»konohaSENPUU »gantzSENPUU »hetaliaSENPUU »forumSENPUU
»Konto premium - kliknij, by dowiedzieć się więcej.


Odpowiedz Poprzedni temat «» Następny temat

Right in Two

Wiadomość
Rozdział bardzo dobry. Akcja posunęła się sporo do przodu - pod względem fabularnym part bardzo smakowity.
Wielki plus za to, że jezioro okazało się jednak zwykłym jeziorem XD i znajdowało się w Kraju Ognia, a nie gdzieś tam za Siedmioma Górami :PPP Widzę, że Sas leci na Sakurcię już ostro ;3 - nice. Plus dla niego XD~ W opozycji jest chłodna Sakura - yeah ^__^ Obie postacie mi się podobają. Ciekawy był również motyw z tym "diamentem", a także ufarbowanie włosów Sakury. Symbol jest metamorfozy, prawdziwego powrotu do Konohy?
Bardzo intrygująca końcówka. Boję się tylko, że fick może źle się skończyć - Sakura don't die! Y_Y Jednocześnie wiem wiem, czy cieszyłby mnie happy end. No nic, zobaczymy ;)

Od strony technicznej - gorzej niż ostatnio! Sporo błedów interpunkcyjnych, a tu kropka przesunięta, a tu o jedną za dużo. Było tego kilka. Plus kilka błedów, zwłaszcza w drugiej części rozdziału. Beta się nie postarała :P Ale i tak pozdrowienia dla niej, gdyż rozdziały są naprawdę długie :*

Czekam na następny, ostatni? rozdział.
"Nie chcę być złośliwy, ale naprawdę twierdzę, że fabuła (LoGHa) nie wybija się ponad poziom randomowego shounena."
alosza, 2010
Poswiecilem około dwóch godzin zeby spokojnie sobie wszystko przeczytać - FF bardzo fajny - czyta się dobrze, czasami zdarzą sie literówki ale jak na tą dlugość tekstu nie jest ich dużo.

czekam na nastepne rozdziały :P

Tygrys napisał/-a:

nieznacznie i podała mi ubranie.
Szybko ją założyłem.



Chyba je :P

Tygrys napisał/-a:

z biurkiem nie wyładowałem na ścianie.



Co do tego pewien nie jestem, ale zdaje się wylądowałem ^^

Tygrys napisał/-a:

Mlecznobiała cześć delikatnie błyszczała w świetle księżyca.



Kurde, tego też pewien nie jestem, ale chyba część :P

Tygrys napisał/-a:

Na początku wydawało mi się to absurdalne, ale teraz obserwując jej ruchy pomysł niewypał mi się już tak głupi..



Uważam, że powinno być niewydawał zamiast niewypał (możliwe nawet że nie wydawał :P )

Tygrys napisał/-a:

były mi światkiem,



Chyba świadkiem

Tygrys napisał/-a:

Bez problemu, jednym szybkim ruchem zablokowała moją rękę i przycisnął do muru.



Zablokował

Tygrys napisał/-a:

Masz trzy tygodnie żeby się przygotować nie zmarnuj ich



Myślę, że powinno być: Masz trzy tygodnie żeby się przygotować. Nie zmarnuj ich

Nie wiem dlaczego, ale im dłużej czytam ficki tym więcej błędów w nich znajduję :P

Oczywiście, part jak zwykle genialny, a końcówka jak zwykle pozostawia w niepewności. Jak ja chcę, żeby było już te "dwa tygodnie później" ^^ Oczywiście mam nadzieję, że następna część pojawi się wcześniej :P
yyy, coś mam tu wpisać ?? ;)

qosmo napisał/-a:

Od strony technicznej - gorzej niż ostatnio! Sporo błedów interpunkcyjnych, a tu kropka przesunięta, a tu o jedną za dużo. Było tego kilka. Plus kilka błedów, zwłaszcza w drugiej części rozdziału. Beta się nie postarała :P Ale i tak pozdrowienia dla niej, gdyż rozdziały są naprawdę długie :*



Wiem, wiem, niestety sesja i te sprawy robią swoje i tą część czytałam tylko raz, stąd nie mogłam wyłapać wszystkich błędów (dobra nigdy nie wyłapuję wszystkich, ale przemilczmy tą kwestię :P). Następnym razem postaram się bardziej. :D
Naruto jest fajny, ale Lina i tak skopałaby mu tyłek ;p

qosmo napisał/-a:

Symbol jest metamorfozy, prawdziwego powrotu do Konohy?


Ach raczej zbyt dużej dawki sake poprzedniego wieczora XD Przeceniasz mnie ;o)

qosmo napisał/-a:

Beta się nie postarała :P


Beta się postarała tylko ze ja jej głowę zawracam i ten rozdział taki trochę dziki jest ^^' nie krzyczcie na moja kochaną Miko bo bez niej ten fik by nie istniał (nie mogę żyć bez jej sarkastycznych komentarzy XD).

Berbel napisał/-a:

Poswiecilem około dwóch godzin zeby spokojnie sobie wszystko przeczytać


Lol XD Nie sądziłam ze ktoś się tak poświęci ale dziękuje bvardzo ^^ To naprawdę miłe jak ktoś nowy przeczyta. Ludzi zawsze odstrasza długość takich opowiadań ;o)

Fortun, dziękuje co znalazłam poprawiłam ^^ Niestety Word che być mądrzejszy i czasem sam sobie zrobi korektę ;o)

Miko-chan, naprawdę przepraszam. Byłą sesja i twoja i moja a ja cię jak na złość zarzuciłam nagle tymi chapterami do betowania i napadałam na gg za każdym razem spytać czy już ^^' Gomene Misia T_T

Wielkie dzięki za komenty od wszystkich którzy przeczytali. Nawet nie wiecie jakie to motywujące dla mnie kiedy widzę ze ktoś tu zostawia swój ślad. Postaram się nie trzymać was za długo w niepewności co będzie dalej ^^

Cytat:


Lol XD Nie sądziłam ze ktoś się tak poświęci ale dziękuje bvardzo ^^ To naprawdę miłe jak ktoś nowy przeczyta. Ludzi zawsze odstrasza długość takich opowiadań ;o)



wiesz, jak FF jest nieciekawy to sie nie czyta, jako że ten jest ciekawy i bardzo dobry to poświęcenie tych dwóch godzin nie uważa sie za stracone :P
Robi się coraz ciekawiej. Akcja nabiera tępa, napalony Sasuke :D, olewająca Sakura xD, coraz mniej elementów fantasy nie mówie, że są złe ale mi jakoś nie pasują do świata Naruto. Ogółem świetny part.

btw.

Tygrys napisał/-a:

Postaram się nie trzymać was za długo w niepewności co będzie dalej ^



Czyzby to trwalo mniej niż 2 tygodnie ? :D
Tygrys zgotowałaś mi naprawdę miłą niespodziankę. Bardzo podobało mi się pokazanie stosunków tej dwójki i... swoiste odwrócenie ról, jakby symboliczne. Sasuke widać, że jest zainteresowany dziewczyną, jednak ona trzyma go na dystans. Może jest to spowodowane faktem iż już raz cierpiała przez niego i kolejne otworzenie serca może być dla niej zbyt bolesne. Mimo wszystko taka Sakura – zdecydowana, pewna siebie, oddana i uparta, jest naprawdę ciekawa. Sasuke też wychodzi na plus. Tutaj lubię jak powoli zauważa w dziewczynie kogoś więcej. Mam nadzieję, że jednak rozwiniesz ich stosunki ^^

Ogólnie ciekawy part, skupienie się tylko na tej parze było potrzebne dla całej fabuły. Pokazuje zarówno Sakurę jak i Sasuke trochę z innej strony.

Czekam na kolejny part :)
FF bardzo dobry, wg mnie najlepszy na tym forum:)
Ostatni part chociaż długi, to bardzo szybko i przyjemnie mi się go czytało [zresztą jak wszystkie poprzednie^^]. No i rozdział skupiony przede wszystkim na relacjach Sakury i Sasuke, co było potrzebne. Bardzo podoba mi się to, że Sakura jest bardziej zdecydowana i jakby trzyma trochę Sasa na dystans [jak już AnKANE wspominała]. On natomiast jest taki sarkastyczny, co bardzo mu pasuje xD Zaczyna dostrzegać pannę Haruno. Mam nadzieję, że już niedługo dojdzie między nimi do czegoś poważniejszego:p
Były drobne błędy, ale się nie czepiam, bo nie będę się bawić w moją panią od polskiego:)
Oczywiście czekam z niecierpliwością na następny part:)
Ostatnio zmieniony przez Sonrisa 13-03-08, 14:43, w całości zmieniany 1 raz
Uuuu..Sasul pokazuje uczucia! Nowe rozdziały fajne bardzo. Podoba mi się, jak innym, ta inna Sakura, uparta i zdecydowana. Ciekawy ten motyw z chorą rączką Sasa. Ogólnie zdecydowanie na plus, duuuuży plus :)
"Więcej się ruszaj. Więcej bywaj. Wpadaj do innych. A jeśli ktokolwiek powie od progu: "Do licha!", zawsze możesz wypaść z powrotem."
Ostatnio zmieniony przez Echo_ 19-02-08, 18:30, w całości zmieniany 1 raz
Mamy piękny niedzielny wieczór, dodajmy w niektórych zakatach globu bo u mnie gwiździ że hej... Przed Wami nowy rozdział RITa. Specjalny z kilku powodów:

1. Bo to jak do tej pory najdłuższy XD Miałam zakończyć o wiele dalej ale jak zobaczyłam ile mi wyszło do tej pory to stwierdziłam że jednak trza będzie to rozbić bo nie przejdzie.
2. Bo rozdział powstał kiedy autorka jest chora czytaj nieźle mi odwala. Z miejsca dementuje pogłoski jakobym cały motyw wymyśliła na poczekaniu. Rozdział był ujęty w pierwszym już planie całego ff. Niemniej co niektórym rozdział wyda się na pewno pofikany.
3.Bo był najmniej komunistyczny znaczy czerwony po becie XD
4.Miko doszła po nim do wielce kreatywnych wniosków i się nimi ze mną podzieliła XD Kto nie wie jakich niech żałuje XD
5. Bo rozdziały jedenaste RITów są ze swej natury specjalne bo tak sobie Tygrys postanowił...

Betą jak zwykle zajęła się nieoceniona i genialna (nie oddaje/pożyczam/dzierżawie/sprzedaje <- czytaj znajdźcie sobie swoją xD) Miko-chan :* Co do tytułu to jest całkowicie autentyczny, co znaczy wyjaśniono pod pewnymi i pasującymi mi pod fabułę względami a chcecie wiedzieć więcej poszukajcie sobie ;o)

Oj rozgadałam się ja niedobra. No to "lets RIT it agien" XD

Rozdział 11

Kurułtaj



Lektyka kołysała się lekko, przez delikatną jedwabną przesłonę wpadało stłumione światło słońca. Siedziałam pogrążona w niezbyt ciekawych myślach, powtarzając po raz kolejny przygotowany scenariusz. Ten, który będę musiała odegrać bezbłędnie. Każda najdrobniejsza pomyłka mogła kosztować nas życie. Miarowe, leniwe ruchy mojego powozu doprowadzały do frustracji, ale nie mogłam wysiąść. Mistyfikacja musiała być perfekcyjna i tak drogę, którą doświadczeni ninja pokonaliby w 2 dni my tłukliśmy się już od tygodnia. Westchnęłam cicho. Zza zasłony dolatywał miarowy stukot końskich kopyt. Twardy grunt, czyli weszliśmy już na główny trakt. Z oddali dobiegły mnie nawoływania. To kolejny uczestnik dołączył do kolorowej procesji, jaką tworzyliśmy. Z każdym dniem było coraz więcej podróżnych. Do miasta chanów już niedaleko.

Kurułtaj – zjazd władców wschodnich rubieży, tak dumnie to brzmi, prawda? Dla mnie można by to po prostu nazwać piekłem i oznaczałoby dokładnie to samo. Oto zapomniane miasto gdzieś pomiędzy stepami, na te kilka dni stawało się centrum świata. Centrum szaleństwa, spisków i zdrad. To tutaj zjeżdżają mongolscy możni na naradę wojenna czy gdy nadejdzie czas wyboru nowego chana. Tak oto w jednym miejscu przyjdzie się spotkać ludziom, którzy wszelkie spory zwykli załatwiać podrzynając gardła wrogom. Zaprawdę daleko im do rozmowy i pokojowego załatwiania spraw. Rokowania są kruche niczym kryształowy kieliszek, a żadnemu z obecnych możnych nie trzeba było dużo, by miecze poszły w ruch. Istniał tylko jeden sposób by trzymać w ryzach mężczyzn, których ego było większe od rozmiaru ich buta, a elokwencja i takt były tylko słowami o za dużej ilości sylab. Trzeba im w zamian znaleźć inną rozrywkę.

Pytanie, co może zainteresować facetów, którzy jedzą surowe mięso, a większość swoich dzieci płodzą pędząc przez kolejną wojnę?
Skoro trzy główne radości życia tego typu osobników to picie, kobiety i dawanie komuś po mordzie, a interesuje nas, aby chłopcy pozostali żywi i w miarę trzeźwi trzeba dać im odpowiednią dawkę tego drugiego.
Nie byle jaką zresztą. Mongolskich książąt nie zadowolą ładne buźki, takie mają na co dzień. Chan da im to, co najbardziej lubią, a czego nie mogą mieć. Bynajmniej nie od razu i nie oficjalnie. Dostaną pogoń za króliczkiem, walkę króliczków, ale nie samego króliczka. Przez tydzień w ramach rozrywki dla bandy napalonych facetów, by utrzymać ich w ryzach będzie się odbywał Turniej Kwiatów. Wystawione jak konie do wyścigu w imieniu swych Panów zmierzą się Katrie – Panie Wachlarzy. Młode, piękne, tajemnicze i niedostępne. Będą kusić swymi ruchami, swym tańcem. Będą walczyć w walkach tylko na pozór mniej brutalnych od tych prowadzonych przez mężczyzn. Bo i stawka jest wysoka. Niektóre przybyły tu wygrać dla sławy i bogactwa inne walczą o stawkę o wiele cenniejszą…

My przybyliśmy tu by zdobyć nagrodę jak najbardziej materialną: Diamentową Orchideę. Ten niezwykły klejnot wpadł w oko jednej z metres Władcy Kraju Ognia, a ten by zadowolić swoją ulubienice postanowił go odkupić od barbarzyńskiego władcy. Chan jednak stanowczo odmówił. Możny się wściekł, bo mu panna się obraziła i zlecił misję Konoha. Zlecenie z miejsca otrzymało kategorie S, bo dostać się do miasta podczas Kurułtaju było wręcz niemożliwe, a co dopiero mówić o kradzieży.
Tsunade postanowiła to rozegrać inaczej. Wymusiła na Władcy propozycję wysłania swojej kandydatki do Turnieju. Chan się zgodził, choć podał w wątpliwość by ktoś obcy mógł przejść eliminacje, a co dopiero być w stanie stanąć w szranki o główną nagrodę. W każdym razie istniała szansa dostania się do miasta. Pozostawał problem Katri. Taniec Pani Wachlarzy był bowiem bardzo specyficzny. Dziewczyna wykorzystywała swoją chakrę do manipulacji jednym z żywiołów, który wspomagał jej występ. Sztuka ta trudna i niebanalna wymagała ćwiczeń już od najmłodszych lat. My mieliśmy tylko trzy tygodnie. Wydawało się, że jesteśmy skazani na klęskę. Kandydatura Ino według mnie była tylko prowokacją Tsunade, żebym to ja podjęła się tego zadania z dwóch bardzo prostych powodów.
Po pierwsze Ino nie miała zielonego pojęcia o tego typu rzeczach. Nawet, jeśli jako ninja miała dobre podstawy do opanowania przepływu chakry to sama sztuka tańca żywiołów była jej zupełnie nieznana. Trzy tygodnie to za mało żeby nawet ktoś z tak dużą determinacją mógł to opanować. Drugi powód to sama Ino. Nie przeczę jasne włosy i błękitne oczy sprzyjały temu, że bez trudu uznano by ją za piękność, ale Świnka już nie raz i nie dwa służyła jako ochrona wysoko postawionym ludziom z Kraju Ognia. Z pewnością jej twarz nie była tak obca i anonimowa jak wymagała tego nasza misja. Jeżeli ktoś rozpoznałby w niej kunochi od razu by nas stracono, nie pytając nawet o powód wizyty.
Tsunade wysłała więc mnie, co z pewnych względów było bardzo racjonalne, a raczej miało największe szanse powodzenia w zaistniałej sytuacji. Tutaj również było kilka argumentów przemawiających za moją osobą.
Primo w przeciwieństwie do Świnki moje misje nigdy nie miały nic wspólnego z ochranianiem osób, no może oprócz tej w Kraju Fal, ale miałam wtedy przecież dwanaście lat. Do tego dwa ostatnie lata spędziłam w Vardergardzie, w całkowitej niemal izolacji, stąd moja twarz raczej nie była znana. Secundo pobyt w Królestwie Darków, a ściślej treningi pod okiem Tetsu-sensei nauczyły mnie korzystanie z chakry w nieco mniej konwencjonalny sposób i w sposób pośredni przygotowały do całej mistyfikacji. Moja mistrzyni bowiem większość swojego specyficznego stylu nauczania opierała właśnie na sztuce tańca Katri.
Było jeszcze tertio: w zeszłym roku byłam na Kurułtaju. Tetsu zabrała tam mnie, Tsubaki i Tare w ramach wycieczki szkoleniowej byśmy lepiej poznały możliwości swojej chakry. Przedstawiała się tam pod imieniem Kutetsu, a nas jako swoje uczennice, przyszłe Katrie. Zatem jeśli ktokolwiek zapamiętał moją twarz wyszłoby to tylko nam na dobre.

