się zagrożenia po cichu. Nie zamierzałem mieszać w to Sakury. Powinna skoncentrować się na walkach. Mimo iż odkryłem już gdzie przechowywana jest Orchidea to o wiele lepiej i mniej kłopotliwie byłoby zdobyć ją w uczciwym pojedynku niż przekradać się korytarzem, który broniło 25 ludzi uzbrojonych po zęby. Do komnaty ze skarbem prowadziło wąskie, proste przejście. Jak zdołałem stwierdzić w oparciu o klika moich „wężowych” misji dywersyjnych w tym ostatniej dzisiejszego wieczoru podczas pierwszej walki Pań Wachlarzy, było jedyną drogą prowadzącą do skarbca. Hol miał długość około 10 metrów, na której w równych odstępach po obu stronach rozstawiono zbrojnych strażników. Prześliźniecie się niezauważenie przez ten ludzki mur było praktycznie niemożliwe. Wystarczy, aby choć jeden podniósł alarm, a miałbym na głowie całe wojsko chana stacjonujące w mieście. Dlatego też tak liczyłem na to, iż uda się nam zdobyć klejnot podczas normalnych rozgrywek.
Tego, że to Mei Chu wysłała mi wiadomość domyślałem się od początku. Dziewczyna zaczynała mi już poważnie działać na nerwy. Kobieta powinna wiedzieć, kiedy wzbudza zainteresowanie u faceta, a kiedy po prostu nie. Ta jednak chyba miał zbyt wygórowane mniemanie o sobie, bo za nic nie chciała sobie odpuścić. W każdym razie delikatnie ją ostrzegłem, żeby jej przez myśl nie przeszło nastawanie na życie mojej Pani Wachlarzy, bo nie skończy się to dla niej za dobrze. Zwłaszcza, że Soshi i Hien zdobyły kilka ciekawych informacji na jej temat, które mogłem wykorzystać jako argumenty (na przykład dziwnym trafem Katria uważana za jej największą konkurencję, rozchorowała się nagle po 2 dniach od wizyty Lisicy). Nie zamierzałem bawić się dłużej w jej gierki. Wycofywałem się już do pałacu, kiedy usłyszałem:
- Jednak to prawda…
- Prawda?
- Że ty i ta twoja Katria…
Zatrzymałem się. Gdyż już po raz drugi dziś wpadło mi w ucho stwierdzenie „on i jego Katria”.
- Co zamierzasz powiedzieć Pani Mei Chu?
Dziewczyna pomyślała, że ugodziła w czuły punkt. Zbliżyła się do mnie.
- Nie udawaj głupiego. Sprawdziłam was. Wiem wszystko!
- „Wszystko” to pojęcia bardzo abstrakcyjne i rozległe, Pani – odpowiedziałem.
Zaśmiała się, a mnie aż ciarki przeszły po plecach od tego śmiechu tyle w nim było jadu.
- Przedstawię Ci, zatem moje „wszystko” Sasuke Uchiha, a może raczej Sasuke Kurosami.
Zmarszczyłem brwi. Co jak co, ale nazwiska swojego nie zmieniłem, z rozkazu Tsunade zresztą. Nie do końca rozumiałem, czemu kazała mi pozostawić jakby nie patrzeć słynne w Kraju Ognia nazwisko shnobi, wysyłając mnie i Sakurę w tego typu misję. Katria przyglądała mi się przenikliwym spojrzeniem, widać znajdując w mojej minie potwierdzenie własnych przypuszczeń. Zamierzałem dowiedzieć się czegoś więcej o tym „wszystkim”.
- I to wszystko? – Spytałem prowokująco. – Po to ganiasz mnie po nocach?
Odwróciłem się ponownie na pięcie czekając aż posunie się dalej. I nie pomyliłem się w przypuszczeniach:
- Wiem o wiele więcej niż ci się wydaje. O umowie z władcą Kraju Ognia i o twojej osobistej nagrodzie, jeśli uda Wam się zdobyć Orchideę.
Moje milczenie tylko zachęcało ja do mówienia. Bogowie, co za naiwna kobieta.
- Czy naprawdę wydawało Ci się ze zdołacie to ukryć? Może przed nimi tak, ale ja mam swoje źródła.
O tak i większość z nich ma początek w twoim łóżku jak sądzę, pomyślałem złośliwe.
- Nie widzę nic dziwnego w tym, że nagrodzą mnie, jeśli mojej Katri uda się zdobyć tak pożądaną przez mojego Pana nagrodę. To chyba naturalne – zakpiłem.
