»konohaSENPUU »gantzSENPUU »hetaliaSENPUU »forumSENPUU
»Konto premium - kliknij, by dowiedzieć się więcej.


Odpowiedz Poprzedni temat «» Następny temat

Right in Two

Wiadomość
Dawno nic nowego nie napisałam a w sumie jest to pierwsze opowiadanie które wrzucę na forum. Chciałam się pobawić narracją. Od was zależy czy będą się tu pojawiać kolejne cześć. miłego czytania.
Mogą być literówki, nie bijcie ^^'

Prolog

Uderzenie spadło na nią szybko niczym błysk na pochmurnym niebie. Wyrzuciło ją za krawędź urwiska tak daleko ze nie była w stanie się niczego złapać. Zresztą pytanie czy naprawdę chciała? Przez chwile jeszcze łudziła się nadzieją ze może wyciągnie ku niej ręce by ją uratować, ze uczyni choć gest który powie jej: „nie odchodź”…ale nie było nic. Tylko na chwilę zimne czarne oczy zaszczyciły ją spojrzeniem. W tych oczach nie było nic, nic prócz pogardy.
Zamknęła oczy, bezwolnie godząc się z losem. Czuła tą bezgraniczną pustkę pod sobą i nie wiedzieć czemu chciała się w niej zatopić.
Potem było szarpnięcie, ktoś krzyknął. Poczuła uderzenie o skałę i czyjś ciepły uścisk na swej ręce. Ktoś postanowił za nią że będzie żyć.
- Już dobrze, mam cię…
W ostatnim przypływie świadomości podniosła oczy i spojrzała na zatroskaną twarz tuż nad jej własną.
- Naruto…- wyszeptała po czym pozwoliła by ogarnęła ją ciemność.

Siedziała w pokoju pogrążonym w mroku. Wspomnienie wydarzeń sprzed miesiąca wciąż tkwiło w jej sercu niczym okrutna drzazga. Zastanawiała się czemu tak jest. Przecież się udało. Wrócili. Wszyscy. Nawet Sasuke, nawet on jest z powrotem. Tylko że jakaś część jej już nie powróciła.
Spojrzała na zegarek, prawie ósma. To już czas, pomyślała. W kącie stal przygotowany niewielki bagaż. Nieporównywalnie mały w porównaniu z tym na ile miała odejść. Wstała. Wzięła plecak. Jeszcze tylko jedno przelotne spojrzenie na wspólne zdjęcie. Wyszła.

- Jesteś pewna? – głos Tsunade był jakiś taki ciepły- wiesz ze możesz się rozmyślić? Jeszcze jest..
- Jestem pewna – Sakura podniosła spojrzenie swoich zielonych oczu na hokage.
- Rozumiem…
-Masz wszystko? – odezwała się Shizune za fotela swojej mentorki – Jeśli jeszcze czegoś potrzebujesz powiedz.
Sakura przecząco pokręciła głową.
- Nie mam wszystko , dziękuje.
Tsunade westchnęła. Nie sądziła że rozstanie z tą młodą dziewczyną przyjdzie jej tak trudno.
-Zatem mogę życzyć ci tylko bezpiecznej drogi.
- Dziękuje i dowidzenia – lekki uśmiech, jakby wymuszony przez chwilkę zawitał na jej twarzy. Podniosła z podłogi niewielki tobołek i ruszyła ku drzwiom.
- Sakura…
Odwróciła się pod wpływem impulsu na dźwięk swojego imienia choć wcale nie zamierzała tego robić.
-Gdy tylko to wszystko dobiegnie końca. Wracaj do nas szybko. Wracaj do domu…
- Dobrze – powiedział i zniknęła za wielkimi dębowymi drzwiami.
Tsunade i Shizune siedziały przez chwilę jeszcze w milczeniu. Jakby dopiero przyzwyczajając się do myśli o jej zniknięciu.
- Tak niewiele ze sobą wzięła…-powiedziała Shizune a głos jej drżał.
- Wydaje mi się ze bagaż z którym odjeżdża jest o wiele cięższy – powiedziała Tsunade i obie wiedziały ze nie mówi o plecaku.

Ciemność korytarza snuła się niczym kot ocierający się o nogi. Szła spokojnie, nie bała się. Trzymała się myśli że już nie ma niczego do stracenia. Zauważyła go ale nie zmieniła tempa. Tylko kiwniecie głową pokazało że go widzi i ze jest gotowa. Spojrzał na nią i po raz pierwszy od powrotu do Konohy poczuła ze patrzy ktoś na nią bez współczucia. Kojący chłód spojrzenia wyrwał ją z marazmu w którym trwała przez ostatni miesiąc.
Przybysz nie rzekłszy ani słowa odwrócił się i ruszył w kierunku wyjścia. Podążyła za nim. Gdy wyszli za bramę osady. Sakurze zdało się ze cały ten mrok nocy zostaje za nią. Co zatem było przed nią? Nie potrafiła tego określić. Ale wiedziała ze coś się skończyło i coś się właśnie zaczyna. Coś lepszego? Coś gorszego? Nie wiadomo, ale zaczyna się właśnie w tej chwili. Właśnie teraz…