Gwar zaczął nabierać na sile. W odgłosach dało się rozpoznać szorstkie głosy żołnierzy. Wiedziałam jednak, że nie wjechaliśmy jeszcze do miasta. Na razie zgromadzono nas przed wielką bramą, by dokonać rewizji i pierwszej selekcji. Jak mówiłam Chan nie mógł sobie pozwolić na fuszerkę, więc dobór uczestniczek turnieju był procesem bardzo skomplikowanym. Zimny i władczy głos Sasuke dobiegł mnie gdzieś z tyłu lektyki. Pełnił teraz rolę mojego Gardiana – przybocznego. Szczerze mówiąc idealnie wpasował się w rolę. Surowy, dumny, niemal pyszny i opanowany, nadawał się perfekcyjnie do udawania mojego strażnika. Człowieka, który zadba, by nikt nie mącił myśli tancerki podczas turnieju, a jednocześnie pilnował by sama chroniona nie zmyła się z imprezy. Często bowiem Katrie nie były nikim więcej jak niewolnicami, zbyt cennymi by je stracić. Gardianie byli jedynymi osobami z zewnątrz, którzy mogli wejść do miasta. (Tym bardziej zadziewające było dla mnie, jakim cudem Tetsu wprowadziła nas do miasta w zeszłym roku.) Każdej Pani Wachlarzy mógł towarzyszyć zawsze tylko jeden. Reszta służby musiała czekać przed miastem. Możni zbytnio bali się skrytobójców.
Z oddali dobiegł mnie krzyk, a potem płacz.
- Zbliżają się – powiedziałam sama do siebie. – Przedstawienie czas zacząć.


Grupa zbrojnych na koniach przedzierała się przez różnobarwny tłum. Za nimi kroczyli jednakowo odziani pachołkowie. Wiedziałem, co zaraz się zacznie. Jak to określiła Sakura? Pierwsza Selekcja. Dopiero, gdy podeszli bliżej naszego miejsca postoju mogłem zobaczyć cały proceder. Dowódca oddziału podchodził do lektyki i nakazywał dziewczynie wyjść.
Oględziny były szybkie, jeżeli wypadły pomyślnie Katrie wraz z jej przybocznym pachołkowie odprowadzali do bramy by tam poddać rewizji. Przyjrzałem się twarzy dowodzącego. Ogorzała od słońca morda, skośne, małe oczy. Wyglądał na typowego bandziora co więcej czasu spędzał w siodle ścigając bogu winnych kupców, niż na znawcę piękna i estetę. Jego słowo było jednak święte, co dało się zauważyć po przerażonych twarzach dziewczyn i pokornej postawie strażników. Co chwila jakaś kobieta zanosiła się płaczem, gdy została odrzucona. W powietrzu unosił się gorzki zapach potu i łez. Kondukt zbliżał się coraz bardziej. W przeciwieństwie do dwóch powozów stojących z boku, ja nie kazałem zawczasu wyjść Sakurze. Zależało mi na uzyskaniu odpowiedniego efektu.

Spojrzałem na dwie panny, które według moich założeń miały stanowić tło dla Haruno. Obie prezentowały podobny typ urody. Obie były piękne. Smukłe o długich, hebanowych włosach sięgających prawie kolan, spiętych u góry w finezyjny koczek. Niższa o oczach w kolorze szafirów była ubrana w zwiewną, bogato zdobiona szatę w kolorze turkusu, doskonale podkreślającą piękny odcień jej oczu. Delikatnie dygotała ze strachu. Niepotrzebnie, z pewnością bez trudu przejdzie eliminacje. Towarzyszył jej rosły mężczyzna o twarzy debila, ale noszący przy boku dwa solidne miecze, które skutecznie zapewne tłumiły głupie przyśmiewki na temat jego intelektu.
O ile panna z prawej strony była ledwo żywa z przerażenia, to druga stała niewzruszona niczym głaz. Dla kontrastu ubrana w krwistoczerwone szaty. O oczach czarnych jak węgle i nienaturalnie jasnej cerze wyglądała niczym nocne bóstwo. Jej towarzysz był mojego wzrostu o niezwykle szpetnej lisiej twarzy i złośliwych, czarnych jak jego partnerka oczach. Zastanawiałem się czy nie dobrano jej tak paskudnego Gardiana by podkreślić nieprzeciętną urodę Katri.

Oddział zbliżył się do nas. Selekcjoner z aprobatą spojrzał na stalowe bóstwo. Dziewczyna skłoniła się lekko. Teraz przyszła kolej na drugą. Mężczyzna chyba wyczuł jak bardzo boi się go tancerka, jego twarz przybrała złośliwy wyraz. Dokładnie obszedł ją dookoła i swym parszywym wzrokiem przenikał każdy centymetr jej skóry. W końcu pokiwał głową. Błękitna odetchnęła z ulgą.
Podszedł do mnie i gardłowym, nieprzyjemnym głosem powiedział:
- Dziewczyna.
Podszedłem do powozu i otwierając drzwi powiedziałem:
- Pani…
Z wnętrza powozu wyłoniła się drobna stopa w delikatnym aksamitnym bucie, a zaraz za nią wręcz wypłynęła biała jak śnieg, jedwabna szata haftowana w czerwone kwiaty kamelii. Powoli, majestatycznie, niczym rodowa księżniczka, oczom zebranych ukazała się Sakura.
Otoczona burzą jasnych, różowych włosów podpiętych w lekki kok zdobiony tylko kamelią, spoglądająca zza długich, czarnych rzęs oczami pełnymi tajemniczego blasku wydawała się krucha i nieosiągalna jak senne marzenie. Idealny wizerunek dla Pani Wachlarzy.
Z tłumu rozległo się ciche westchnienie i przytłumione, pełne zachwytu szepty. Czerwona Katria posłała jej pełne nienawiści spojrzenie. Na twarz jej młodziutkiej towarzyszki wstąpił delikatny rumieniec.
Obserwowałem to wszystko nie zmieniając wyrazu twarzy. Bez emocji, bez pychy, pokornie czekając na werdykt Selekcjonera. I choć znałem już jego decyzję w chwili, gdy na jego twarzy odmalowało się pożądanie, za nic świecie nie chciałem by poznał, że wiem jaki efekt wywołała Haruno. Wszystko zależało od kaprysu tego jednego człowieka, mógł z czystej zawiści uznać nas za niegodnych i tym samym misja by się skończyła.
- Jedźcie – powiedział niechętnie odwracając wzrok od dziewczyny. Na jego skinienie dwóch służących zastąpiło naszych ludzi. Pomogłem Sakurze z powrotem ulokować się w pojeździe i sam wskoczyłem na konia. Pierwszy etap mamy za sobą, niestety był on chyba ze wszystkich najłatwiejszy…


Z radością opadłam na łóżko wyłożone chłodnym jedwabiem. Sasuke spojrzał na mnie z dezaprobatą:
- Jak na Katrie to trochę brak ci klasy, nie sądzisz?
- Daj mi spokój. Na razie nie idzie najgorzej. Wiesz jaka jestem wykończona? – Spytałam obrażona.
Prychnął.
- Śmiej się, ale jakbyś jechał w tym pudle przez tydzień to byś inaczej śpiewał.
Obróciłam się na bok.
- Zamierzasz spać? – Spytał.
Przyklejona do poduszki na pół śpiąc powiedziałam:
- Żebyś wiedział.
Czułam, że patrzy na mnie podejrzliwie.
- Co..
- Zaufaj mi – powiedziałam i to było ostatnie, co zrobiłam nim zapadłam w sen.



Mijała już trzecia godzina odkąd Sakura pogrążyła się w błogim śnie. Stałem na balkonie ciągnącym się wzdłuż całej ściany i obserwowałem wewnętrzny dziedziniec. Rozradowane panny biegały wszędzie witając się ze wszystkimi przyjaciółkami. Nie wiem, co chodziło po głowie Haruno, ale moim zdaniem też powinna tam być. Wśród śmiejących się kobiet nie dostrzegłem Lisicy – nazwałem ją tak ze względu na towarzysza - i Błękitnej. W międzyczasie obserwowałem układ pomieszczeń. Ulokowano nas w jakiejś wieży. Dziwiło mnie, że pokoje Tancerek i ich strażników są wspólne. Czyżby mieli aż takie zaufanie do swych wybrańców, a może to na wdzięki panien było wśród możnych takie wzięcie. Wszak zapewne szukali rozrywki po godzinach długich, nudnych rozmów.
Z tych rozmyślań wyrwał mnie dźwięk rogu i krzyki kobiet, gdy na dzieciniec wgalopowało trzech konnych.
- Za 30 minut wszystkie Katrie mają się stawić wraz ze swoją eskortą w Pałacu Chana! –Ryknął jeździec na czarnym koniu, po czym wraz z towarzyszami odjechał.
Na dole zawrzało. W biegu i pośpiechu panny z piskiem biegły do swoich pokoi by się przygotować.
- Cholera - zakląłem i skoczyłem do pokoju obudzić Haruno.
Zszokowany patrzyłem na puste łóżko pozostawione w nieładzie.
- Sakura?! – Krzyknąłem.
- Tu jestem – odpowiedziała spokojnie wyłaniając się z garderoby w wewnętrznej sukni. Delikatny rumieniec, który igrał na jej policzkach świadczył, że właśnie wyszła z kąpieli. Podeszła do krzesła i podając mi górną szatę w kolorze głębokiego granatu z haftowanym dołem w delikatny motyw chmur, spytała:
- Możesz?
Pomogłem jej dokończyć ubieranie się. Dobrze, że tradycyjne nauczanie mojej rodziny obejmowało również kimona, bo chociaż ubiory Katri różniły się od tego typu strojów, miały pewne cechy wspólne. Sakura szybkim ruchem, niemal od niechcenia rozczesała włosy i ponownie upięła do góry tym razem wplatając w nie drobne wsuwki zakończone gwiazdkami z kryształu górskiego. Na koniec jeszcze założyła kolczyki i lekkie, srebrne, tradycyjne buty tancerek.
Przejrzała się w lustrze, po czym karcąco spojrzała na mnie:
- Przebierz się – powiedziała podając mi męskie szaty w kolorze identycznym do swoich.
Całe szczęście ja też zażyłem kąpieli. Właśnie skończyłem się ubierać, gdy drzwi gwałtownie się otworzyły i gburowaty strażnik kazał nam wychodzić. Podałem Sakurze swoje ramię:
- Pani – szepnąłem.
- Panie – odpowiedziała tradycyjnie, głosem pozbawionym emocji.
Wyszliśmy.

Pałac składał się z dwóch budynków: Pałacu Niższego i Pałacu Wyższego rozmieszczonych po przeciwnych stronach murów.
Jak sam nazwa wskazuje Pałac Wyższy był o wiele większy i bogatszy od swego skromniejszego brata. Tam znajdowała się na czas turnieju i obrad siedziba Chana oraz możnych. Drugi budynek przeznaczony był dla Katri i Gardianów, a niekiedy dla mniej ważnych gości, jeśli się kiedyś tacy pojawiali. Każda z budowli miała swój własny ogród, łaźnię i wewnętrzny dziedziniec. My zmierzaliśmy do tego przeznaczonego specjalnie dla nas.
Rozejrzałem się po obecnych. Teraz zrozumiałem działanie Sakury. Wiedząc co się święci, choć nie mam pojęcia skąd, wykorzystała czas na odpoczynek i nabranie sił. Tak więc w tej chwili wyglądała kwitnąco i promiennie, czego nie można było powiedzieć, o co poniektórych jej przyszłych rywalkach. Zmęczone długą podróżą, podekscytowane traciły na swoim wdzięku i urodzie niczym poszarpane deszczem kwiaty.
Z głębi budynku wyłoniła się smukła kobieta o twarzy naznaczonej czasem jednak nie na tyle by zetrzeć do reszty ślady jej dawnej urody. Twarz miała pociągłą, usta pełne i pokryte karmazynową szminką. Oczy duże, zimne jak stal. Towarzyszyli jej dwaj mężczyźni o zasłoniętych twarzach, przyodziani w czerń.
- Witajcie w Gidran, Mieście Chanów. Dziś wieczór bawcie się, radujcie przed przyszłymi zmaganiami. Wszystkie jesteście piękne niczym gwiazdy, moje drogie Katrie!
Odpowiedziały jej okrzyki radości i uśmiechy. Spojrzałem na twarz Sakury – była pełna powagi i zadumy. Podobne miny zauważyłem u kilku jeszcze dziewczyn w tym u Lisicy i Błękitnej.
Stalowooka uśmiechnęła się chytrze, a mnie przebiegł dreszcz po plecach, gdy zobaczyłem ten grymas.
- Jednakże…- powiedziała, a na dźwięk jej zimnego głosu wszystkie inne ucichły – uroda to nie wszystko… Udowodnijcie zatem, że jesteście godne zmierzyć się w Turnieju Kwiatów. Przywołajcie sobie przyjaciela z wybranego przez siebie żywiołu.
Gdy tylko skończyła mówić tancerki wzięły się do roboty. Jedne podbiegły do pochodni przy ścianach, inne skierowały się do oczka wodnego. Sakura również ruszyła w tamtą stronę, więc poszedłem za nią. Spod rąk dziewczyny, która pochyliła się nad ziemią wystrzelił wielki dzik z gliny. Obok inna uformowała z wody wielką płaszczkę. Za chwilę cały dziedziniec zaroił się od ucieleśnień żywiołów. Spojrzałem na Sakurę ciekaw, kogo ona przywoła na swojego Chowańca. Haruno pochyliła się nad wodą bacząc by nie zamoczyć rękawów swej pięknej szaty i dotknęła dłonią powierzchni uszczuplonego już z zasobów jeziorka. Po jej ręce niczym po drabince wdrapał się miniaturowy smok wielkości jaszczurki. Uniósł się nad jej ramieniem i tak pozostał. Musiała dostrzec moje zawiedzione spojrzenie.
- Spodziewałem się czegoś... większego.
Posłała mi szyderczy uśmiech, który za nic w świecie nie pasował obecnie do jej anielskiego wizerunku.
Spojrzałem na sprawczynię tego całego zamieszania. Kobieta penetrowała wzrokiem każdy zakątek dziedzińca. Uśmiechnęła się:
- Widzę, że każda z was jest w stanie panować nad żywiołem i nadać mu kształt. Zobaczymy jak duże są wasze umiejętności w tym względzie. Przyjdę tu znów, gdy nastanie odpowiedni czas. Te z was, którym wciąż będą towarzyszyć Chowańce, wezmą udział w Turnieju, resztę niestety pożegnam. Powodzenia, będzie wam ono potrzebne – powiedziała, po czym zniknęła wraz z towarzyszami. Ich miejsce zajęli natychmiast służący niosący jedzenie i napoje zastawiając pośpiesznie wniesione stoły. Wkrótce rozbrzmiała też łagodna muzyka tak niepasująca do gwałtownej mongolskiej natury i postury osób ją tworzących.
- Sasuke – usłyszałem – zjedzmy coś.
Spojrzałem na jej oświetloną blaskiem wschodzącego księżyca twarz, była pełna spokoju i radości.
- Dobrze – odparłem i podałem jej swoje ramię prowadząc ją do stołu.

Zajęliśmy miejsca w najbardziej zacisznym miejscu dziecińca ciesząc się spokojem i chłodem wieczoru. Wodny smok mienił się w blasku lamp rozwieszonych nad naszymi głowami. Nagle przed nami wyrósł niczym góra Gardian Błękitnej.
- Moja Pani pyta się czy może dostąpić zaszczytu poznania Cię i spędzenia tego wieczoru w twoim towarzystwie o Pani – powiedział kłaniając się nadzwyczaj zgrabnie jak na taką górę mięsa.
Sakura obdarzyła go pięknym uśmiechem:
- Przekaz swej Pani że i dla mnie będzie to wielki zaszczyt i radość ją poznać.
Mężczyzna uśmiechnął się zadowolony i dał znak by stojąca w pewnej odległości za nim Błękitna teraz dla odmiany ubrana w zieloną szatę podeszła bliżej. Dziewczyna zbliżyła się z gracją i delikatnym rumieńcem na gładkich policzkach.
- Pani – skłoniła się nisko względem starszej wiekiem Katri.
Haruno oddała ukłon i gestem wskazała jej miejsce naprzeciw siebie.
- Wybacz mi proszę to zuchwalstwo Pani… - powiedziała z oczami błyszczącymi jak gwiazdy.
- Och mów mi proszę Sakura – powiedziała różowowłosa.
- Zatem ty mów mi proszę Yuki – odparła.
Dziewczyny zajęły się swobodną rozmową. Ja i olbrzym byliśmy pogrążeni w ciszy nie skorzy do jakiejkolwiek wymiany zdań.
Dopiero teraz spostrzegłem wodną jaskółkę, która siedziała jej na ramieniu. Byłem zdumiony perfekcją szczegółów, jakie Błękitna stworzyła. Patrząc z bliska można było zauważyć drobne rysy piór. Mimo wszystko zarówno smok, Sakury jaki i ptaszek Yuki blakły wobec potężnych Chowańców stworzonych przez niektóre panny. Obie jednak zdawały się nie zwracać na to uwagi.
- Yuki mogę ci zadać pytanie? – Spytała Haruno.
- Och proszę.
- Czemu ktoś o twoim statusie nie siedzi przy stole w głębi – powiedziała kierując spojrzenie swoich szmaragdowych oczu na centrum placu.
Przyjrzałem się siedzącym przy nim osobom. Dziewczyny były w podobnym wieku co Sakura, wyróżniały się nie tyle urodą, ale bogactwem strojów i przeważnie wielkością Chowańców. Siedziała tam dziewczyna z dzikiem i płaszczką, a także Lisica.
- To Mei Chu – powiedziała wędrując za moim spojrzeniem Yuki. – Niebezpieczna i niegodziwa. Gardzi wszystkim co nie sięga według niej czubka jej własnego nosa.
Haruno splotła swoje długie palce.
- Yuki, ty się jej boisz – stwierdziła.
Czarnowłosa drgnęła, a jaskółka na jej ramieniu przez sekundę straciła na swych doskonałych kształtach. Jej łagodne niebieskie oczy pociemniały:
- Tak – przyznała. – To jak zauważyłaś zresztą doskonale, Sakura-san przez nią nie zajmuję miejsca przy głównym stole. Zresztą i ty również nie przysiadłaś się do tego towarzystwa, choć jak widzę mogłaś bez problemu uzyskać tam miejsce.
Sakura roześmiała się delikatnie.
- Przeceniasz mnie, Yuki – powiedziała. – Nie mniej cieszę się, że mogę ten wieczór spędzić w Twoim towarzystwie. Zapowiada się jeszcze długa noc przed nami, w towarzystwie takiego mruka jak Sasuke zasnę nim Mistrzyni wróci.
- Och znam to – zachichotała Błękitna. – Growl też nie należy do rozmownych, choć dobry to towarzysz i opiekun.
Olbrzym na ten komplement uśmiechnął się znacząco.
No tak, pomyślałem, przed nami długa noc…