- Może tak, może i nie. Tylko twoją nagrodą jest ta dziewczyna, nieprawdaż? - Widząc moją zbaraniałą szczerze minę, roześmiała się. – O tak, ta Twoja Sakura. Słodka, mała zakładniczka, która miała stać się kolejną przekąską dla tego waszego władcy. I wasal jego wysokości, wierny żołnierz w jego armii, który jej pragnie bardziej niż cokolwiek innego, a nie może jej nawet dotknąć. Jakie to smutne… Na Twoje szczęście jego wysokość ma teraz inną zabawkę i to jej zachcianki spełnia. Ale dziewczyna chce coś, co jest nieosiągalne i nawet ten spasiony gbur nie jest na tyle głupi by wywołać wojnę dla zachcianek jakiejś spódniczki.
Uśmiechnąłem się pod nosem. W końcu zrozumiałem, o co chodziło Hokage. Tsunade ty podstępne babsko… Mei Chu kontynuowała swoje opowieść:
- Jedyny sposób to zdobyć nagrodę legalnie i w pełni oficjalnie. Taka okazja może się więcej nie powtórzyć. Proponujesz zatem Władcy układ, wiedząc, że panna Sakura zna Taniec Katri. Swoja drogą, kto by pomyślał, że uczennica Kutetsu zabłąka się do Kraju Ognia? Zdobędziecie Orchideę, a w zamian on odda Ci dziewczynę i wszyscy będą szczęśliwi. Misja szalona, szanse powodzenia nikłe, ale przecież zawsze to jakaś nadzieja.
- Zadziwiasz mnie Pani. Rzeczywiście dużo wiesz., ale…
- …ale?
- Nie rozumiem jak mogłabyś mi zaszkodzić tą wiedzą? Sakura jest panną, nawet, jeśli na swój sposób jest „zakładniczką i stanowi własność mojego Pana” nie ma przeszkód by brała udział w Turnieju. A jej uczucia, moje uczucia nie mają tu nic do rzeczy…
Mei Chu ponownie wybuchła śmiechem, który dziwnie szpecił jej piękną twarz.
- Co niektórym możnym może się nie spodobać, że twoja panna nie jest do wzięcia, nie sadzisz? Jakby nie patrzeć to całkiem ładna dziewczyna.
Zmarszczyłem brwi.
- Sakura póki co stanowi własność Kraju Ognia, zatem każde „oświadczyny” muszą być skierowane do Seniora. A on nie wyda zgody. Co do samozwańczych amantów, to sam się nimi zajmę… - ściszyłem złowrogo głos.
- Całkiem logiczne podejście, ale ma jeden defekt.
- Mianowicie? – Spytałem szczerze zainteresowany.
- Powiedzmy, że twoją dziewczyną zainteresuje się Chan. Powiedzmy, iż na tyle przypadnie mu do gustu, że postanowi ją zatrzymać. Skoro twój Dono chce mieć Orchidee to mu ją da, za dziewczynę. A nagrodę po prostu zmieni.
Nie jest taka głupia jak myślałem, przyznałem w duchu. Ta mała intrygantka całkiem dobrze zna się na polityce. Przywołałem na twarz niebezpieczny grymas. Mei Chu zmrużyła oczy.
- Już późno Sasuke-san. Jutro, a raczej dziś pierwszy półfinał. Dobranoc – to powiedziawszy obróciła się na pięcie i ruszyła.
-Mei Chu jeśli tylko ruszysz palcem to…
- O to się nie martw. Aż tak daleko nie sięgają moje wpływy. Chociaż kto wie jak ułożą się gwiazdy. Los bywa przewrotny prawda…
Przez chwilę stałem w bezruchu starając się przeanalizować wszystko jeszcze raz.
Gdzieś z boku doszedł mnie stłumiony oddech. Znów jesteśmy obserwowani. Wygląda na to, że cały pałac już wie o wiadomych pogłoskach i teraz wszyscy łapią jakąś sensacje. Z drugiej strony była to wiadomość zbyt nieoficjalna i na dobrą sprawę nikt przecież nie mógł powiedzieć Katri, kogo ma kochać ani jej tego zakazać. Póki dziewczyna nie była formalnie związana z jakimś mężczyzną mogła uczestniczyć w Turnieju. Brano w nim zresztą udział z głupszych powodów.
Utrzymanie tej wersji było, więc całkiem na rękę, gdyż dawało fałszywy trop i kierowało uwagę obserwujących w inną stronę. Co innego nieszczęśliwi kochankowie, a co innego ninja z misją kradzieży, nasłani przez obce mocarstwo. W drodze do pokoju obmyśliłem szybki zarys planu. Liczyłem na to, że będziemy obserwowani i na szczęście było tak jak przewidywałem. Chanem póki, co się nie przejmowałem. Nie zauważyłem by jakoś szczególnie zwracał uwagę na Sakurę.