Rozdział 1
Zapach wiśni



Wiatr kołysał czubkami drzew nucąc im jakaś wesołą melodie. Nadchodziła wiosna. Ogrody Artum wciąż były uśpione zimowym snem, ale na większości drzewek pojawiły się młode pączki. Pokochałam to miejsce, od kiedy ujrzałam je po raz pierwszy dwa lata temu. Już wtedy wiedziałam ze będzie to mój azyl, moje miejsce. Nie pamiętam ile razy tu przychodziłam, gdy głębiona rozpaczą czy smutkiem potrzebowałam ciszy i samotności. To miejsce ratowało moją dusze przed śmiercią. Zabrzmi to bardzo patetycznie, ale tak było. Dziś byłam tu po raz ostatni. Wiedziałam że prawdopodobnie już nigdy nie ujrzę tego miejsca, dlatego starałam się chłonąć jego siłę i spokój. To wszystko było mi tak potrzebne teraz, kiedy znów miało się zmienić całe moje życie. Położyłam się na białej, marmurowej ławce i słuchałam jak ten mały świat żyje swoim własnym życiem. Nie wiem czy minęła godzina czy dziesięć minut czy jeszcze inna miara czasu, gdy na kamiennej ścieżce usłyszałam znajome kroki. Zatrzymał się naprzeciw mnie i westchnął.
- Śpiąca Królewno zapuścisz korzenie lub dostaniesz wilka, niepotrzebne skreślić jak będziesz tyle tu siedzieć – usłyszałam.
Roześmiałam się i odwróciłam twarz w stronę Cerio.
- Oj Cerio i jak tu dziewczyna ma złapać sobie księcia z bajki jak nie dasz nawet jej zasnąć na sto lat.
Zrobił minę pokazująca jak bardzo był dumny ze swego czynu, po czym podszedł bliżej i powiedział cicho.
- Niedługo wyruszasz – jego głos zabrzmiał jak pytanie i zrobiło mu się smutno gdyż zarówno on jak i ja wiedzieliśmy, że jest tylko jedna bolesna odpowiedź.
- Tak
Zrobił minę zbitego psiaka. Często mu tak się zderzało, gdy coś mu się nie udawało lub tłumił irytację. Wyglądał wtedy jak mały chłopczyk niezgadzający się z wolą rodziców.
- Nie martw się, już idę. Nie dostaniesz ochrzanu za spóźnienie ostatniego dnia niańczenia mnie – próbowałam go rozśmieszyć, ale on zamiast się roześmiać tylko patrzył na nie tymi swoimi brązowymi oczami.
- Ech Sakura, Sakura…
-Słucham – spytałam robiąc minę niewinnej dziewczynki.
-Do wymarszu jeszcze trzydzieści minut – powiedział. Spojrzał na mnie, po czym dodał z uśmiechem: – Czyli można jeszcze kwadransik sobie poobserwować chmury…
- Cerio…
- Oj posuń się, ławki starczy dla dwojga
Ze śmiechem ustąpiłam mu kawałek miejsca.