Zaczęło się prawie jak w bajce, gdy zegar wybił północ, wtedy ciszę przeciął pierwszy krzyk. Odwróciłem głowę by zobaczyć jak wielka płaszczka, która zrobiła na mnie takie wrażenie traci swój wymyślny kształt i rozlewa się po stole. Jej twórczyni dysząc ciężko, drżąc na całym ciele niczym galaretka, opadła w ramiona swojego przybocznego. Zaraz też podszedł do niego jeden ze służących czekających pod ścianą i donoszących co chwila jedzenie i wino. Gardian ze swoją panią na rękach bez słowa opuścił dziedziniec. Przez chwilę grobowa cisza zawisła w powietrzu. Przerwała ją Lisica prosząc o kolejny kieliszek wina. Znowu rozbrzmiała muzyka.
- Zaczęło się - powiedziała Yuki wzdychając ciężko. – Jak myślisz Sakura-san ile nas zostanie?
- Nie wiem, na pewno nie więcej jak piętnaście – powiedziała Haruno mierząc wzrokiem ucztującą ekipę.
Ja również się przyjrzałem, na bankiecie było około 60 samych tancerek. Aż tyle odpadnie po tym przyjęciu, tak?
- Sakura-san, Sasuke-san, jeśli pozwolisz ja i Growl przejdziemy się trochę po dziecińcu czuję, że ogarnia mnie senność – powiedziała Błękitna i wstała kłaniając się przy tym wdzięcznie.
- Yuki – usłyszałem melodyjny głos Sakury.
- Tak?
- Uważaj na siebie. Ta harpia za często patrzyła się w naszą stronę.
Dziewczyna delikatnie zacisnęła pięści. Jaskółka na jej ramieniu zamigotała.
- Wiem – odparła, po czym wraz ze swoim olbrzymem wtopiła się w tłum.
Sakura obserwowała ją przez chwilę, po czym zwróciła się w moja stronę:
- Rozumiem, że masz kilka pytań, mój Gardianie – to ostatnie słowo wypowiedziała z wyraźnym naciskiem.
- Owszem – przyznałem.
- Od czego zaczniemy? – Spytała.
- Może najpierw od stołu w głębi i twojej nowej przyjaciółki – zaproponowałem.
Oczy Sakury zwęziły się jak u kotki na łowach, źrenice prawie całe przykryły długie, czarne rzęsy nadając im hipnotyczny wygląd.
- Tam siedzą tak zwane Wolne Katrie. Tłumaczyłam Ci już kiedyś, że nie wszystkie uczestniczki turnieju są tu z własnej woli.
- Chodzi ci o niewolnice? – Spytałem wprost.
- Tak. Tamte kobiety to przeważnie córki bogatych możnych lub Panie Wachlarzy, których rodziny od lat zajmują się Turniejem Kwiatów. Innymi słowy obstawiam, że tam siedzi nasza, a dokładniej mówiąc moja największa konkurencja. Nie jesteś głupi, Sasuke, z pewnością zauważyłeś, że Yuki wyróżnia się spośród tłumu nie tylko strojem, ale i też samym Gardianem. Ten człowiek nie został jej przydzielony by pilnować żeby nie uciekła, on ma ją chronić.
- Da się to zauważyć – przyznałem. – Nie sądziłem jednak, że rywalizacja w tym Turnieju powoduje, iż młoda dziewczyna mając przy boku Goliata trzęsie się jak osika.
- Gardianom nie wolno interweniować w spory Katri – powiedziała surowo Sakura. – Nasza przyjaciółka podobnie jak każda inna jest tutaj skazana wyłącznie na siebie. A dobrze wie, że brak jej doświadczenia i wsparcia. Nie zapominaj, że tylko dla ciebie ten Turniej ma tak żałosne znaczenie, dla tych dziewczyn to przepustka do spełnienia marzeń, wolności albo jak podejrzewam w przypadku naszej przyjaciółki szansa na korzystne małżeństwo.
- W ramach turnieju organizują wam swatanie – parsknąłem.
- Cofam to, co mówiłam o twojej inteligencji – sfochowała się.
- Dobra, dobra słucham cię pokornie, o Pani.
- Przecież Turniej Kwiatów odbywa się przed najważniejszymi możnymi w państwie Chana. Gdzie lepiej może się zaprezentować panna na wydaniu jak nie na takiej imprezie? Do tego nie dość, że wszyscy w jednym miejscu to jeszcze wyjątkowo napaleni i czujący konkurencję na karku.
- Coraz bardziej zaczynam szanować tego Chana. Taki mały pierdół, a patrz ile ma z tego korzyści.
Naszą rozmowę przerwał kolejny płaczliwy krzyk. To jedna z dziewczyn siedzących pod ścianą na drugim końcu dziedzińca, która jeszcze kilka godzin temu tak radośnie witała się z przyjaciółkami, osunęła się bezwładnie na ziemię. Z jej Chowańca została tylko kupa ziemi. Tym razem już nikt nie przerwał rozmów. Powiem więcej wolne Katrie zaczęły pokazywać sobie palcami i zaśmiewać się do upadłego.
- Przyzwyczaj się Sasuke do tego widoku – powiedziała chłodno Sakura. – Nie minie godzina, a stanie się on bardzo częsty.
Zmarszczyłem brwi i rozejrzałem się po sali ponownie. Tym razem, skoncentrowałem się na Paniach Wachlarzy. Spod masek uśmiechów i radosnych rozmów przebijało zmęczenie i strach przed kompromitacją.
- Chakra – szepnąłem.
- Cały czas Sasuke, cały czas – odparła równie cicho. – Przecież Chowańce to nic innego jak woda, ziemia czy ogień ukształtowane chakrą, żeby zachowały kształt energia musi cały czas płynąć, nieprzerwanie. A nikt nie ma jej nieskończonego zapasu…
Spojrzałem na jej twarz doszukując się objawów rychłego omdlenia. Zauważyła:
- Jeszcze nie jest tak źle, ale do rana raczej nie wytrzymam.
- Ile? – Spytałem.
- Jakieś 2-3 godziny jak przypuszczam, o ile obędzie się bez większych stresów – odparła niemal obojętnie.
- Chodziło mi ile to jeszcze potrwa – powiedziałem z naciskiem.
- Hm to zależy…
- Od czego?
- Od tego jak szybko wykruszy się liczba kandydatek do udziału w turnieju…



Było po drugiej, kiedy z sześćdziesięciu dziewczyn na dziedzińcu pozostało już tylko piętnaście, a mimo to Mistrzyni nadal się nie pojawiała. Czułam jak moje ciało robi się nieznośnie ciężkie, a utrzymanie wodnego smoka niezwykle trudne. Nawet tworząc tak małego Chowańca energia i tak powoli odpływała z mojego ciała. Meridiany na prawej dłoni piekły boleśnie, ale długie rękawy szaty pozwalały ukryć zdradzające to czerwone plamy, które pojawiły się już na skórze. Rozmowy ucichły i teraz tylko nieliczni prowadzili konwersację ściszonymi głosami. Yuki była blada, lecz jak zauważyłam trzymała się lepiej od innych dziewczyn w jej wieku. Musiała dużo trenować, podejrzewałam, że bycie Katrią ma we krwi. Growl – jej rosły towarzysz pilnie baczył czy jego podopieczna nie chwieje się zdradliwie gotów w każdej chwili na szybką reakcję.
Ja czułam na sobie świdrujący wzrok Sasuke i o dziwo uczucie to dodawało mi otuchy. Wiedziałam, że moim głównym zadaniem jest dotarcie do turnieju. Nie muszę go wygrać, wystarczy, że utrzymam się do czasu, aż Sasuke zlokalizuje i zwędzi klejnot. Jeśli zawiodę teraz, wszystko będzie stracone.
Ruch po prawej stronie przykuł moją uwagę. To kolejna wymęczona dziewczyna osuwała się bezwładnie na ziemię. Była przytomna, ale jej piękna, piaskowa surykatka całkowicie straciła swój kształt. Z jej meridianów ciekła krew. Poczułam smutek w sercu, że na tyle cierpienia skazuje się te kobiety, niekiedy dzieci jeszcze, by mężczyźni mogli mieć rozrywkę.
Sasuke oparty o mur podniósł nieznacznie głowę:
- Kolejne dwie - powiedział patrząc w kierunku grupki po naszej lewej stronie. Rzeczywiście jak na potwierdzenie jego słów jedna po drugiej, dwie kolejne Tancerki upadły na ziemię i zaraz zostały wyniesione poza obręb naszego wzroku.
- Czyli zostało już tylko dwanaście – powiedziała dziewczyna obok. – Jak długo mają jeszcze nas tu tak trzymać?!
Jej towarzyszka z ognistą wiewiórką ostrzegawczo pociągnęła ją za brzeg fioletowej sukni, lecz w tym ruchu zamarła gwałtownie. Płomień buchnął z Chowańca, po czym znikł. Dziewczyną osunęła się na ziemię.
- Eli! – Krzyknęła przyjaciółka. – Na bogów pomóżcie!
- Nie ma po co pomagać tym, które nie są godne tu być. Ty i ta twoja wodna wywłoka już dawno powinniście same zrezygnować – jadowity jak żmija głos Mei Chu przedarł się wraz z jego właścicielką przez widzów zajścia.
Obok jej nogi sycząc przechadzał się płomienny kocur.
- To samo się tyczy innych wcale nie lepszych – tu spojrzała wyraźnie w moją stronę. – Hej wy, zabierzcie to coś. Szpeci tylko widok!
Dwóch służących wraz z Gardianem niosącym swą tancerkę odeszło bez słowa. Chu obróciła się na pięcie i zawróciła do swojego towarzystwa witana spojrzeniami pełnymi uwielbienia. Podałam rękę klęczącej dziewczynie:
- Wstań. Nie czas na łzy. Nie przy niej.
Spojrzała na mnie orzechowymi oczami i posłusznie wstała.

Kolejne minuty mijały zbierając w ciszy kolejne dwie osoby. Jedną z naszych, jak zaczęłam określać biedniejszą grupę dziewczyn i jedną z towarzystwa tej jędzy – Mei Chu. Została nas dziewiątka, kiedy na dzieciniec wszedł jeden z czarno ubranych mężczyzn.
- Mistrzyni nadchodzi – oznajmił. – Pokażcie Chowańce, Katrie!
Dziewczyny ostatkiem sił poczęły ustawiać się w szereg. Ostatnia z dziewczyn zachwiała się gwałtownie, ale pod gorącym spojrzeniem Mei Chu odzyskała równowagę, czego nie można powiedzieć o jej sercu. Biło zbyt gwałtownie. Wyczuwałam w powietrzu jej przyśpieszony oddech.
Mistrzyni weszła i wzrokiem przejechała po zebranych.
- Cieszę się, że wytrwałyście do końca, moje Panie. Niemniej wolałabym żeby została was ósemka… - powiedziała. – Te, których nazwiska wyczytam mogą porzucić swych żywiołowych przyjaciół i udać się na zasłużony spoczynek.
Zaczęła czytać listę, skreślając z niej nazwiska kobiet, które odpadły. Już cztery dziewczyny znikły w bramie prowadzącej do pałacu.
- Pani Mei Chu – padło następne.
Ciemnooka podeszła i kazała swojemu ognistemu kotu przespacerować się pysznie prawie u samych stóp Mistrzyni. Ta jednak nawet nie mrugnęła okiem na ten pokaz siły i arogancji.
Powiedziała tylko:
- Możesz porzucić Chowańca.
Dziewczyna zmarszczyła brwi i niby od niechcenia cisnęła pozbawioną już kontroli chakrą kule ognia wprost na zbliżającą się Yuki…




Wodny smok zareagował błyskawicznie. Rozwarł skrzydła przyjmując cały impet uderzenia na siebie. Rozległo się głośne syczenie, gdy woda starła się z ogniem. Przerażona Yuki osłoniła twarz. Jej szafirowe oczy tylko przez chwilę błysnęły niebezpiecznie by potem znów pojawiło się w nich przerażenie. Z kłębów pary wyłonił się smok Sakury. Stracił jedno skrzydło, ale wciąż wisiał w powietrzu. Spojrzałem na Haruno. Oddychała głęboko, ale wyraz jej twarzy się nie zmienił. Był całkowicie obojętny, całkowicie spokojny.
Mistrzyni spojrzała surowo:
- Pani Mei Chu – powiedział groźnie. – Na walki miedzy Katriami przyjdzie jeszcze czas…
Dziewczyna skłoniła się pokornie:
- Och wybacz mi, Pani. Ogień to taki niepokorny żywioł, gdy przestanie się go trzymać na wodzy. Zresztą – uśmiechnęła się złośliwie patrząc na okaleczonego Chowańca Sakury – czyż nie mówiłaś, że lepiej żeby zostało osiem…
Kobieta popatrzyła zimnymi oczami na dzieło Haruno:
- Owszem.
Lisica uśmiechnęła się złowrogo.
- Niemniej ten problem się już rozwiązał w chwili, gdy opuściła nas twoja przyjaciółka - powiedziała wskazując znikającego w wyjściu Gardiana wynoszącego bladą jak ściana dziewczynę.
Mei Chu zagryzła wargę.
- Teraz odejdź.
Ta skłoniła się nisko i wraz ze swoim towarzyszem odeszła.
Mistrzyni podeszła do Sakury i Yuki. Ostatnich, jakie pozostały z Pań Wachlarzy.
- Pani Yuki jestem pod wrażeniem kunsztu, z jakim wykonałaś swojego Chowańca.
- Dziękuję Mistrzyni – powiedziała skromnie Yuki.
- I Pani Haruno Sakura jak mniemam – dziewczyna skłoniła się nisko. – Pani również zrobiła dobre wrażenie. Po tak długiej podróży i wielu godzinach kontroli byłaś w stanie odeprzeć tak groźny atak. Zapowiada się doprawdy interesujący turniej. Możecie udać się teraz na spoczynek.
Sakura gestem reki odprawiła smoka z powrotem do sadzawki i za służącym ruszyła w stronę, którą jej wskazał. To samo uczynniła wcześniej Yuki.

Służący wskazał nam drzwi na końcu korytarza, po czym zniknął. Spojrzałem groźnie na Sakurę ledwo opanowując się przed zrobieniem jej awantury już na korytarzu, kiedy z przerażeniem zobaczyłem jak osuwa się przytrzymując ściany. Błyskawicznie do niej podbiegłem.
- Utrata przytomności w moim towarzystwie zaczyna ci wchodzić w nawyk - powiedziałem biorąc ją na ręce. Zdumiałem się jak lekka i krucha była. Na jej umęczonej twarzy pojawił się uśmiech.
- Przeszkadza? – Spytała przytulając głowę do mojej piersi.
- Nie aż tak – powiedziałem zgodnie z prawdą. – Przynajmniej jest błoga cisza.
- Wredny jesteś.
- Wiem, to jedna z moich nielicznych zalet – odparłem i ruszyłem w stronę drzwi.
Gdy tylko je otworzyłem przyskoczyły do mnie dwie służące.
- Gdzie jest łóżko? – Spytałem.
Zaprowadzono mnie do kolejnych drzwi znajdujących się po lewej stronie. Był tam drugi pokój. Ewidentnie przeznaczony dla Katri. Świadczyły o tym toaletka i wielkie lustro. Położyłem Sakurę na miękkim posłaniu i poleciłem dziewczynom by się nią zajęły. Sam wyszedłem z pomieszczania. Znalazłem się z powrotem w przedsionku. Naprzeciw mnie były drugie drzwi. Domyśliłem się, że te prowadzą z kolei do pokoju przeznaczonego dla Gardiana. Z przedsionka było wyjście na balkon. Skierowałem się tam chcąc zaczerpnąć trochę powietrza. Z tarasu rozciągał się widok na ogród. Za drzewami po prawej stronie majaczył Wyższy Pałac. Rozejrzałem się i z zadowoleniem stwierdziłem, że po tej stronie budynku było jeszcze tylko jedno wyjście. Na balkonie dostrzegłem tego olbrzyma, Growla. Gestem ręki wskazał mi bym wyszedł na korytarz wspólny dla obu pokoi. Tak też uczyniłem.
Gdy do mnie podszedł poczułem się jak pokurcz. Nawet ze swoim wzrostem sięgałem mu zaledwie do ramion.
- Twoja Katria uratowała moją panienkę – powiedział z taką erudycją, że zwątpiłem od razu w jego debilizm. – Zatem ja dam Ci dobrą radę. Uważaj przybyszu z Kraju Ognia jesteście ściśle obserwowani. Psy Chana węszą i śledzą każdy wasz krok.
- Dziękuję za ostrzeżenie – powiedziałem. Choć o tym, że jesteśmy pod ścisłą kontrolą wiedziałem już od dawna.
- Obyś go nie zmarnował – odparł znikając za drzwiami swojego pokoju.
Uśmiechnąłem się pod nosem. Zaczyna być ciekawie, oj tak…
Ostatnio zmieniony przez Tygrys 13-03-08, 18:13, w całości zmieniany 1 raz
Wow. Naprawdę długi rozdział xD
Bardzo ładny part. Ładny rozwój akcji, ciekawa misja. Ciekawy pomysł z tym turniejem, wprowadza to taki klimat tradycji. Elementy Fantasy bardzo ładnie wspógrają w Twoim ficku z Naruto uniwersum. Bynajmniej w moim odczuciu.
Mało błędów, głównie literówki. Akcja wciągnęła mnie już na maksa ^^ Bardzo podoba mi się sposób, w jaki przedstawiasz relacje Sasuke i Sakury. Tak fajnie się drażnią xD Czekam na coś większego między tą dwójką.
Tak w ogóle to mogę już powiedzieć, że jestem fanem tego ficka. Naprawdę ^^
Jeszcze jedno pytanie: Kiedy możemy się spodziewać następnej części?
ulalala. już czuję to napięcie ^__^
swoje uwielbienie już dużo razy tu wypowiadałam.
Dodam tylko, że piszesz tak dobrze, że niemal czuję i widzę i dotykam świat przez Ciebie wykreowany ^^
Zaczarowałaś mnie.
Fick śledzę od dawna z dużą przyjemnością. Może dlatego, że klimaty fantasy są mi równie bliskie co Naruto. I zgodzę się z przedmówczynią, że łączysz je niezwykle zgrabnie w spójną i logiczną całość.
Sam pomysł turnieju spodobał mi się niezwykle, głównie dlatego, że zapowiada ciekawą akcję. Rywalizacja pięknych i bezwzględnych kobiet - nie tylko chanowi mogłoby się to przypaść do gustu.
I relacja Sasuke-Sakura. Żadnych ciepłych kluch i przesłodzonego romantyzmu. To mi się podoba. A cyniczne poczucie humoru Lodowego Chłoptasia świetnie do mnie trafia.
Dla mnie bomba

Błędów nie szukałam(zasługa poprzednich części, które mnie od tego odzwyczaiły) i nie znalazłam(bo tak wciągnęła mnie akcja, że strona techniczna gdzieś mi umknęła).
Ładnie :)...naprawde ciekawy pomysł z tymi Katriami i turniejem <skąd Ty bierzesz te pomysły, co? xD>...