Akcja przebiegła planowo i bez zakłóceń, Haruno się spisała. Szpieg musiał być zadowolony. Pewnie pomyślał, że moja rozmowa z Mei Chu ożywiła tak skrzętnie ukrywane uczucia i korzystając z nieobecności służących spróbuje, choć trochę nasycić się bliskością ukochanej kobiety zwłaszcza, że zawisło nad nami widmo niewidzialnej groźby.
Spaliłem liścik w ogniu świecy, po czym ją zgasiłem i ułożyłem się do snu.
- Boże, Naruto mnie chyba zabije jak się dowie – zdążyłem jeszcze powiedzieć do samego siebie nim w końcu zasnąłem.
Obudziło mnie jaskrawe, poranne słońce nagrzewające już powietrze w pokoju. Chaotyczne myśli przewijały się w mojej głowie. Co się wczoraj stało, co to za dziwny sen? Sasuke, który nagle przychodzi do mojego pokoju, który mnie całuję…
Potrząsnęłam rozczochraną głową. To sen. To tylko głupi sen.
Drzwi się otworzyły się:
- Dzień dobry Sakura-san –przywitała mnie wesoło Hien. – Czas na kąpiel, a potem śniadanie. Mamy piękny poranek. Udało się nam zdobyć kilka ciekawych informacji.
Pozwoliłam się zaprowadzić za rękę jak dziecko do pokoju wspólnego. Przy drewnianym stoliku, sącząc brunatny napój siedział Sasuke.
- Dzień dobry, Pani – przywitał mnie z cynicznym uśmiechem i to wystarczyło, już wiedziałam, że wszystko, co wydarzyło się w nocy było prawdą…Nie wymieniliśmy ze sobą jednak ani słowa więcej, gdyż roześmiane bliźniaczki pociągnęły mnie już do łaźni.
Zanurzyłam się w wodzie po szyję, ale najchętniej zanurzyłabym się tak żeby zniknąć całkowicie pod powierzchnia wody. Starałam się wszystko jeszcze raz przemyśleć. Dobra, Sasuke coś odkrył. To odkrycie każe zachowywać mu się cokolwiek dla niego irracjonalnie i tym samym okazywać mi czułości godne zakochanego Don Juana. Powiedział, że wyjawi mi powód swojego zachowania rano o ile dobrze pamiętam. Zatem zanim go zabiję to dam mu szansę żeby to zrobił.
Pocałunek…
Jaki był ten pocałunek, czy coś, co dwie osoby udają można w ogóle tak nazwać?
- Sakura-san, co się stało? Wydajesz się przygnębiona – głos Hien wyrwał mnie z zadumy.
- Nic. Miałam dziś bardzo nierealny sen.
- Zatem nie ma się czym przejmować – odpowiedziała ze śmiechem Soshi, która pojawiła się nie wiadomo skąd obok siostry.
- Cóż zapewne masz rację – przyznałam.
- Sakura-san – powitał mnie dźwięczny głos Yuki. Była w towarzystwie dwóch kobiet, które musiały pełnić rolę taką samą jak moje bliźniaczki. Były jednak o wiele starsze i zdecydowanie traktowały swoją Katrie z większą rezerwą. W każdym razie nie wydawały się tak spoufalone jak te moje dwie wariatki.
- Witaj Yuki. Dziś twoja walka z Mei Chu jak samopoczucie?
- Nie narzekam, choć z pewnością jest jak do tej pory przeciwniczką, z którą najbardziej muszę się liczyć.
Cóż jakby nie patrzeć miała rację. Co by nie mówić o tej harpii to, jeśli chodzi o władanie ogniem znała się na tym doskonale.
- Sakura-san, ja zamierzam wygrać ten pojedynek.
Przyjrzałam się jej. Niezwykłe szafirowe oczy przepełniało takie zawzięcie i determinacja, że nie miałam wątpliwości, że mówi prawdę.
- Yuki, dlaczego walczysz? Czego tak naprawdę chcesz?
Dziewczyna przyglądała mi się badawczo, po czym nachyliła się i szeptem słyszalnym tylko dla mnie powiedziała:
- Zemsty.
Nie powiem żeby mnie to zaskoczyło, przypuszczałam, że jej powód uczestniczenia w tym wszystkim zasadniczo różni się od innych.
- Yuki, przejdźmy się.
Bliźniaczki i garderobiane młodziutkiej Katri od razu się poruszyły.
- Same – dodałam wyraźnie.
Przemierzałyśmy zielone alejki w ciszy. W końcu powiedziałam.
- Chcesz pomścić matkę, prawda?
- Tak – odpowiedziała cicho.
- I żeby tego dokonać zamierzasz wygrać turniej?