"(...)Sakura szybkim ruchem, niemal od niechcenia rozczesał włosy (...)"

powinno być chyba rozczesała, więcej literówek nie znalazłam.
"Więcej się ruszaj. Więcej bywaj. Wpadaj do innych. A jeśli ktokolwiek powie od progu: "Do licha!", zawsze możesz wypaść z powrotem."

Tygrys napisał/-a:

Zaczyna być ciekawie, oj tak...



I to jeszcze jak!

Tygrysie zaskoczyłaś mnie, muszę przyznać, bardzo pozytywnie i miło. Spodziewałam się kolejnej części o życiu Sakury, czy Sasuke, ale to co zaserwowałaś przerosło moje oczekiwania. Nie chciałabym słodzić za bardzo, zawsze to w jakiś sposób umniejsza ocenę, ale tutaj nie mogę tego nie robić.

Ukazałaś nam naszych bohaterów w całkiem nowej roli, która wciągnęła mnie bez końca. Na początku lekko 'przestraszyłam się' długości tego parta... Ale jak tylko zaczęłam czytać, to nie zauważyłam kiedy się skończył ^^

Sakura - toż to zupełnie inna dziewczyna xD Naprawdę lubię ją w Twoim opowiadaniu (podobne uczucia mam jeszcze tylko w przypadku ficka Qosmo). Jest tutaj dumna, odważna, silna psychicznie, zdecydowana, oddana sprawie, inteligentna. Ukazujesz ją nam jako dojrzałą młodą kobietę. Naprawdę przyjemnie czyta się o jej przemyśleniach co do danych sytuacji, o spojrzeniu na chociażby Sasuke.

Sasuke - również na plus. Pomimo iż zachowuje się oschle i na pierwszy rzut oka obojętnie, to widać iż zależy mu nie tyle na powodzeniu misji, co na dobru dziewczyny. Takie lekkie 'hinty' nadają opowiadaniu większego smaczku. Właśnie lekkie niedopowiedzenia są najlepsze w odbiorze, ponieważ pozostawiają czytelnikowi popis dla wyobraźni.

Fabuła - jak już wcześniej wspomniałam bardzo pozytywnie odmieniona (albo przynajmniej przeniesiona w trochę inne realia). Bardzo podoba mi się pomysł z całą mistyfikacją planu. Turniej, straranie się do niego wejść, różne plotki, knowania są naprawdę dobrze przedstawione. Czuje się klimat zawodów, rozpacz dziewczyn i ulgę. Do tego skupiłaś się nie tylko na bohaterach z Konohy, ale również na innych zawodniczkach, dzięki czemu fabuła nie jest prosta, jednoliniowa.

Czekam z niecierpliwością na kolejną część ; )

Tygrys napisał/-a:

pokornie czekający na weredyk Selekcjonera.



werdykt :P

Tygrys napisał/-a:

zacisznym miejscu dziecińca ciesząc się spokojem



Myślę, że jednak chciałaś napisać dziedzinca

Dobra. Tyle znalazłem błędów, czas na pochwały ^^

Jak zwykle zaj... zająknąłem się chcą powiedzieć super :P

Dobra, tyle wystarczy, i tak już inni ci nasłodzili więc już nic nie piszę :P
yyy, coś mam tu wpisać ?? ;)

Tygrys napisał/-a:

Skoro trzy główne radości życia tego typu osobników to picie, kobiety i dawanie komuś po mordzie, a interesuje nas, aby chłopcy pozostali żywi i w miarę trzeźwi trzeba dać im odpowiednią dawkę tego trzeciego.


Chyba tego drugiego ;)

Reszta naprawdę fantastyczna ^__^ Kolejna udana* cześć i mimo, że na początku klimat raził to potem było fantastycznie :D


#edit
* po namyśle. Nie tyle, co udana. Ona się wybija ponad Twój bardzo wysoki poziom ^__^
"Nie chcę być złośliwy, ale naprawdę twierdzę, że fabuła (LoGHa) nie wybija się ponad poziom randomowego shounena."
alosza, 2010
Ostatnio zmieniony przez qosmo 09-03-08, 15:05, w całości zmieniany 1 raz
Genialne!!! Przepiękne i ogólnie super.
Fabuła bardzo oryginalna. Powiem szczerze, że nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Wszystko jest bardzo dokładnie opisane-ale nie nudno. Zdecydowanie można poczuć się jakby to był "realny" świat. Po prostu mistrzostwo.
Nie zauważyłam żadnych błędów.
Bohaterowie przedstawieni bardzo dobrze :)))

Nie wiem co mam napisać, bo ten fanfik naprawdę mnie zachwycił i uważam, że żadne słowa nie są w stanie oddać jego piękna.
Dziękuje za komentarze ^^ jak zwykle są one największą nagrodą i radością jaką daje mi pisanie tego fika dla Was wszystkich ^^

Literówki mam nadzieję ze wszystkie usunęłam ^^...chyba...

Sonrisa napisał/-a:

Jeszcze jedno pytanie: Kiedy możemy się spodziewać następnej części?


Hm dobre pytanie XD a tak na serio to do 17 muszę oddać rozdział pracy licencjackiej (sic XD) ale zaraz potem znaczy od wtorku od 15 mam wolne więc nowy rozdział pojawi się przy odrobinie weny już na Święta ^^ To tylko kwestia tego żebym posadziła zadek na krześle i to w końcu spisała ;o)

Dla tych którzy tu zerkają z ciekawości zdradzam też tytuł rozdziału XII - Gra.
Ostatnio zmieniony przez Tygrys 13-03-08, 18:25, w całości zmieniany 1 raz

Tygrys napisał/-a:

nowy rozdział pojawi się przy odrobinie weny już na Święta ^^ To tylko kwestia tego żebym posadziła zadek na krześle i to w końcu spisała ;o)



to czekamy z niecierpliwością ;)

Heh, jeszcze nie spotkałam się z fickiem napisanym z taką fantazją i wyobraźnią. Ładnie połączyłaś dwa zupełnie różne światy, wydawałoby się, że mieszanka Bałkanów i Japonii nie będzie smaczna...a jednak ^^ Życzę nie tyle wena, co wytrwałości i zapału ;)
Ah, a więc wreszcie zapoznałam się z Twoją opowieścią^^ trochę mi to zajęło, lecz nie powiedziałabym, iż był to stracony czas. FF jest wyśmienity. bezmiar wyobraźni trzeba mieć niewątpliwie, by stworzyć tyle pomysłów i wprawną rękę, by przelać je w tekst. przyznam, że czytając miałam niekiedy sprzeczne uczucia- z jednej strony bardzo chciałam poprawić w myślach coś, by pasowało do moich upodobań, z drugiej- uświadamiałam sobie, że to chyba najlepsza możliwa forma opowiadania tej historii. bo ogólnie fanfick nie trafił dokładnie w moje gusta, zwyczajnie nie ten styl, nie był również niesamowicie wciągający, a to już wyłącznie przez brak fascynacji jakąkolwiek z występujących postaci. wiem, że w czasie poznawania treści przyszło mi na myśl wiele różnorakich uwag, teraz już umknęły, napiszę więc jedynie, że głównie podobały mi się: momenty rozmyślań Sakury, scena spotkania Saku i Sasu w 'tym samym miejscu' oraz genialny kurułtaj, choć przejście do niego było wyjątkowo nieciekawe. najmniej natomiast- stworzenie własnych miejsc i postaci- kolejny wybitny popis wyobraźni, lecz nie jestem nigdy dobra w kojarzeniu tego... ach, i Cerio lubię wyłącznie na rysunku. wbrew logice budzi we mnie niesmak i nie ciekawiły mnie sceny z nim. to chyba tyle moich najważniejszych odczuć, myślę, że nie trzeba Ci uświadamiać wysokiego poziomu Twego ffica, naturalnie czekam ciągu dalszego. jedno tylko pytanie, a w nim wyjdzie moja głupota- co znaczy tytuł..?^^'''
fakt, że ostatnio nie narzekam na brak książek i artykułów do czytania wcale nie zmienia tego, że chciałabym już ujrzeć nowy chapter right in two ^__^

Tygrysku najdroższy jak z weną :) ??
Witam Misie :*

RITa jak zwykle pojawił się z poślizgiem... do tego z poślizgiem który nastąpił po poślizgu... ^^'
Cóż miało to wszystko wiele wspólnego z Teorią Chaosu i stadem "MOTYLÓW" które nie wiadomo jak i skąd trochę zeżarły. Do tego biedna Miko została zawalona robotą więc beta musiała sobie poczekać, a że bez bety ani rusz to i RIT musiał porządnie poczekać. Zwłaszcza że po konsultacjach z Miko (impotent ruelz XD - my wiemy o co chodzi, wy się pewnie domyślicie więc wszyscy są szczęśliwi XD) rozdział otrzymał przydomek "kosmatego", ciekawe czemu XD?
W każdym razie oto i on w całej swej mizerności. Wszelkie komentarze jak zwykle mile widziane i jak najbardziej wskazane. Miłego czytania :*

Rozdział 12

Gra



Obudziłam się, kiedy słońce dawno już górowało na niebie. Rozejrzałam się po pokoju. Duże, wygodne łóżko wyścielone niezliczoną ilością poduszek i delikatną, letnią pościelą haftowaną w kwiaty jaśminu. Na podłodze położono miękkie owcze skóry, gdy na nie stanęłam poczułam jak moja stopa się w nie zapada.
Miałam na sobie tylko zwiewne nocne kimono. Podeszłam do okno. Rozciągał się z niego widok na zamkowy ogród. Po alejkach przechadzały się dumne pawie. Prawie jak na dworze cesarskim, a nie u barbarzyńskiego, mongolskiego władcy, pomyślałam.
Drzwi cicho się otworzyły.
- Pani – ukłoniły się smukłe dziewczyny identyczne jak dwie krople wody. Ciemnowłose, o oczach czarnych jak węgle, w których grały niebezpieczne, wesołe iskierki.
- Chciałbym się wykąpać – powiedziałam.
Dziewczyny ukłoniły się i jedna natychmiast znikła za drzwiami. Druga podeszła do garderoby i spytała:
- Jaki strój przygotować, Pani?
- Kiedy rozpoczną się walki? – Spytałam zaskakując ją.
- Pierwsze dwie dziś wieczorem po zakończeniu obrad.
- Wnioskując z twojego tonu…
- Nazywam się Soshi, Pani…
- Zatem Soshi rozumiem, że moje pierwsze starcie nie odbędzie się dziś.
Dziewczyna uśmiechnęła się pokazując rządek perłowobiałych zębów.
- Nie. Twój pierwszy pojedynek będzie jutro, Pani.
- Wybierz mi zatem coś Soshi, jesteś wszak garderobianą.
Dziewczyna spokojnie podeszła do pakunków i sprawnym, niemal błyskawicznym ruchem wybrała szaty w piaskowym kolorze zdobione motywem motyli. Jasne i lekkie, więc odpowiednie na upalny, czerwcowy dzień. Do tego nierzucające się w oczy, ale jednocześnie mające coś w sobie. Uśmiechnęłam się zadowolona.
- Masz dobry gust, Soshi. Czy Twoja siostra jest równie utalentowana?
- Hien doskonale układa włosy i maluje.
- Zadziwiające, że tak utalentowane pomocnice przydzielono właśnie mnie – powiedziałam nie spuszczając z niej wzroku.
- Niestety mylisz się, Pani – powiedziała rumieniąc się. – Jesteśmy dopiero praktykantkami. Gdyby nie to…
- …że jestem nikomu nieznaną Katrią z Kraju Ognia to pewnie upłynęłoby wiele czasu zanim dopuszczono by was do usługiwania którejś z Tancerek.
Soshi spuściła głowę.
- Pani…
- Nie czuj się zażenowana domyślałam się, że tak będzie. Zresztą lepiej nie mogłam trafić – jeszcze raz spojrzałam na dobrane szaty.
Dziewczyna ponownie obdarzyła mnie uśmiechem. W jej tajemniczych oczach pojawiły się wesołe iskierki. Właśnie zyskałam bardzo ważnego sprzymierzeńca, pomyślałam.
- Dobrze. Zatem teraz kąpiel.

Woda cudownie przywracała do życia obumarłe snem ciało. Czułam jak siły witalne rozchodzą się po moim ciele z nowa mocą. Łaźnia Pałacu Niższego była tak naprawdę naturalnie wybijającymi w tym miejscu gorącymi źródłami, ujarzmionymi ręką człowieka. Odpowiednio, według zwyczaju podzielonymi na dwie części dla kobiet i mężczyzn. Gorąca woda o barwie mleka miała cudowne właściwości enrgetyzujące i lecznicze.
Soshi i Hien mimo młodego wieku doskonale orientowały się we wszystkich tajnikach swego zawodu i nie ustępowały w obsługiwaniu mi pozostałym pomocnicą Katri, które wraz ze swymi Paniami zażywały kąpieli. W dwóch z nich rozpoznałam towarzyszki tej harpii – Mei Chu. Jednak ani jej ani też Yuki nie było wśród obecnych.
Nie miałam czasu by dłużej nad tym dumać, bo Hien właśnie przekazała mi informację, że Sasuke oczekuje mnie przy śniadaniu. Musiałam się bardzo starać by nie parsknąć śmiechem, ale wyobrażenie Uchiha pokornie czekającego na mnie przy stole z filiżanką herbaty było prawie absurdalne.


Kiedy weszła do pokoju wydało mi się, że słońce wstało ponownie i mam je przed sobą. Bogini otoczona jasnym, promiennym blaskiem. Złudzenie trwało tylko chwilkę, lecz dostatecznie długo by zapaść mi w pamięć. Tak naprawdę wyglądała raczej normalnie. Owszem elegancko, ale nie prowokująco. Jasna, lekka szata poruszała się przy każdym ruchu. Włosy upięte i przyozdobione drobnymi, żółtymi kwiatuszkami. Żadnej biżuterii, żadnych zdobień. Dwie młode służące energicznie poruszały się obok niej niczym dwa pieski. Patrzyły z takim uwielbieniem na swoją nową Panią, że aż mnie ciarki przechodziły. Wiedziałem, że Sakura łatwo nawiązuje kontakty z ludźmi, ale to było trochę dziwne…
Skłoniłem się nisko, a ona odpowiedziała mi tym samym. Kolejna gra pozorów. Zasiedliśmy do stołu, na którym wcześniej ustawiono potrawy.
Dyskutowaliśmy tylko nad sprawami związanymi z turniejem. Nic poza tym, mając na uwadze, że jesteśmy obserwowani.
- Rozkład walk wygląda następująco – mówiłem przedstawiając jej plan turnieju dostarczony mi rano. – W dniu dzisiejszym odbędą się dwie walki.
Haruno przyjrzała się diagramowi.
- Mei Chu i Yuki są w jednej grupie. Kto będzie walczył jako pierwszy?
- Pani Yuki, Sakura-sama – odpowiedziała jedna z bliźniaczek.
- O której zacznie się turniej? – Spytałem.
- O szóstej będzie pierwszy pojedynek. Kolejny…
- …w zależności od tego ile potrwa ten wcześniejszy, tak wiem o tym Hien – powiedziała Sakura z delikatnym uśmiechem. – W każdym razie mam dla was małe zadanie, moje panie.
- Twoje życzenie jest dla nas rozkazem – przytaknęły jednocześnie.
Różowowłosa roześmiała się.
- Cieszy mnie wasz zapał. Chcę mieć trochę informacji o każdej z uczestniczek turnieju. Na tyle na ile to możliwe z zachowaniem reguł – powiedziała widząc na twarzach bliźniaczek złośliwy uśmieszek.
Cóż, zwiad był podstawą. Rozpoznanie przeciwnika i zgromadzenie jak największej ilości informacji o jego słabościach czy technikach walki mogło przesądzić o zwycięstwie lub porażce. Było wiadomym, że każda z uczestniczek turnieju chciwie chroniła swoich tajemnic. Oficjalnie zresztą przeszpiegi były zabronione, ale Chan pozwalał na małą zabawę w kotka i myszkę między zawodniczkami, gdyż gwarantowało to o wiele zacieklejsze zmagania podczas samych walk. Wszystko było dozwolone o ile nie przekraczało się pewnych granic. Zdobywaniem informacji zwykle zajmowały się służące, dlatego też Katrie musiały w pewnym sensie zabiegać o ich przychylność czy to przekupstwem, bądź groźbą czy też jak w przypadku Sakury po prostu jakimś innym cudem zdobyć ich lojalność.

Bliźniaczki kręciły się niecierpliwie mocno podekscytowane zleconą im misją. Wyraźnie czuły się docenione poprzez powierzenie im tak ważnego zadania. Haruno zauważyła ich niespokojne twarze.
- Możecie odejść – powiedziała popijając zieloną herbatę.
Dziewczyny skłoniły się nisko i błyskawicznie znikły za drzwiami.
Zostaliśmy sami. Sakura odstawiła filiżankę:
- Co sądzisz? – Spytała odgarniając kosmyk włosów z czoła.
- Na razie nie zauważyłem w nich nic niepokojącego oprócz nadmiaru hormonów – odparłem gdyż wiedziałem, że pytała o bliźniaczki. – Niemniej doradzam ostrożność…
- Zgadzam się – przytaknęła. – Skoro gra zaczęła się już na dobre może i my byśmy uczynili mały rekonesans?
Przyjrzałem się jej. Na jej twarzy gościł tajemniczy uśmiech, a szmaragdowe oczy lśniły niebezpiecznie spod zasłony długich rzęs. Odłożyłem kubek i podałem jej rękę:
- Chodźmy zatem na mały spacer…

Pałacowy ogród tonął w kwiatach. Dosłownie. Wyłożone żwirem alejki obsypane były opadającymi płatkami. Drzewa mieniły się kolorami tęczy. Ogród wyglądał pięknie, ale tylko zapewne w jednym miesiącu – w czerwcu. Wszystkie bowiem rośliny zgromadzone w ogrodzie miały porę kwitnienia właśnie w tym okresie. Zapewne w późniejszych miesiącach nie było w tym miejscu nic prócz bujnej zieleni. Cóż, Chan widać cenił minimalizm. Całe miasto przyjmowało i gościło jego dwór i gości tylko w tym jednym miesiącu w roku, więc wszystko było gotowe by w tym czasie prezentować się niczym raj na ziemi, co do reszty roku nie miało to żadnego znaczenia.
Zeszliśmy do najbardziej wysuniętej na wschód części ogrodu, prawie pod sam mur. Zapewne było to najmniej atrakcyjne miejsce w całym ogrodzie. Drzewa rosły tu wysokie i rozłożyste, co całkowicie eliminowało sadzenie jakiś niższych drzewek czy krzaków ozdobnych. Miało to swoje dobre strony. Przyjemny cień zapewniał większy komfort spaceru, a odosobnienie i mały wodospad pozwalał zagłuszyć szepty i rozmowy, które prowadziliśmy.


Sasuke jednostajnie kroczył obok mnie i czasami zmuszał się do puszczenia jakiegoś komentarza na temat budowy ogrodu czy też znajdujących się w nim roślin. Jednak, gdy tylko opuściliśmy tłoczne, gwarne alejki i zatrzymaliśmy się obok niewielkiej wodnej kaskady, zauważyłam jak się dyskretnie rozgląda wypatrując szpiegów. Trwało to przez jakiś czas dopóki nie upewnił się, że dzieli nas od nich odpowiednia odległość, bo oczywiście towarzyszył nam niewielki ogon w postaci młodej dziewczyny zbierającej kwiaty do kosza, która jakoś dziwnie upatrywała sobie wszystkie krzaki nieopodal nas. Zmieniał ją, co jakiś czas starszy mężczyzna o smagłej twarzy. Poczułam na sobie dobrze znany zimny wzrok. Czas zacząć.
- Sasuke – powiedziałam uśmiechając się – czy byłbyś tak miły i zechciał zerwać mi kilka kwiatów z tamtego drzewa. Chciałbym je wpleść we włosy dzisiejszego wieczoru. Pasowałyby idealnie do stroju, który planuję założyć.
- Jak sobie życzysz, moja Pani – odparł i wyciągnął rękę do obsypanej białymi kwiatami gałęzi. Odwróciłam się przypatrując się niby wodospadowi, ale kątem oka obserwowałam naszych „Strażników”. Widocznie nie zauważyli nic nadzwyczajnego, gdyż trzymali się w miarę daleko. Poczułam jak po plecach przechodzi mi znajomy dreszcz.
- Czy tyle starczy? – Spytał mój szelmowski Gardian podając mi naręcze kwiatów.
- Tak – powiedziałam odbierając gałązki. Dostrzegłam niewielki ruch między gałęziami.
- Czy coś się stało?
- Wydawało mi się, że coś białego przemknęło wśród listowia. Tak jakby – ostentacyjnie wstrzymałam oddech – wąż…
Uchiha z udawaną ostrożnością rozchylił ponownie gałęzie.
- Nic tu nie ma, moja Pani. Niemniej mógł to być jeden z białych węży, widziałem kiedyś podobne. Przyciąga je zapach tych kwiatów.
Zrobiłam zatroskaną minę.
- Może powinniśmy kogoś zawiadomić?
Sasuke uśmiechnął się:
- Nie ma potrzeby, nie są jadowite. Do tego zazwyczaj unikają ludzi.
Spojrzał na mnie przenikliwie i nieznacznie się zbliżył.
- Boisz się węży, Pani? – Mogłabym przysiąc, że w jego głosie usłyszałam jawne szyderstwo. Zamierzamy się trochę zabawić, tak? No dobrze, niech Ci będzie mi też się przyda odrobina rozrywki, pomyślałam.
- Może, choć bardziej odpowiednie byłoby stwierdzenie, że się ich brzydzę. Kojarzą mi się z czymś plugawym i obślizgłym…
Zmierzył mnie wzrokiem.
- Doprawdy? Aż tak cię przeraża ich powierzchowność?
- Nie wygląd budzi u mnie takie odczucia, lecz ich natura. Podstępna, zdradziecka, haniebna…
Sasuke uśmiechnął się.
- To tylko zwierzę, Pani, a ty nadajesz mu cechy typowo ludzkie. Czyżby w twoim życiu pojawił się jakiś wąż w ludzkiej skórze?
Czarne źrenice mroziły chłodem i perfidną grą czekając na moment, aż popełnię błąd.
- Bywają ludzie o wiele gorsi od tych stworzeń i w pewnym sensie ich przypominający. Obślizgli w swej dwulicowości, zarażający serca ludzkie jadem, zrzucający skórę, gdy stanie się niewygodna i nie mieszcząca ich chorych ambicji. To tymi ludźmi gardzę – powiedziałam najchłodniej jak tylko umiałam oczekując odpowiedzi.
- Wydaje się, że miałaś przykrość spotkać takiego gada na swojej drodze, co napawa mnie smutkiem.
- Niepotrzebnie. Każdy z nas ma styczność z takimi ludźmi. Taki jest ten świat. Troska o kogoś, kto walczył z kimś takim jest zbędna. Podobnie jak żal nad ranami, które mu zadano, gdy tą walkę prowadził. Bardziej w moim mniemaniu należy żałować tych, co przyciągnięci hipnotyzującą, złudną „otoczką węża” poszli za nim nie podejmując walki…
Przez chwilę mierzyłam się jeszcze z jego onyksowymi źrenicami. Wydały mi się jeszcze bardziej zawzięte niż zazwyczaj. Dobrze wiedziałam ze nasza mała „gra” nie była zbyt rozważna, ale ani on ani ja nie chcieliśmy przegrać.



Spojrzenie zza długich, czarnych rzęs przenikało do głębi mojego umysłu. Było w nich coś na kształt cichego oskarżenia, nie miałem co do tego wątpliwości. Nie o to, że odszedłem, lecz o to, że tak łatwo się poddałem woli mojego własnego „węża”. Że za nim poszedłem nie rozglądając się za inną drogą...
- Robi się gorąco. Wracajmy do zamku – usłyszałem głos Haruno – przechadzka mnie zmęczyła.
- Pani – podałem jej ramię.
Wydawało się, że nasze małe starcie zostało odroczone na później. Teraz były inne, ważniejsze sprawy, którymi należało się zająć, a do tego potrzebowałem zacisznego miejsca, zdecydowanie pozbawionego natrętnego ogona.

Kiedy wróciliśmy do pokoju naczynia po śniadaniu zostały uprzątnięte, na stoliku pozostawiono karafkę z chłodnym napojem. Bliźniaczki nadal były poza pomieszczeniem. Sakura usiadła i zajęła się kwiatami, które zerwałem. Pozostała w głównej komnacie. Ja udałem się do swojego pokoju. Był o wiele mniejszy niż ten przeznaczony dla Pani Wachlarzy i o wiele bardziej surowy, bez zbędnych zdobień i dupereli. Wewnątrz panował przyjemny chłód. Grube mury nie przepuszczały ciepła słońca.
Usiadłem na podłodze wyłożonej szorstką skórą dzika i wykonałem kilka pieczęci. Czułem jak skumulowana chakra napływa do rąk, a później do oczu. Zza drzwi dochodził dźwięczny głos Sakury. Śpiewała. Dzięki temu wiedziałem, że jesteśmy sami.
Zamknąłem oczy, lecz nie przestałem widzieć. Teraz patrzyłem na świat oczami małego białego węża, który bezszelestnie kierował się wzdłuż muru do Pałacu Wyższego…


- Soshi pomóż mi proszę – łagodny głos Sakury dochodził za zdobionych drzwi jej pokoju.
Stałem przy oknie oczekując, aż moja Katria przygotuje się do wyjścia. Pierwsza walka miała zacząć się niedługo. Słońce powoli chyliło się na horyzoncie zwiastując, że niedługo zapadanie wieczór. W oddali majaczyła sylwetka drugiego pałacowego kompleksu – siedziby Chana. Mój biały szpieg przedostał się do tamtejszego ogrodu, lecz z dalszym działaniem należało poczekać, aż wszyscy skoncentrują się na Turnieju Kwiatów. Wolałem nie ryzykować, że ktoś przerobi mojego wysłannika na torebkę lub szaszłyk.
Ku mojej uldze na pokrytych białym kwieciem drzewach przy Pałacu Wyższym rzeczywiście przemykało kilka białych węży. Nikt nie powinien zwrócić większej uwagi, że jedno ze stworzeń przemknęło do budynku. Na wszelki wypadek odegraliśmy tą cała scenkę w ogrodzie.

Drzwi skrzypnęły cicho i próg przekroczyła Haruno wraz ze swoimi służącymi. Tym razem miała na sobie czarne, jedwabne szaty zdobione jaśminowymi kwiatami. Przez chwilkę przemknęło mi przez myśl, że Władca Kraju Ognia musi być kompletnym idiotą. Cały ekwipunek Katri, a dokładniej stroje musiały być warte w sumie tyle, co ta błyskotka, którą mieliśmy zdobyć. Czy nie łatwiej by było kupić inny klejnot lub kazać wykonać podobny u jakiegoś złotnika? Niż angażować się w całe to przedsięwzięcie, jakim była ta mistyfikacja i udział w Turnieju. Jeśli do kosztów kamuflażu dodać nasze wynagrodzenie to nie wiem czy nie wyszłoby mu taniej zrobić swoją własną błyskotkę. A wszystko przez jedną głupią kobiecą zachciankę…
- Jak myślisz, Sasuke? – Sakura okręciła się dookoła własnej osi. Ukazując w tanecznym ruchu całą zwiewność i piękno swojego stroju.
- Wyglądasz uroczo, moja Pani – powiedziałem zgodnie z prawdą.
- Sasuke-san to mało powiedziane! – Pisnęła oburzona Hien. – Sakura-sama wygląda przecudnie! Jest najpiękniejszą ze wszystkich! Prawda Soshi?
- Pewnie. Żadna inna Pani Wachlarzy nie może się z nią równać.
Sama zainteresowana roześmiała się promiennie.
- Chyba wasza euforia mi się nie udzieliła… - powiedziałem zgodnie z prawdą.
Bliźniaczki prychnęły.
- Sasuke-san ty to chyba masz to i owo rzeczywiście z kamienia…


Mój przyboczny zbliżył się do Hien, która odskoczyła przerażona albo raczej zakłopotana.
- A dokładniej to niby, co mam z kamienia, jeśli można spytać?
Dziewczyny oblały się rumieńcem.
- No kąpielowe mówiły… - powiedziała Hien patrząc na swoje stopy.
- Coś mi mówi, że zawróciłeś w głowie kolejnym niewiastom, mój Gardianie – stwierdziłam słodko.
- Doprawdy? Jakby mnie to interesowało – odpowiedział chłodno, choć czułam, że jego męska próżność została mile połechtana. – Skończmy to przedstawienie, zobaczę czy możemy już iść.
Jak tylko wyszedł Soshi przypadła do moich kolan.
- Sakura-san nie jesteś tym zdziwiona, prawda?
- Nie jestem – odparłam ze śmiechem.
- Znaczy, że Sasuke-san tak zawsze?
- Owszem. Zawsze jest taki opanowany i chłodny w obejściu. Kobiece wdzięki nie znaczą dla niego nic, kiedy ma misję do spełnienia, a i po jej spełnieniu nigdy nie zwracał na to szczególnej uwagi. Po prostu łaskawie toleruje zachwyt, jaki wzbudza u dziewczyn. Na was też wywarł jak widzę spore wrażenie.
Dziewczyny zachichotały.
- Jest przystojny, ale wątpię by któraś z nas miała szanse w ogóle wzbudzić w nim zainteresowanie skoro nawet Mei Chu się to nie ud… – powiedziała Hien i natychmiast zakryła usta dłonią. Soshi spojrzała na nią oczami pełnymi dezaprobaty.
Pod wpływem mojego wzroku zaczęły mówić.
- Nie wspominałyśmy Ci o tym Pani, bo to tylko plotki. Dziewczyny mówiły, że Mei Chu niby przypadkiem pomyliła łaźnie akurat wtedy, kiedy Sasuke-san tam był.
A to harpia, pomyślałam. Czyżby próbowała wykluczyć nas z turnieju poprzez oskarżenie Sasuke o napastowanie? Nie, nie przeszłoby. To nie on wszedł do damskiej części kąpieliska tylko ona do męskiej. Chodziło o coś innego, ale o co?
- Co się stało dalej?- Spytałam.
Dziewczyny westchnęły jakby trochę zawiedzione.
- No w sumie nic. On po prostu wyszedł i tyle. Mei Chu była ponoć wściekła – zachichotała Hien. – Nawet nie zaszczycił ją wzrokiem. Dlatego dziewczyny zaczęły gadać, że ma albo serce z kamienia albo woli chłopców…
- A wy jak myślicie?
Soshi spojrzała na siostrę swoimi czarnymi jak węgle oczami, a ta przytaknęła.
- Sasuke-san wydaje się nie dostrzegać kobiet oprócz jednej, a mianowicie ciebie Pani.
- No cóż, jest moim przybocznym. Trudno mu by było chronić obiekt, którego istnienie lekceważy, prawda?
- Ale..
- Skończmy tą rozmowę. Zapewniam Was, że jakiekolwiek uczucia żywi do mnie Sasuke z pewnością nie jest to żadne romantyczne uniesienie. Po prostu dobrze wypełnia swoją rolę. Chodźmy, pierwsza walka zaraz się zacznie.
Podniosłam się z krzesła i ruszyłam ku drzwiom. Czułam na sobie wzrok bliźniaczek, ale postanowiłam to zignorować. Nie mogłam jednak nie usłyszeć tego ostatniego zdania zanim wyszłam:
- Mów co chcesz Hien, ale tak się nie patrzy na obiekt do pilnowania. Nie takim wzrokiem…


Wkroczyliśmy na wewnętrzny dziedziniec Pałacu Wyższego skąpanego w promieniach czerwonego słońca. Był o wiele większy od tego w mniejszym kompleksie zamkowym przeznaczonym dla nas. Już na pierwszy rzut oka widać było, że został zaprojektowany by móc służyć za arenę walki. Kamienne werandy pałacu służyły doskonale za trybuny dla możnych i książąt. Pod ich filarami rozsiedli się służący i mniej ważni przybysze odpowiednio wyizolowani od Chana.
Sama arena wyglądała dość dziwnie. Dwa podesty dla Pań Wachlarzy ustawione naprzeciw siebie w odległości dziesięciu metrów otoczone były specjalnymi basenami. Jeśli Katria jak w przypadku Yuki używała wody basen wypełniano właśnie nią, jeśli walczyła za pomocą ziemi oczko wypełniano złotym piaskiem, co też teraz miało miejsce.

Poprowadzono nas na specjalnie wydzielone trybuny po drugiej stronie dziedzińca od strony murów. Dzięki temu panowie mieli widok nie tylko na walczące obecnie Katrie, ale również na pozostałe panny, które całe zajście obserwowały. Zajęliśmy miejsca. Po chwili rozległ się głos rogu i na balkon wkroczył Chan ze swoim dworem. Korzystając z zamieszania spowodowanego jego przybyciem przyjrzałam się człowiekowi, na którego skinienie wszystko to przygotowano.
Był to wysoki, mocno zbudowany mężczyzna o typowej dla przemierzających stepy smagłej cerze i skośnych oczach. Włosy i wąsy miał tak czarne jak smoła. Ubrany w lekką szatę o szarym kolorze. Nie był urodziwy, lecz jego fizjonomia sprawiała, że człowiek czuł na swój sposób przed nim respekt. Zasiadł na obłożonym miękkimi skórami fotelu i dał znak by pozostali uczynili to samo. Rozmowy ucichły. Wszyscy wpatrywali się w wodza, który ledwo zauważalnym skinieniem dłoni dał znak by zacząć turniej.
Bez przemówienia, powitania. Nie było potrzeby by bawić się w takie gierki. Sądząc po zniecierpliwionych twarzach gości jasne było, że możni są znudzeni trzecim dniem obrad i łakną jakiejś rozrywki. Trzymanie ich dłużej w ryzach musiałoby być nieco trudne.



Na skinienie Mistrzyni, która pojawiła się nie wiadomo skąd dwie zawodniczki wyszły na dziedziniec. Przedstawiono je sobie i widowni. Panny ukłoniły się przed Chanem, przed gośćmi i przed sobą. Nie interesowała mnie cała ta otoczka, ja również uważałem ją za zbędną, ale widać należało to do tradycji. Podeszli Gardiani trzymając w rekach drewniane pudełka. Growl stanął przy drobnej Yuki sprawiając, że drobna dziewczyna wydała się jeszcze bardziej krucha i delikatna. Nie sięgała mu nawet do ramion. Mężczyzna otworzył pudełko. Błękitna wyjęła jego zawartość i od razu skierowała się w stronę jednego z podestów. To samo zrobiła jej przeciwniczka – wysoka dziewczyna o regularnych rysach i bystrych, brązowych oczach.
Obie Katrie skłoniły się ponownie. Na znak Mistrzyni szybkimi ruchami dłoni rozwarły wachlarze. Powietrze zawirowało od koncentracji chakry w dłoniach. Panny mierzyły się wzrokiem jeszcze przez chwilkę. Panowała cisza niezakłócona najmniejszym szeptem. Wydawało się, że wszystko zastygło, kilka osób wstrzymało oddech.