- Upokorzono ją, wygnano – jej głos nabrał na ostrości. – Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo cierpiała odsunięta od tego wszystkiego, co się jej przecież prawnie należało. Usychała jak kwiat pozbawiony słońca płacąc za to, że zawierzyła miłości. Ja jestem owocem jej upodlenia, a jednak nigdy nie powiedziała mi złego słowa. Była mi troskliwą i kochającą matką, chociaż to ja byłam powodem, przez który musiała opuścić dwór…
- Yuki, wiesz, kto jest twoim ojcem?
- Nie i zapewne nigdy się tego nie dowiem. Nie obchodzi mnie to zresztą. Co to za ojciec, który pozwala by jego własne dziecko nie znało nawet jego twarzy?!
Znów zapanowało między nami milczenie. Pomyślałam jak smutne musiała wieść życie ta dziewczyna uwięziona pomiędzy niespełnionymi marzeniami matki.
- Wiesz Sakura-san, dziś rano złożono mi propozycję małżeństwa. Jeśli wygram pojedynek z Mei Chu lord Gelfard mnie poślubi.
- To dobra propozycja, ale czy tego pragniesz? Wyjść za mąż bez miłości?
Nasze oczy się spotkały. Jej spojrzenie było chłodne i smutne, tak nie powinna patrzeć młoda dziewczyna.
- Ja nie wierzę w miłość, Sakura-san. W świecie Katri nie ma miejsca na uczucia. Tutaj jak zauważyłaś rządzą intrygi i układy. Jeśli się pokocha wszystko się traci…
Świat Katri tak bardzo przypominał świat shnobi. Tam również nie było miejsca na uczucia. Przynajmniej tak nam zawsze mówiono. Tylko że człowiek nie może się tego wszystkiego tak po prostu wyzbyć…
- Yuki, ja nie zamierzam przegrać.
- Wiem, dlatego to właśnie z tobą chciałbym się zmierzyć w ostatnim pojedynku. Nie przegraj swojej walki, bo i ja nie przegram.
Kiedy Soshi i Hien zniknęły z naczyniami, w końcu objaśniłem Sakurze wszystko, co odkryłem. Nie mniej jej marsowa mina nie zapowiadała, że jest zadowolona z rozwoju sytuacji.
- Rozumiem zatem, że będziemy trzymać się tej wersji.
- Tak. Choć nie martw się, jako że jesteśmy, gdzie jesteśmy i że raczej nie obnosimy się za bardzo z tym, co nas łączy nie będę cię napadła na każdym kroku.
Boleśnie szturchnęła mnie w ramię.
- Ciebie to ewidentnie bawi. Jesteś okropny!
- Tak, tak, ale nie zapominaj, że za to mnie przecież „kochasz” – złapałem jej rękę zamachującą się by zadać mi kolejnego kuksańca i złożyłem na jej dłoń pocałunek – Pani…
Zaczynałem czerpać pewnego rodzaju przyjemność obserwując jej zagniewaną twarz. Czas bardzo nas odmienił i ją i mnie. Dawniej nie miałaby nic przeciwko temu bym ją obejmował czy coś. Dziś prycha niczym kotka, gotowa za każdy nierozważny ruch wbić mi pazury prosto w serce. Puściłem jej rękę, gdyż na korytarzu rozległy się szmery i śmiechy. To Soshi i Hien wracały. Jeśli ten cały mój związek z Sakura miał wyglądać autentycznie to nie powinniśmy zbytnio się z tym obnosić, gdyż mogłoby to wywołać odwrotny skutek niż zamierzałem osiągnąć.
Jadeitowe oczy Sakury spoglądały gdzieś w dal za okno. Znów wydawała się tak odległa. Wróciłem myślami do mojej ostatniej rozmowy z Cerio i do tego, co mi wtedy powiedział. Zastanawiałem się czy kiedykolwiek przyjmę to wszystko do wiadomości. Jakoś nie potrafiłem w to uwierzyć. Z drugiej strony Haruno wrócił taka odmieniona…
Drzwi otwarły się gwałtownie, a w progu stał bogato odziany dworzanin. Skłonił się jednak nie na tyle nisko by uznać nasze pozycje w hierarchii za wyższe od jego.
- Sakura-san, Sasuke-san.
- Panie – Haruno delikatnie skinęła głową.
- Mój pan przesyła Ci Pani zaproszenie – powiedział podając zapieczętowany liścik Sakurze. Ta wdzięcznie odebrała i zerwała pieczęć, która podniosła mi ciśnienie. Szybko przeczytała wiadomość, po czym z czarującym uśmiechem powiedziała:
- Przekaż jego wysokości, że to dla mnie zaszczyt i z przyjemnością przyjmuję zaproszenie.
- Będzie jak każesz, Pani – powiedział i zniknął równie szybko jak się pojawił.
- Soshi, Hien nie wiem jak to zrobicie, ale dziś wieczorem musicie przejść same siebie.
- Sakura-san?
- Dziś wieczorem walkę Katri będę oglądać u boku Chana… |
|
|
|
|
|