Pierwsza uderzyła Yuki. Z wody, która ją otaczała wyskoczył błękitny orzeł i ruszył prosto na przeciwniczkę. Ta stała spokojnie by potem wykonać taneczny ruch wachlarzem. Piaskowe węże chwyciły i rozerwały na strzępy wodnego ptaka nim zdążył dolecieć do celu. Dziewczyna odchyliła teatralnie głowę do tyłu posyłając widowni tajemniczy uśmiech. Zawrzało. Niebieskie oczy Yuki zwęziły się niebezpiecznie. Wachlarze drgnęły delikatnie. Jej wrzosowa szata zafalowała na wietrze. Piasek wokół drugiej tancerki zaskrzypiał. Po chwili wystrzelił w górę tworząc dwie sylwetki kojotów. Chowańce ruszyły do ataku błyskawicznie. Yuki zdawała się tylko na to czekać. Wykonała ledwo widoczny ruch nadgarstkiem prawej ręki. Z wody powstały dwa wirujące talerze. Pierwszy zwierzak został przecięty na pół już w połowie drogi. Drugi, kierowany ruchem Katri, ominął niebezpieczne ostrze i skoczył wprost na dziewczynę. Wydawało się, że piaskowe pazury zaraz rozszarpią delikatną twarz dziewczyny. Yuki zdawała się w ogóle nie reagować. Jakby od niechcenia machnęła wachlarzem. Chakra odrzuciła kojota na pobliskie drzewo, gdzie natychmiast rozsypał się w piasek.
Spojrzałem na widownie. Ludzie przyglądali się oczarowani. Bajeczny ni to taniec ni to walka zawładnęła nimi całkowicie. Sam przypatrywałem się temu starciu, było w nim coś hipnotyzującego i poruszającego wszystkie zmysły. Było coś jeszcze bardziej interesującego.
- Zauważyłeś – stwierdziła Sakura patrząc z ukosa na moją twarz.
- Porusza się zupełnie inaczej. Nawet wtedy na bankiecie wydawało się, że w ogóle nie potrzebowała Twojej pomocy. Nasza mała przyjaciółka skrywa większą moc niż przypuszczaliśmy.
- To nie wszystko. Jest coś jeszcze – Haruno ściszyła głos. Całkowicie niepotrzebnie, wrzawa towarzysząca kolejnemu atakowi Yuki, który prawie przełamał piaskowa obronę jej przeciwniczki, zagłuszała rozmowę. – Wszystko wskazuje, że Yuki pochodzi z rodziny możnych…
- …ale?
- Nie wiadomo nic na temat jej ojca. Ani kto jest sponsorem. Pewne jest tylko to, że jej matka to zmarła 10 lat temu słynna Katria – Arai.
- Czyli jakieś nieślubne dziecko.
- Całkiem możliwe. Arai była bardzo popularna. Wygrała dwa Turnieje pod rząd. Cieszyła się łaską poprzedniego Chana, mieszkała w jednym z pałaców na rubieżach, ale 11 lat temu popadła niespodziewanie w niełaskę i została wykluczona z dworu.
- Powody nie są jasne – powiedziała Hien znajdująca się za moimi plecami – jednak miało to miejsce jeszcze przed narodzinami Pani Yuki. Dziwne jednak, że tyle lat po śmierci Pani Arai nagle ktoś wystawia jej córkę do Turnieju.
- Zadośćuczynienie?
- Nie wiadomo. Ważne jednak, że trzeba będzie mieć ją na oku. Soshi, Hien liczę na was – powiedział Sakura.
- Tak jest, Pani.
- A teraz, Pani, zechcesz mi wyjaśnić zasady tego pojedynku do końca? – Spytałem. – Nadal nie wiem, na jakiej zasadzie ogłasza się zwycięzcę.
Haruno skinęła dłonią na Hien.
- Sprawa jest prosta – powiedziała dziewczyna. - Pierwsza zasada mówi, że Katria nie może wypaść ze swojej areny. Do tego nie wolno używać jej niczego oprócz wachlarzy i tańca żywiołów by obalić przeciwniczkę. Wygrywa ta, która zrzuci drugą z areny lub do pierwszej krwi.
- Krwi? Chcesz mi wmówić, że będą się obrzucały piaskiem i wodnymi zwierzakami, aż któraś zacznie krwawić?
- No jakby nie patrzeć Sasuke-san to tak – uśmiech Soshi był naprawdę wredny.
Sakura westchnęła:
- Mężczyznom zawsze się wydaje, że kobiety nie mogą poważnie podchodzić do walki.
- A potem często lądują z nożem w sercu…

Subtelny wieczorowy makijaż powoli rozmywał się pod wpływem emocji i potu. Piaskowa Katria opadała z sił, czego nie można było powiedzieć o Yuki. Choć jej oddech również przyśpieszył to chłodny wyraz twarzy i pozbawione emocji, perfekcyjne ruchy coraz bardziej nakreślały obraz zwycięstwa. W zbiorniku wokół jej podestu zostało jednak niewiele wody. Wachlarze znów zatańczyły w powietrzu. Dziewczyny szykowały się do ataku. Tym razem ostatniego.
Z resztek zapasów wody Yuki uformowała swojego ulubionego Chowańca, małego, błękitnego słowika. Był on jednak tak napakowany chakrą, że samo dotknięcie go mogło skaleczyć. Piaskowa Tancerka głupio nabrała otuchy widząc tak niepozorne stworzenie za swojego przeciwnika. W jej oczku zostało jeszcze sporo piasku. Ostatkiem sił zaczęła formować ostateczną broń. Dwa złote ptaki o ostrych szponach.
Yuki uderzyła. Błękitne ostrze pognało do celu. Ruszyli piaskowi przeciwnicy. Ostre szpony chwyciły jednak tylko powietrze, a wodny Chowaniec sięgnął celu.
Na biały, marmurowy podest zaczęła kapać krew z rozciętego ramienia.


- Łatwe zwycięstwo – powiedziała Soshi. – Te jej ptaki ruszały się jak flaki z olejem.
- Nie do końca – powiedziała Sakura. – Wszystko zostało przygotowane o wiele wcześniej. Nie zauważyłyście, że to Yuki atakowała na początku pozwalając żeby wszystkie jej ataki zostały rozbite przed samym nosem Katri.
Dziewczyny zmarszczyły brwi. Pierwsza odkryła to Hien.
- Chciała nasączyć piasek wodą, żeby był cięższy…
Haruno zmrużyła swoje kocie oczy.
- Tak. Ma doskonałą strategię i świetnie orientuje się w słabościach przeciwnika.
- Kiedy będzie następna walka? – Spytałem.
- Kiedy tylko skończą ustawiać pochodnie – usłyszałem odpowiedź za plecami.
- Szybko.
- Cóż następne Katrie, które się zmierzą to Mei Chu, która włada ogniem i Pani Chen, która specjalizuje się w użyciu powietrza, więc przygotowania nie potrwają długo.
Sakura podniosła się z miejsca.
- Nie zamierzasz obserwować walki, Pani? – spytałem z przekąsem.
- Nie. W tym wypadku łatwo przewidzieć zwycięzcę. A ja chciałbym zamienić słowo z Panią Yuki…
Złapałem ją za rękę.
- Uważaj Pani, może się okazać, że stąpasz po kruchym lodzie…
Odtrąciła moją dłoń.
- Jeśli chodzi o ludzi z lodu i stąpanie po nim to mam w tym niejaką wprawę, więc nie musisz się martwić. Postaram się jednak pozostać w zasięgu twojego wzroku skoro, aż tak się o mnie troszczysz – uśmiechnęła się zdecydowanie zbyt słodko…


Yuki widocznie zauważyła moje intencje, bo czekała pod filarami. Growl jak tylko się zbliżyłam dyplomatycznie odszedł spory kawałek. Podobnie jednak jak Sasuke nie spuszczał ze swej podopiecznej wzroku.
- Piękna walka, Yuki – powiedziałam całkowicie szczerze.
- Ach Sakura-san nie wydajesz się być jakoś szczególnie zaskoczona moim zwycięstwem.
- Bo i nie jestem. Wiedziałam, że masz spory talent od momentu, gdy zobaczyłam twojego Chowańca na przyjęciu. Nie przypuszczałam, że to piękne stworzenie jest jednocześnie tak niebezpieczną bronią.
Dziewczyna uśmiechnęła się pogodnie:
- Wydajesz się dostrzegać pewne rzeczy bardziej niż inni. I ty i ja mamy swoje powody żeby zwyciężyć. Dlatego liczę, że to właśnie z Tobą zmierzę się w ostatnim pojedynku. Bo jako jedyna masz powód, który uznaję za wart tej farsy – powiedziała patrząc jak Mei Chu tańczy wśród płomieni.
- Może… - szepnęłam. - Walka to rozstrzygnie Yuki…Obyśmy tylko nie pogubiły się w grze, jaką prowadzimy zanim nastąpi ostatni akt…
Ostatnio zmieniony przez Tygrys 08-04-08, 17:38, w całości zmieniany 2 razy
Tygrys, ładne. Miło opisana ta walka, bardzo obrazowo <nawet moją tępota nie miała problemu z wyobrażeniem ;))...wszyscy widzą co czuje Sasul, Wisienka jest trochę zimna jak narazie...ciekawie jest jednym słowem :)...*siada i czeka na następną część*
"Więcej się ruszaj. Więcej bywaj. Wpadaj do innych. A jeśli ktokolwiek powie od progu: "Do licha!", zawsze możesz wypaść z powrotem."

Tygrys napisał/-a:

Na podłodze położono miękkie owcze skóry tak, że gdy stanęłam poczułam prawie jak moja stopa się w nie zapada.



Dziwnie mi to jakoś brzmi. Może "prawie poczułam", albo "poczułam jak moja stopa się w nie prawie zapada". Szczerze mówiąc nie bardzo wiem o co chodzi ci w tym zdaniu, po prostu dziwnie umiejscowiłaś to "prawie"

Tygrys napisał/-a:

Odpowiednio według zwyczaju podzielonymi na dwie części dla kobiet i mężczyzn.



Co prawda z interpunkcji jestem słaby, ale wydaje mi się, iż powinno być "Odpowiednio, według zwyczaju, podzielonymi na dwie części dla kobiet i mężczyzn."

Tygrys napisał/-a:

Zasiadaliśmy do stołu, na którym wcześniej ustawiono potrawy.



Chyba "Zasiedliśmy" :P

Tygrys napisał/-a:

- Czy tyle starczy? – Spytał mój szelmowski Gardian podając mi naręcze kwiatów.



Dobra, tu nie ma błędu, ale jeśli sasuke wcześniej odnosił się w "towarzystwie" do Sakury raczej tak oficjalnie, to jakoś mi nie pasuje, aby nagle powiedział własnie tak.

Tygrys napisał/-a:

Zmierzamy się trochę zabawić, tak?



"Zamierzamy"

Tygrys napisał/-a:

Na wszelki wypadek odegraliśmy ta cała scenkę w ogrodzie.



"tą"

Tygrys napisał/-a:

Trzymanie ich dłużej w ryzach musiało być nieco trudne.



Jeżeli dłużej, to chyba "musiałoby być"

Tygrys napisał/-a:

Piaskowa Katria opadała z sił, czego nie można powiedzieć o Yuki.



"czego nie można było powiedzieć o Yuki", chyba tak będzie lepiej :P

Tygrys napisał/-a:

Był on jednak tak napakowany chakra



chakrą

Dobra. Większość błędów, jakie znalazłem. Teraz czas na pochwały :P Jak zwykle świetnie, genialnie, cudownie itp. itd. Nie mogę się przyczepić do długości. Mam nadzieję, że następna część "przyjdzie" trochę wcześniej :P
yyy, coś mam tu wpisać ?? ;)

mmm, rozdział tak perfekcyjny jak panna Haruno w nim przedstawiona. i ten klimat, klimat jak z królewskiego dworu w dawnych czasach, intrygi i pełne wyższości uśmiechy... uwielbiam^^
mua : )

nie wiem dlaczego, ale każdy opis kojarzy mi się z wielkim przepychem.

Coraz bardziej delikatne robi się to opowiadanie, mimo walk Katri w tle.

Ale podoba mi się. Została wprowadzona kolejna zagadka. To znaczy, że jeszcze trochę czasu do końca historii, a to dobrze ;))
Tygrysie kolejna świetna część.

Jak zwykle stosujesz bogate opisy, mocno działające na wyobraźnię. Starasz się pokazać miejsca, stroje, walkę jak najdokładniej, aby nic nie umknęło czytelnikowi.

Sama fabuła jak zwykle bardzo wciągająca. Wprowadzenie wolne, takie senne, jak budząca się Sakura, ale potrzebne dla całej akcji, ponieważ pokazywało dzień Katri.

Bardzo podobała mi się rozmowa Saskury i Sasuke w ogrodzie, kiedy to w dość okrężny sposób Haruno chciała pokazać swoją złość i frustrację z powodu odejścia chłopaka, jego złamania się. Metafora węża jak najbardziej trafna.

Coraz bardziej podoba mi się jak kształtujesz postać Sakury. Jest ona bardzo inteligentna, sprytna, zaradna, odważna, potrafi wykorzystać swoje atuty. Naprawdę bardzo interesująca młoda kobieta. Jednak odnoszę mocne wrażenie, że kiedy Twoje opowiadania to oryginalny świat Naruto oddala się. Zarówno Sakura jak i Sasuke są jakby odmienieni, tacy niby znajomi, niby obcy. Nie widzę to jednak jako minusa, ponieważ wiem, że są to te same osoby, tylko w innej sytuacji, dlatego też mogę tak czuć wobec nich.

Sama walka pokazana bardzo ładnie. Zadbałaś, aby Yuki zwyciężyła, ale nie siłą, lecz raczej sprytem i strategią. Takie walki są ciekawe, zaskakujące i widać, że przemyślane.

Jak zwykle czekam na kolejną część : )
Znowu świetny part - warto było czekać ^^
Jak zwykle miło się czytało, a moje zaciekawienie rosło z każdym akapitem.
Świetne opisy, które naprawdę pobudzają wyobraźnę czytelnika - pełno w nich szczegółów, są bardzo dokładne. Sasuke i Sakura fajnie się drażnią, ich wątek powoli, aczkolwiek systematycznie się rozwija. Relacje między nimi wyglądają naprawdę ciekawie ^^.

No i charakter Sakury jest poprostu idealnie wykreowany. Silna, zdecydowana, inteligentna, wie jak się zachować prawie w każdej sytuacji, zna się na ludziach i potrafi dopiąć swego. Jej przygotowanie do misji jest niezwykle dokładne. Mam nadzieję, że kiedyś będzie taka w serii ^^
Co prawda akcja nie posunęła się zbytnio do przodu, ale part bardzo mi się podobał. Zresztą zapewne niezbędne było takie wprowadzenie w klimat panujący podczas zmagań Katrii. Motyw z wężem był poprostu genialny. Takie konwersacje z ukrytym sensem bardzo mi się podobają;) Plus za niepozorną, ale ciekawą technikę Sasa.

Jak zwykle czekam na ciąg dalszy ^^
Ostatnio zmieniony przez Sonrisa 10-04-08, 22:32, w całości zmieniany 1 raz
Jestem pod wielkim wrażeniem.
Twój największy atut? Sposób, w jaki rozgrywasz całą akcje. Dozujesz, a to jest wspaniałe. Z początku fabuła nie wydawała się być nadto ciekawa, ale z każdą częścią moja ciekawość rosła. W taki sposób - masz stałego, wiernego czytelnika.
Naprawdę, jestem pod wielkim wrażeniem, aż mnie zauroczyłaś tym opowiadaniem.
Jeżeli chodzi o błędy, było chyba kilka stylistycznych i interpunkcyjnych, ale nie wiele jak na XII części.
Jeszcze raz, gratuluje.

Tygrys napisał/-a:

nie ustępowały w obsługiwaniu mi pozostałym pomocnicą Katri


Pomocnicom i w ogóle trochę dziwne to zdanie x>.

Tygrys napisał/-a:

Kiedy weszła do pokoju wydało mi się, że słońce wstało ponownie i mam je przed sobą.


Lecz cicho! Co za blask strzelił tam z okna?
Ono jest wschodem, a Sakura jest słońcem!
xD

Tygrys napisał/-a:

Zeszliśmy do najbardziej wysuniętej na wschód części ogrodu, prawie pod sam mur. Zapewne było to najmniej atrakcyjne miejsce w całym ogrodzie.


Brzmi trochę powtórkowo, ale możliwe, ze się czepiam xP.

Tygrys napisał/-a:

Podobnie jak żal nad ranami, które mu zadano, gdy walkę prowadził.


'tę'

Tygrys napisał/-a:

Zamknąłem oczy, lecz nie przestałem widzieć. Teraz patrzyłem na świat oczami małego białego węża, który bezszelestnie kierował się wzdłuż muru do Pałacu Wyższego…


Coś jak czarownice z Pratchetta? O to chodzi? --'

Fortun napisał/-a:

Tygrys napisał/-a:


Na wszelki wypadek odegraliśmy ta cała scenkę w ogrodzie.


"tą"


'tę' xD.

Brakło jednego ogonka i przecinków przed 'by' na upierdliwego xD.

Ogółem nie czułam Naruto i to chyba w sumie zaleta xD. Wyczuwałam za to te dozę infantylności, która czuje zawsze gdy czytam amatorskie fantasy >ja tez nie wiem o co mi chodzi xD<.
Uopowiadanko ma swój styl i nastrój. Pierwsze rozdziały nie zachwycały, ale teraz jest naprawde milutko. Fabuła wciąga, opisy dzialaja na wyobraźnię. Masz masę świetnych pomysłów i chyba chęci żeby to kontynuować tez. To bardzo imponuje mojemu słomianemu zapałowi.
Jak wszystkim, bohaterowie podobają mi się bardzo x>. Trudno nakreslic postaci z mangi czy anime, bo tam jednak wizualna strona ma nam zastąpic obszerne psychologiczne rozkminy wieeeec.
Sasuke miejscami jest rozbrajający, a Sakura jest silna, młoda kunoichi z charakterem, a ja tylko niecierpliwą młodą nastolatką i Twoją kolejną fanką xD.
Ostatnio tak przypadkiem trafiłam na twoje opowiadanie i tak mnie zaciekawiło, że przeczytałam całe od razu, tzn. to, co na razie jest na stronce;) Bardzo mi się podoba. Czekam na następną część, ale jakoś tak się dłuży:p Cierpliwością nie mogę się pochwalić. heh Świetnie piszesz. Po prostu nie można się oderwać. życzę jeszcze wielu pomysłow na kolejne odcinki;)
Hejka misie :*

Napisanie tego rozdziału nastąpiło wyjątkowo szybko. Jakoś tak usiadłam w piątek i sam jakoś powstał acz była to wielce chaotyczna twórczość. W skutek tego tłumy "jurnych mongołów" ganiały po tym fiku. A podejrzany, fanatyczny Fanservice skandował głośno "DAJ MU SZANSE! DAJ MU SZANSE!" i walczył z jakimś cichym głosem z podświadomości bety który próbował przeforsować to "NIE DAWAJ!" XD Kto wygrał bitwę przeczytacie sami. W każdym razie po becie przybyło 2 strony (sic!).

W każdym razie za wspaniałą i nieocenioną bete składam ukłon w stronę nieocenionej Miko-chan :*

Miłego czytania i czekam na komentarze.

Rozdział 13

Przedstawienie


Kiedy widzi się po raz pierwszy Katrię z wachlarzem w dłoni, ubraną w zwiewne, barwne szaty wydaje się ona niczym wyjęta ze snu. Delikatna, niezwykle kobieca, w każdym calu piękna, jest odległym marzeniem, które rozpala męskie serca i wzbudza zazdrość wśród kobiet. A tak naprawdę to tylko maska, jaką musi przywdziać kobieta zmuszona do walki. Walki z przeciwniczką i samą sobą. Bo Pani Wachlarzy nawet, gdy dłonie parzą żywym ogniem, gdy każdy mięsień krzyczy z bólu musi zachować uśmiechniętą i pogodną twarz. Nie wolno jej pokazać jak bardzo strudzona jest walką. Nawet gdy upada musi wyglądać zniewalająco. Nawet w przegranej z pozoru walce musi wykorzystać szanse na innego typu zwycięstwo. Może jej smutne oczy sprawią, że któryś z możnych wyrwie ją z tego nędznego życia, jakie wiodła do tej pory, z osamotnienia, z rozpaczy, z klatki.
W sumie próżne to nadzieje, bo mongolscy władcy u swego boku wolą mieć kobiety silne, nie tylko piękne. Kochają się w zwycięstwach, a gardzą przegranymi.

Kiedy się stoi na arenie czas płynie zdecydowanie innym rytmem. Czasem tak wolno, że każda minuta wydaje się wiecznością, a czasem tak szybko, że wydaje się, iż wszystko trwało jeden krótki oddech.
Zamierają też dźwięki dokoła. Wszystko, co się słyszy to bicie własnego serca i pulsującą w żyłach krew. Każda cząstka ciała, każdy mięsień wyczekuje na sygnał. W końcu Mistrzyni daje znak. Powietrze wiruje, gdy i ona i ja rozkładamy swoje wachlarze. Przedmioty, których przeznaczeniem było kokietować stają się niebezpieczną bronią. Czuję w dłoniach ich ciężar, choć tak naprawdę są przecież bardzo lekkie. Biały materiał zdobiony motywem kwitnących wiśni osadzony na czarnym, hebanowym szkielecie. Pozwalam chakrze kumulować się, po chwili czuję charakterystyczne mrowienie płynące z trzonu. Jestem gotowa. Szybki ruch ręką, prawie niezauważalny dla widzów. Woda tańczy.


Jej atak niemal zaskoczył przeciwniczkę, a przecież nie spuszczała z niej wzroku czekając właśnie na pierwszy ruch Haruno. Kiedy Katria walczy z wodnymi bestiami, Sakura stoi niewzruszenie pogrążona jakby w innym świecie. Odchyla delikatnie głowę i podnosi płynnym ruchem lewą rękę. Woda się burzy i w stronę zdezorientowanej dziewczyny znów lecą szmaragdowe smoki. Kolejna zasłona z ognistego muru. Kłęby pary unoszą się w powietrzu z głośnym syknięciem. Katria szykuje się do kontrataku, ale z kłębów pary już przedzierają się kolejne Chowańce. Sakura jest niewzruszona jak posąg. Tylko wprawne oko może zauważyć delikatne ruchy jej nadgarstków, którymi kontroluje wszystkie ataki. Podczas gdy druga Pani Wachlarzy rozpaczliwie stara się odpierać niebezpieczeństwo. Para zasłania już ją prawie całkowicie.
Przegrała z chwilą, kiedy dała się ponieść emocjom. Za chwilę nastąpi ostatni atak.
Sakura budzi się jakby z głębokiego snu. Jej kocie, taneczne ruchy wprawiają w drganie powietrze. Chakra na wachlarzach niemal iskrzy. Wydaje się przemawiać nie do wody, lecz zamarłej w bezruchu widowni. Dziewczyna każdym gestem szepcze im rozkoszne słowa obietnicy, posyła spojrzenia pełne tajemnicy. Czuję jak powietrze wokół się zagęszcza, jej taniec osiągnął swój cel. Oszołomił przeciwniczkę walczącą z wrogiem, rzucił urok na publiczność. Ostatnie spojrzenie spod półprzymkniętych powiek kieruje w moją stronę. Wiem, że jest dla mnie gdyż widzę w jej oczach swoistego rodzaju satysfakcję. Zielone oczy zdają się mówić: „widzisz mnie, widzisz, kim jestem?”.

Rusza do ostatniego ataku. Wodne stwory tną powietrze ze świstem. Ognista Katria ostatkiem sił odpiera atak przypuszczony na całej długości areny. Zasłona z pary znów ją spowija. Jednocześnie Sakura szybkim ruchem składa wachlarze jakby przedstawienie się skończyło.
- Czemu to zrobiła? – Pyta Soshi. – Przecież jej przeciwniczka jeszcze stoi. Walka się nie skończyła.
- Wręcz przeciwnie, pojedynek się już zakończył – odpowiada czarującym głosem Yuki, która zajęła miejsce w pobliżu nas. Spoglądam na nią kątem oka. I muszę przyznać, że jest dobra. Zauważyła, że w zamieszaniu dwa smoki się odłączyły, że korzystając z zasłony z pary okrążyły nieuważną Panią Wachlarzy. I teraz, gdy ta ponownie rozkłada swoje wachlarze by zaatakować z pozoru bezbronną Haruno błyskawicznie zbliżają się z tyłu. Dwa szybkie ruchy i delikatny materiał wachlarzy zostaje przerwany.
- Co teraz? – Pytam. – Będzie walczyć bez wachlarzy?
- Nie – odpowiada mi zdecydowany głos Hien. – Mimo że teoretycznie jest to możliwe, ba nawet nic nie stoi na przeszkodzie. To między Katriami panuje przekonanie, że utrata wachlarza jest równoznaczna z przegraną. Zresztą ona - znaczy jak jej tam było…
- Korin – wtrąca się Soshi.
- …no właśnie ta cała Korin nie ma już siły.
Jak na potwierdzenie jej słów dziewczyna wykonuje ukłon, przyznając zwycięstwo Sakurze.
Tłum wiwatuje. Twarze możnych pokrywa uśmiech. Są zadowoleni z pojedynku. Już obejrzeli dziś jeden i był schematyczny. Co prawda technicznie niczego sobie, ale nie wzbudził takich emocji jak słodka gra Sakury. Tak różna i niestandardowa od poprzednich widowisk. Dziewczyna, bowiem wydawała się nie tyle walczyć z przeciwniczką, a ile bawić widownię. Wśród aplauzu i gwizdów Sakura podchodzi do nas.

Tłum powoli zaczął się rozchodzić na biesiadę. Zapewne rozmowy o walkach będą tematem przewodnim dzisiejszego wieczoru. Pozostały już tylko cztery zawodniczki. Jutro wieczorem odbędzie się pierwszy półfinał. Mei Chu zmierzy się z Yuki.
Ogień i woda.
Walka między nimi zapowiada się ciekawie. Obdarzona gorącym temperamentem Lisica (że o ciętym języku nie wspomnę) i jakby całkowicie pozbawiona w walce emocji Yuki, niczym lodowa księżniczka, ale jednocześnie doskonała technicznie. Córka legendarnej Pani Wachlarzy, której cel nadal pozostaje niejasny i panna, która jak to zacytuje: „zawsze dostaje to, co chcę, prędzej czy później”.

Gdy tylko znaleźliśmy się w pokoju zrzuciłam buty ze zmęczonych stóp.
- Soshi, Hien jest szansa, że o tej porze „łaźnia” będzie pusta?
- Raczej tak – przyznała jedna z bliźniaczek. – Większość gości jest tak pijana, że pewnie kąpiel weźmie rano albo w ogóle.
- To dobrze, bo ja mam ochotę się wymoczyć.
- Teraz?
- Tak. Jest tak gorąco, że niemal czuję jak się rozpuszczam.
- Zatem chodźmy – powiedziała Soshi.
Leniwie podniosłam się z łóżka. Sasuke podał mi buty.
- O nie! Nie ma mowy żebym założyła je dziś jeszcze raz!
- Twoja wola, Pani – powiedział odrzucając pantofle. – Tylko mi potem nie mów, że mam cię zanieść do pokoju.
- Bez obaw.

Przeciągnęłam się i oparłam głowę o kamienie.
- Długo jeszcze zamierzasz się pluskać? – Zirytowany głos Sasuke dobiegł mnie gdzieś z oddali.
- Nikt ci nie kazał tu zostać. Mogłeś zaczekać w pokoju.
Prychnął:
- O tak i zostawić Cię samą w takim miejscu. Doskonale to koresponduje z moją pracą jako Gardiana. Zwłaszcza, że Soshi i Hien gdzieś przepadły.
- Poszły na ploty. Dobrze się dziś spisały, należy im się. Zresztą powiedziały, że po takiej imprezie najłatwiej o informacje. A przydałoby się dowiedzieć, co nieco…
- Mówisz o Yuki.
- Tak. Dziewczyna mnie intryguje z dwóch powodów. Pierwszy to ten, że nie potrafię określić, czemu bierze udział w Turnieju Kwiatów.
- Przyznaj się, uważasz że ma to związek z jej matką.
Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Widzę, że myślimy podobnie.
- A powód numer dwa?
- Sasuke jaki jest nasz oficjalny powód udziału w turnieju?
- Czemu się pytasz?
- Po prostu odpowiedz na moje pytanie.
- Taki sam jak nieoficjalny. Zdobyć Orchideę.
- Czyli jest to cel, jaki ma prawie każda uczestniczka, prawda?
- No tak.
- Dlaczego zatem Yuki powiedziała, że „powód dla którego biorę udział w tym turnieju jest godny tej farsy”?
Przez chwilę panowało milczenie.
- Dobre pytanie. Masz jakieś przypuszczenia?
Westchnęłam ciężko. Chwyciłam miękki ręcznik leżący na skalnej ławce i wyszłam z kąpieli. Okręciłam się nim dokładnie. Jest tak długi, że sięga mi niemal do kostek, prawie jak sukienka, pomyślałam. Drugim mniejszym wytarłam włosy i ramiona.
- Sakura? – Twarz Sasuke wyłoniła się zza drzwi, lecz natychmiast zniknęła ponownie. Gdybym go nie znała pomyślałabym pewnie, że widok mnie w ręczniku go speszył. Rozejrzałam się w poszukiwaniu ubrań, które wzięły ze sobą bliźniaczki, ale nigdzie ich nie zauważyłam. Doszłam do wniosku, że musiały zostać w przedsionku.
- Sasuke możesz mi podać szlafrok? Powinien gdzieś być koło ciebie.
- Podałbym Ci, ale tu nic takiego nie ma – usłyszałam zirytowany głos po chwili.
Weszłam do pomieszczenia i ze zdziwieniem stwierdziłam, że mówił prawdę, a dałabym sobie głowę uciąć, że widziałam jak bliźniaczka go tu kładła.
- No pięknie –powiedziałam na głos. – Tak się spieszyły, że musiały go wziąć ze sobą.
Sasuke westchnął i bez słowa podał mi swoją czarną wierzchnią szatę.
- Narzuć to na siebie, lepsze to zawsze niż paradowanie w samym ręczniku.
- Dzięki.
Ubranie przesycone było ciężkim zapachem piżma i drzewa sandałowego. Kolejny punkt mistyfikacji. Żaden ninja nie pozwoliłby sobie na używanie pachnideł, których zapach można wyczuć w promieniu kilometra.
- Wiem, że strasznie jedzie, ale musisz to przeboleć – rzucił w moją stronę – nie rób, więc takiej skrzywdzonej miny.

Jej radosny śmiech rozprysnął się po całym pomieszczeniu.
- Nie. To nie to. Zresztą pasuje do ciebie, o zapachu mówię.
Zarzuciła sobie ubranie na ramiona. Jej jasna cera wydała się jeszcze bielsza w kontraście z czernią szaty.
- Aha. Wracając do tematu… Sądzisz, że wie?
- Wątpię. Myślę, że chodzi o coś innego. Pytanie, o co?
Wzruszyłem ramionami, lecz dobrze wiedziałem, że nie można zostawić tej sprawy ot tak sobie, bo może nas to kosztować życie.
- Wracajmy już – usłyszałem głos Sakury. – Chce się położyć.
Bezceremonialnie ruszyła w stronę korytarza prowadzącego do pałacu. Jakby była to czynność codzienna wykonywana od wielu lat. Jej drobne, bose stopy pozostawiały mokry ślad na marmurowej posadzce. Bez słowa wiozłem ją na ręce i po raz kolejny zdziwiło mnie jak bardzo jest lekka. Jej zdziwiona i po trochu rozbawiona twarz mierzyła mnie wzrokiem.
- Ej, przecież nie prosiłam o to – powiedziała, ale jednocześnie objęła mnie rękoma za szyje.
- Gdybyś poprosiła nawet bym nie ruszył palcem. Nie chcę stracić formy. To zupełnie jak bieganie z workiem piasku po schodach.
Tylko, że worek z piaskiem nie szczypie cię w takich momentach w ucho.
- Jesteś zupełnie pozbawiony taktu, panie Uchiha. Ciekawe czy jak będziesz żonę przenosił przez próg też będziesz ją porównywał do worka – rzuciła kąśliwie.
- Jakoś nie widzę powodu, czemu miałoby cię to martwić.
- W sumie racja – odpowiedziała beznamiętnie.
Resztę drogi pokonaliśmy w milczeniu. W końcu dotarłem do drzwi naszego pokoju. Postawiłem ją przed nimi. Blade światło księżyca oświetlało jej jasną twarz. Wydawała mi się dziwnie zmieniona, jakby zagościł na niej smutek, ale to raczej objaw zmęczenia.
- Nie wchodzisz? – Raczej stwierdziła niż spytała.
- Za chwilę. Mam coś do załatwienia.
- Zatem dobranoc.
Zniknęła za ciężkimi drzwiami. W samą porę, bo po dziedzińcu przemknął właśnie cień. Smukła postać w krwistoczerwonej szacie. Mei Chu…

Słyszę jego kroki, gdy pośpiesznie odchodzi. Nie zamierzam za nim iść. Wiem, że nie zrobi żadnej głupoty. W przeciwieństwie do mnie nie trzeba przypominać mu o priorytetach. Kieruję się do swojego pokoju. W półmroku odszukuję nocną szatę i od razu zamieniam ją miejscami z ręcznikiem. Rozczesuję włosy. I padam na łóżko.
- Soshi i Hien już tu dzisiaj nie wrócą… Sasuke gdzieś poszedł… Jesteś sama, Sakura, wykorzystaj to żeby się przespać.

Nocny chłód wpływa przez otwarte okno. Budzi mnie jakiś szmer. Nad sobą widzę twarz Sasuke. Wydaje mi się taka jakaś odmieniona jakby nie należała do niego. Twarz osoby stęsknionej za drugim człowiekiem.
- Sa…
Zatyka mi dłonią usta. Jego onyksowe oczy hipnotyzują mnie i każą mi patrzeć gdzieś w okno. Zauważam delikatny ruch z prawej strony. Ninja, przemyka mi przez myśl. Wynajęli jakiegoś shnobi? Nie mogę tego stwierdzić tak od razu, ale jedno jest pewne, jesteśmy obserwowani. To akurat mnie nie dziwi. Wiedziałam, że nasz udział w Turnieju budził od początku zastrzeżenia. Bardziej dziwne jest to, co w tym momencie robi Uchiha. Czemu do cholery mnie przytula? Nie mówcie mi, że się upił?! Nie, zaraz, nie czuć od niego alkoholu. Wie, że jesteśmy obserwowani, musi wiedzieć! Sam mi przecież to pokazał. Jego usta kryją się w moich rozpuszczonych włosach i wtedy słyszę jego szept.
- Tylko sobie nie myśl. Chyba już wiem, co to za „powód”, o którym mówiła Yuki.
- I on Ci się każe do mnie kleić – odpowiadam, bo cała sytuacja wygląda, co najmniej jednoznacznie, jednocześnie podejmuję grę obejmując go rękoma.
- Cóż jakby nie patrzeć to tak. Obawiam się również, że korzystne jest dla nas utwierdzić ich w przekonaniu, że ów powód jest tym, który zadecydował o naszym udziale w Turnieju.
Oczywiście to normalna strategia, podsuwa się fałszywy trop, żeby odwrócić uwagę od prawdziwego. Tylko, co to do licha ma wspólnego z tym, co właśnie się dzieje. Trwamy w tym uścisku przez jakiś czas. Czuję ciepło bijące od jego skóry. Kto by pomyślał, że ten zimny człowiek emanuje taką temperaturą?
- Sakura?
- Słucham?
- Myślę że już czas na finał przedstawienia. Rano Ci wyjaśnię jak nadarzy się okazja, więc się za bardzo nie bulwersuj i wczuj trochę w rolę…
Odsuwa mnie delikatnie od siebie. Dłonią delikatnie ujmuje mój podbródek. Przez chwilę, która zdaje się trwać nieskończenie długo oczy czarne jak turmalin, błądzą po mojej twarzy. Jego usta zbliżają się do mnie niebezpiecznie by zatrzymać się zaledwie kilka centymetrów od moich. W jego oczach dostrzegam pewnego rodzaju rozbawienie i jakieś tajemnicze błyski. Coś na kształt wyzwania. Po raz kolejny tej nocy daję się wciągnąć w tę grę. Sama pokonuję pozostałą drogę do jego ust i pieczętuję je pocałunkiem.


Pocałunek był taki, jaki miał być. Delikatny niemal płochliwy, pocałunek kochanków obawiających się przyłapania. Niemogących pozwolić sobie na żadną inną czułość. Był też jednocześnie niespodziewanie słodki. Czy tak smakuje Sakura?
W każdym razie dziewczyna załapała, o co mi chodzi. Gorzej, że jeśli nie znajdę sposobności żeby się z tego jutro wytłumaczyć może się skończyć na brutalnym pobiciu…
Przedstawienie skończyło się. Delikatnie odsunąłem ją od siebie, kątem oka obserwując jednocześnie złowrogi cień za oknem. Bez słów, bez szeptów opuściłem pokój mojej Katri. Sakura odprowadziła mnie stęsknionym spojrzeniem, w którym jednak dostrzegłem ostrzeżenie. Powoli zamknąłem drzwi i udałem się do swojej kwatery. Musiałem przemyśleć kilka spraw, a noc nie trwała przecież wiecznie.

Nigdy bym nie przypuszczał, że kobieca zazdrość może być tak pomocna. Kiedy znalazłem się u siebie, wyszperałem z kieszeni krótki liścik od Lisicy, ten sam, który doręczono mi dziś rano.
„O północy w ogrodzie. Przyjdź albo wyjawię twój sekret.” – tak brzmiał napis na papierze. Domyślałem się, że to jakiś rodzaj prowokacji jednak na wszelki wypadek należało to sprawdzić i w razie czego pozbyć się zagrożenia po cichu. Nie zamierzałem mieszać w to Sakury. Powinna skoncentrować się na walkach. Mimo iż odkryłem już gdzie przechowywana jest Orchidea to o wiele lepiej i mniej kłopotliwie byłoby zdobyć ją w uczciwym pojedynku niż przekradać się korytarzem, który broniło 25 ludzi uzbrojonych po zęby. Do komnaty ze skarbem prowadziło wąskie, proste przejście. Jak zdołałem stwierdzić w oparciu o klika moich „wężowych” misji dywersyjnych w tym ostatniej dzisiejszego wieczoru podczas pierwszej walki Pań Wachlarzy, było jedyną drogą prowadzącą do skarbca. Hol miał długość około 10 metrów, na której w równych odstępach po obu stronach rozstawiono zbrojnych strażników. Prześliźniecie się niezauważenie przez ten ludzki mur było praktycznie niemożliwe. Wystarczy, aby choć jeden podniósł alarm, a miałbym na głowie całe wojsko chana stacjonujące w mieście. Dlatego też tak liczyłem na to, iż uda się nam zdobyć klejnot podczas normalnych rozgrywek.

Tego, że to Mei Chu wysłała mi wiadomość domyślałem się od początku. Dziewczyna zaczynała mi już poważnie działać na nerwy. Kobieta powinna wiedzieć, kiedy wzbudza zainteresowanie u faceta, a kiedy po prostu nie. Ta jednak chyba miał zbyt wygórowane mniemanie o sobie, bo za nic nie chciała sobie odpuścić. W każdym razie delikatnie ją ostrzegłem, żeby jej przez myśl nie przeszło nastawanie na życie mojej Pani Wachlarzy, bo nie skończy się to dla niej za dobrze. Zwłaszcza, że Soshi i Hien zdobyły kilka ciekawych informacji na jej temat, które mogłem wykorzystać jako argumenty (na przykład dziwnym trafem Katria uważana za jej największą konkurencję, rozchorowała się nagle po 2 dniach od wizyty Lisicy). Nie zamierzałem bawić się dłużej w jej gierki. Wycofywałem się już do pałacu, kiedy usłyszałem:
- Jednak to prawda…
- Prawda?
- Że ty i ta twoja Katria…
Zatrzymałem się. Gdyż już po raz drugi dziś wpadło mi w ucho stwierdzenie „on i jego Katria”.
- Co zamierzasz powiedzieć Pani Mei Chu?
Dziewczyna pomyślała, że ugodziła w czuły punkt. Zbliżyła się do mnie.
- Nie udawaj głupiego. Sprawdziłam was. Wiem wszystko!
- „Wszystko” to pojęcia bardzo abstrakcyjne i rozległe, Pani – odpowiedziałem.
Zaśmiała się, a mnie aż ciarki przeszły po plecach od tego śmiechu tyle w nim było jadu.
- Przedstawię Ci, zatem moje „wszystko” Sasuke Uchiha, a może raczej Sasuke Kurosami.
Zmarszczyłem brwi. Co jak co, ale nazwiska swojego nie zmieniłem, z rozkazu Tsunade zresztą. Nie do końca rozumiałem, czemu kazała mi pozostawić jakby nie patrzeć słynne w Kraju Ognia nazwisko shnobi, wysyłając mnie i Sakurę w tego typu misję. Katria przyglądała mi się przenikliwym spojrzeniem, widać znajdując w mojej minie potwierdzenie własnych przypuszczeń. Zamierzałem dowiedzieć się czegoś więcej o tym „wszystkim”.
- I to wszystko? – Spytałem prowokująco. – Po to ganiasz mnie po nocach?
Odwróciłem się ponownie na pięcie czekając aż posunie się dalej. I nie pomyliłem się w przypuszczeniach:
- Wiem o wiele więcej niż ci się wydaje. O umowie z władcą Kraju Ognia i o twojej osobistej nagrodzie, jeśli uda Wam się zdobyć Orchideę.
Moje milczenie tylko zachęcało ja do mówienia. Bogowie, co za naiwna kobieta.
- Czy naprawdę wydawało Ci się ze zdołacie to ukryć? Może przed nimi tak, ale ja mam swoje źródła.
O tak i większość z nich ma początek w twoim łóżku jak sądzę, pomyślałem złośliwe.
- Nie widzę nic dziwnego w tym, że nagrodzą mnie, jeśli mojej Katri uda się zdobyć tak pożądaną przez mojego Pana nagrodę. To chyba naturalne – zakpiłem.
- Może tak, może i nie. Tylko twoją nagrodą jest ta dziewczyna, nieprawdaż? - Widząc moją zbaraniałą szczerze minę, roześmiała się. – O tak, ta Twoja Sakura. Słodka, mała zakładniczka, która miała stać się kolejną przekąską dla tego waszego władcy. I wasal jego wysokości, wierny żołnierz w jego armii, który jej pragnie bardziej niż cokolwiek innego, a nie może jej nawet dotknąć. Jakie to smutne… Na Twoje szczęście jego wysokość ma teraz inną zabawkę i to jej zachcianki spełnia. Ale dziewczyna chce coś, co jest nieosiągalne i nawet ten spasiony gbur nie jest na tyle głupi by wywołać wojnę dla zachcianek jakiejś spódniczki.
Uśmiechnąłem się pod nosem. W końcu zrozumiałem, o co chodziło Hokage. Tsunade ty podstępne babsko… Mei Chu kontynuowała swoje opowieść:
- Jedyny sposób to zdobyć nagrodę legalnie i w pełni oficjalnie. Taka okazja może się więcej nie powtórzyć. Proponujesz zatem Władcy układ, wiedząc, że panna Sakura zna Taniec Katri. Swoja drogą, kto by pomyślał, że uczennica Kutetsu zabłąka się do Kraju Ognia? Zdobędziecie Orchideę, a w zamian on odda Ci dziewczynę i wszyscy będą szczęśliwi. Misja szalona, szanse powodzenia nikłe, ale przecież zawsze to jakaś nadzieja.
- Zadziwiasz mnie Pani. Rzeczywiście dużo wiesz., ale…
- …ale?
- Nie rozumiem jak mogłabyś mi zaszkodzić tą wiedzą? Sakura jest panną, nawet, jeśli na swój sposób jest „zakładniczką i stanowi własność mojego Pana” nie ma przeszkód by brała udział w Turnieju. A jej uczucia, moje uczucia nie mają tu nic do rzeczy…
Mei Chu ponownie wybuchła śmiechem, który dziwnie szpecił jej piękną twarz.
- Co niektórym możnym może się nie spodobać, że twoja panna nie jest do wzięcia, nie sadzisz? Jakby nie patrzeć to całkiem ładna dziewczyna.
Zmarszczyłem brwi.
- Sakura póki co stanowi własność Kraju Ognia, zatem każde „oświadczyny” muszą być skierowane do Seniora. A on nie wyda zgody. Co do samozwańczych amantów, to sam się nimi zajmę… - ściszyłem złowrogo głos.
- Całkiem logiczne podejście, ale ma jeden defekt.
- Mianowicie? – Spytałem szczerze zainteresowany.
- Powiedzmy, że twoją dziewczyną zainteresuje się Chan. Powiedzmy, iż na tyle przypadnie mu do gustu, że postanowi ją zatrzymać. Skoro twój Dono chce mieć Orchidee to mu ją da, za dziewczynę. A nagrodę po prostu zmieni.
Nie jest taka głupia jak myślałem, przyznałem w duchu. Ta mała intrygantka całkiem dobrze zna się na polityce. Przywołałem na twarz niebezpieczny grymas. Mei Chu zmrużyła oczy.
- Już późno Sasuke-san. Jutro, a raczej dziś pierwszy półfinał. Dobranoc – to powiedziawszy obróciła się na pięcie i ruszyła.
-Mei Chu jeśli tylko ruszysz palcem to…
- O to się nie martw. Aż tak daleko nie sięgają moje wpływy. Chociaż kto wie jak ułożą się gwiazdy. Los bywa przewrotny prawda…

Przez chwilę stałem w bezruchu starając się przeanalizować wszystko jeszcze raz.
Gdzieś z boku doszedł mnie stłumiony oddech. Znów jesteśmy obserwowani. Wygląda na to, że cały pałac już wie o wiadomych pogłoskach i teraz wszyscy łapią jakąś sensacje. Z drugiej strony była to wiadomość zbyt nieoficjalna i na dobrą sprawę nikt przecież nie mógł powiedzieć Katri, kogo ma kochać ani jej tego zakazać. Póki dziewczyna nie była formalnie związana z jakimś mężczyzną mogła uczestniczyć w Turnieju. Brano w nim zresztą udział z głupszych powodów.
Utrzymanie tej wersji było, więc całkiem na rękę, gdyż dawało fałszywy trop i kierowało uwagę obserwujących w inną stronę. Co innego nieszczęśliwi kochankowie, a co innego ninja z misją kradzieży, nasłani przez obce mocarstwo. W drodze do pokoju obmyśliłem szybki zarys planu. Liczyłem na to, że będziemy obserwowani i na szczęście było tak jak przewidywałem. Chanem póki, co się nie przejmowałem. Nie zauważyłem by jakoś szczególnie zwracał uwagę na Sakurę.

Akcja przebiegła planowo i bez zakłóceń, Haruno się spisała. Szpieg musiał być zadowolony. Pewnie pomyślał, że moja rozmowa z Mei Chu ożywiła tak skrzętnie ukrywane uczucia i korzystając z nieobecności służących spróbuje, choć trochę nasycić się bliskością ukochanej kobiety zwłaszcza, że zawisło nad nami widmo niewidzialnej groźby.
Spaliłem liścik w ogniu świecy, po czym ją zgasiłem i ułożyłem się do snu.
- Boże, Naruto mnie chyba zabije jak się dowie – zdążyłem jeszcze powiedzieć do samego siebie nim w końcu zasnąłem.


Obudziło mnie jaskrawe, poranne słońce nagrzewające już powietrze w pokoju. Chaotyczne myśli przewijały się w mojej głowie. Co się wczoraj stało, co to za dziwny sen? Sasuke, który nagle przychodzi do mojego pokoju, który mnie całuję…
Potrząsnęłam rozczochraną głową. To sen. To tylko głupi sen.
Drzwi się otworzyły się:
- Dzień dobry Sakura-san –przywitała mnie wesoło Hien. – Czas na kąpiel, a potem śniadanie. Mamy piękny poranek. Udało się nam zdobyć kilka ciekawych informacji.
Pozwoliłam się zaprowadzić za rękę jak dziecko do pokoju wspólnego. Przy drewnianym stoliku, sącząc brunatny napój siedział Sasuke.
- Dzień dobry, Pani – przywitał mnie z cynicznym uśmiechem i to wystarczyło, już wiedziałam, że wszystko, co wydarzyło się w nocy było prawdą…Nie wymieniliśmy ze sobą jednak ani słowa więcej, gdyż roześmiane bliźniaczki pociągnęły mnie już do łaźni.

Zanurzyłam się w wodzie po szyję, ale najchętniej zanurzyłabym się tak żeby zniknąć całkowicie pod powierzchnia wody. Starałam się wszystko jeszcze raz przemyśleć. Dobra, Sasuke coś odkrył. To odkrycie każe zachowywać mu się cokolwiek dla niego irracjonalnie i tym samym okazywać mi czułości godne zakochanego Don Juana. Powiedział, że wyjawi mi powód swojego zachowania rano o ile dobrze pamiętam. Zatem zanim go zabiję to dam mu szansę żeby to zrobił.
Pocałunek…
Jaki był ten pocałunek, czy coś, co dwie osoby udają można w ogóle tak nazwać?
- Sakura-san, co się stało? Wydajesz się przygnębiona – głos Hien wyrwał mnie z zadumy.
- Nic. Miałam dziś bardzo nierealny sen.
- Zatem nie ma się czym przejmować – odpowiedziała ze śmiechem Soshi, która pojawiła się nie wiadomo skąd obok siostry.
- Cóż zapewne masz rację – przyznałam.

- Sakura-san – powitał mnie dźwięczny głos Yuki. Była w towarzystwie dwóch kobiet, które musiały pełnić rolę taką samą jak moje bliźniaczki. Były jednak o wiele starsze i zdecydowanie traktowały swoją Katrie z większą rezerwą. W każdym razie nie wydawały się tak spoufalone jak te moje dwie wariatki.
- Witaj Yuki. Dziś twoja walka z Mei Chu jak samopoczucie?
- Nie narzekam, choć z pewnością jest jak do tej pory przeciwniczką, z którą najbardziej muszę się liczyć.
Cóż jakby nie patrzeć miała rację. Co by nie mówić o tej harpii to, jeśli chodzi o władanie ogniem znała się na tym doskonale.
- Sakura-san, ja zamierzam wygrać ten pojedynek.
Przyjrzałam się jej. Niezwykłe szafirowe oczy przepełniało takie zawzięcie i determinacja, że nie miałam wątpliwości, że mówi prawdę.
- Yuki, dlaczego walczysz? Czego tak naprawdę chcesz?
Dziewczyna przyglądała mi się badawczo, po czym nachyliła się i szeptem słyszalnym tylko dla mnie powiedziała:
- Zemsty.
Nie powiem żeby mnie to zaskoczyło, przypuszczałam, że jej powód uczestniczenia w tym wszystkim zasadniczo różni się od innych.
- Yuki, przejdźmy się.
Bliźniaczki i garderobiane młodziutkiej Katri od razu się poruszyły.
- Same – dodałam wyraźnie.

Przemierzałyśmy zielone alejki w ciszy. W końcu powiedziałam.
- Chcesz pomścić matkę, prawda?
- Tak – odpowiedziała cicho.
- I żeby tego dokonać zamierzasz wygrać turniej?
- Upokorzono ją, wygnano – jej głos nabrał na ostrości. – Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo cierpiała odsunięta od tego wszystkiego, co się jej przecież prawnie należało. Usychała jak kwiat pozbawiony słońca płacąc za to, że zawierzyła miłości. Ja jestem owocem jej upodlenia, a jednak nigdy nie powiedziała mi złego słowa. Była mi troskliwą i kochającą matką, chociaż to ja byłam powodem, przez który musiała opuścić dwór…
- Yuki, wiesz, kto jest twoim ojcem?
- Nie i zapewne nigdy się tego nie dowiem. Nie obchodzi mnie to zresztą. Co to za ojciec, który pozwala by jego własne dziecko nie znało nawet jego twarzy?!
Znów zapanowało między nami milczenie. Pomyślałam jak smutne musiała wieść życie ta dziewczyna uwięziona pomiędzy niespełnionymi marzeniami matki.
- Wiesz Sakura-san, dziś rano złożono mi propozycję małżeństwa. Jeśli wygram pojedynek z Mei Chu lord Gelfard mnie poślubi.
- To dobra propozycja, ale czy tego pragniesz? Wyjść za mąż bez miłości?
Nasze oczy się spotkały. Jej spojrzenie było chłodne i smutne, tak nie powinna patrzeć młoda dziewczyna.
- Ja nie wierzę w miłość, Sakura-san. W świecie Katri nie ma miejsca na uczucia. Tutaj jak zauważyłaś rządzą intrygi i układy. Jeśli się pokocha wszystko się traci…
Świat Katri tak bardzo przypominał świat shnobi. Tam również nie było miejsca na uczucia. Przynajmniej tak nam zawsze mówiono. Tylko że człowiek nie może się tego wszystkiego tak po prostu wyzbyć…
- Yuki, ja nie zamierzam przegrać.
- Wiem, dlatego to właśnie z tobą chciałbym się zmierzyć w ostatnim pojedynku. Nie przegraj swojej walki, bo i ja nie przegram.


Kiedy Soshi i Hien zniknęły z naczyniami, w końcu objaśniłem Sakurze wszystko, co odkryłem. Nie mniej jej marsowa mina nie zapowiadała, że jest zadowolona z rozwoju sytuacji.
- Rozumiem zatem, że będziemy trzymać się tej wersji.
- Tak. Choć nie martw się, jako że jesteśmy, gdzie jesteśmy i że raczej nie obnosimy się za bardzo z tym, co nas łączy nie będę cię napadła na każdym kroku.
Boleśnie szturchnęła mnie w ramię.
- Ciebie to ewidentnie bawi. Jesteś okropny!
- Tak, tak, ale nie zapominaj, że za to mnie przecież „kochasz” – złapałem jej rękę zamachującą się by zadać mi kolejnego kuksańca i złożyłem na jej dłoń pocałunek – Pani…
Zaczynałem czerpać pewnego rodzaju przyjemność obserwując jej zagniewaną twarz. Czas bardzo nas odmienił i ją i mnie. Dawniej nie miałaby nic przeciwko temu bym ją obejmował czy coś. Dziś prycha niczym kotka, gotowa za każdy nierozważny ruch wbić mi pazury prosto w serce. Puściłem jej rękę, gdyż na korytarzu rozległy się szmery i śmiechy. To Soshi i Hien wracały. Jeśli ten cały mój związek z Sakura miał wyglądać autentycznie to nie powinniśmy zbytnio się z tym obnosić, gdyż mogłoby to wywołać odwrotny skutek niż zamierzałem osiągnąć.

Jadeitowe oczy Sakury spoglądały gdzieś w dal za okno. Znów wydawała się tak odległa. Wróciłem myślami do mojej ostatniej rozmowy z Cerio i do tego, co mi wtedy powiedział. Zastanawiałem się czy kiedykolwiek przyjmę to wszystko do wiadomości. Jakoś nie potrafiłem w to uwierzyć. Z drugiej strony Haruno wrócił taka odmieniona…
Drzwi otwarły się gwałtownie, a w progu stał bogato odziany dworzanin. Skłonił się jednak nie na tyle nisko by uznać nasze pozycje w hierarchii za wyższe od jego.
- Sakura-san, Sasuke-san.
- Panie – Haruno delikatnie skinęła głową.
- Mój pan przesyła Ci Pani zaproszenie – powiedział podając zapieczętowany liścik Sakurze. Ta wdzięcznie odebrała i zerwała pieczęć, która podniosła mi ciśnienie. Szybko przeczytała wiadomość, po czym z czarującym uśmiechem powiedziała:
- Przekaż jego wysokości, że to dla mnie zaszczyt i z przyjemnością przyjmuję zaproszenie.
- Będzie jak każesz, Pani – powiedział i zniknął równie szybko jak się pojawił.
- Soshi, Hien nie wiem jak to zrobicie, ale dziś wieczorem musicie przejść same siebie.
- Sakura-san?
- Dziś wieczorem walkę Katri będę oglądać u boku Chana…
Musze powiedziec ze z naruto oprocz imion i zgryzliwosci Sasa nie ma w tym ficku prawie nic. Jedak nie jest to w najmniejszym stopniu wada, stworzylas odmienna fantastyczna historie z naprawde swietnym klimatem i wciagajaca akcja.
Caly motyw z pocalunkiem jak dla mnie troszeczke naciagany : ) Ale za to mysl: "Boże, Naruto mnie chyba zabije jak się dowie " wywola u mnie serdeczny usmiech, troszke mi go tutaj brakuje : )

Powodzenia i czekam na kolejne party : )
KAKASHI: No, you don't get it, thats why I'm telling you. You think you get it, which isn't the same as actually getting it. Get it?
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

phpBB & Przemo © 2003 phpBB Group
SenpuuSociety version by Sev © 2009