Naruto pałaszował trzecią z kolei porcje Ramenu a ja ze zgrozą stwierdziłem ze pewnie byłby w stanie zjeść jeszcze ze trzy. Ten chłopak miał żołądek bardziej pojemny niż skład broni Ten Ten. Nagle odwrócił wzrok i spojrzał na mnie spod łba.
- Co jest młotku? – spytałem.
- Sasuke... – wycedził.
- Co?
- Będziesz to jadł? – powiedział wskazując na moją nietknięta miskę rosołu.
-…
- Dzięki – powiedział i zaczął ją pochłaniać jak tylko mu ja podałem.
- Nie ma, za co i tak straciłem apetyt patrząc na ciebie – powiedziałem, położyłem pieniądze i ruszyłem do wyjścia.
- Ej Sasuke zaczekaj na mnie! – usłyszałem jeszcze za sobą.
Ruszyłem przed siebie sam nie wiedząc gdzie prowadzą mnie nogi. Wydawało mi się, że chodzę bez celu i nie wiem sam, czemu znów znalazłem się w tym miejscu.
Pusta uliczka, kamienna ławeczka i drzewo wiśni tuż przede mną. Przyglądałem się przez chwilę, choć nie znajdowałem w tym drzewie nic godnego mojego zainteresowania. Chciałem już odejść, gdy usłyszałem za sobą zasapany głos Naruto.
- Wkrótce zaczną kwitnąć, prawda?
- Taa
Nie wiedzieć, czemu przez chwilę staliśmy pod tym drzewskiem jak uwięzieni w jakimś genjustu. W końcu przywołałem się do porządku i ruszyłem dalej.
- Do jutra Naruto.
Otrząsnął się dopiero, gdy byłem już prawie za rogiem.
-A dobra, cześć…
Za swoich pleców usłyszałem jeszcze ciche:
-Sakura-chan…
Strasznie sentymentalny chłopak z tego Naruto, pomyślałem. Minęło ponad dwa lata, od kiedy opuściła osadę. Bez listu, bez pożegnania. Takie to wydawało się do niej niepodobne. Mała, płaczliwa, irytująca dziewczyna. Taką ją pamiętam. Nawet nie potrafiłem w myślach odtworzyć rysów jej twarzy. Spróbowałem przywołać w myślach obraz dziewczyny, ale nie potrafiłem powiedzieć nic konkretnego. Oczywiście wiedziałem, jaki miała kolor włosów czy jak mniej więcej wyglądała, ale obraz ten był dziwnie zamazany. Spróbowałem jeszcze raz, ale sytuacja się powtórzyła. Zirytowany przyśpieszyłem kroku by już po chwili znaleźć się przed własnym domem. Przywitała mnie jak zwykle cisza. Błoga cisza. Zrzuciłem kamizelkę i resztę rzeczy i od razu wpakowałem się pod prysznic. Gorąca woda podziałała kojąco na zmęczone mięśnie. Rozluźniony, przebrany w mniej oficjalny ubiór z ulga rzuciłem się na łóżko. Kątem oka dostrzegłem stare zdjęcie sprzed lat.
- Drużyna numer siedem – powiedziałem sam do siebie. Ponowiłem próbę odtworzenia w myślach twarzy Haruno. Obraz nadal był niewyraźny.
-Cholera! I czym ja się tak przejmuję – zganiłem sam siebie. Ze złością obróciłem się na drugi bok i w końcu poczułem, że ogarnia mnie błoga senność. W duszy obiecałem sobie, że to był ostatni raz, kiedy poszedłem z Naruto na ten cholerny ramem, choć dobrze wiedziałem że pewnie nie dotrzymam tej obietnicy…


Sama nie wiem, kiedy minął mi ten tydzień. Podróż przebiegał gładko i bez żadnych zakłóceń. Nie uznałam za zakłócenia tych kilku prób napadu ze strony rabusiów. W sumie to można powiedzieć ze potraktowałam to jako dość sympatyczny przerywnik monotonnej wyprawy. Zabawne jak teraz o tym myślę to kiedyś nie lubiłam walczyć. Teraz bardziej pewna swoich umiejętności i wzbogacona o wiedzę przez Tetsu-san traktowałam walkę jak coś naturalnego. Nie to jednak sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać nad wielkimi zmianami, jakie we mnie zaszły od czasu opuszczenia osady.
Najgorsze, że zauważyłam jedną rzecz: im bardziej zbliżałam się do Konohy tym bardziej zwalniałam kroku. Sama się zastanawiałam, czemu tak robię, z drugiej strony nawet nie próbowałam z tym walczyć. Ale nawet spowolniając krok coraz bardziej mimo wszystko przybliżałam się do tego, co nieuniknione.
W końcu stanęłam przed nią. Przed wielką bramą. Zawsze otwarta dla przyjaciół, zagradzająca drogę wrogom. Stałam przez chwilkę, niepewna czy chce postawić kolejny krok. Zamknęłam oczy i ruszyłam przed siebie. Kiedy otworzyłam je ponownie już byłam w osadzie. Powitał mnie gwar, śmiechy i para białych, przenikliwych oczu wpatrujących się we mnie w oczekiwaniu…


Niebo tak ponure i ciężkie ze wydawało się zaraz spadnie na głowę. Wiatr łamiący gałęzie i ta walka. Głupia, bezsensowna i tak nierówna. Potem to uderzenie. Cichy jęk i spojrzenie, które mnie prześladuje. Spojrzenie pełne rozpaczy. Spojrzenie, które stawia mi to pytanie: dlaczego? Odrzucam je z pogardą. Odwracam wzrok na swojego przeciwnika i na nim koncentruje całą swoją uwagę.
Tylko ze przeciwnik znika, wszystko pogrąża ciemność i w tej ciemności widzę tylko te przeraźliwie smutne zielone oczy. Ich bezmiar mnie pochłania. Nie potrafię się od nich odwrócić. Nie potrafię ich przekląć. Mogę tylko patrzeć i patrzeć…
Po raz kolejny budzę się z tym uczuciem pustki. Zły na siebie idę do łazienki i serwuje sobie lodowaty prysznic. Ale nawet zimna woda nie potrafi zagłuszyć tych myśli, które powoli, zdradziecko rodzą się w mojej głowie. Nie chce ich wypowiadać głośno. Kończę toaletę i jem szybkie śniadanie. Zastanawiam się gdzie spędzę ten wolny dzień. Opcję są dwie: urządzić sobie wyczerpujący trening albo…urządzić sobie jeszcze bardziej wyczerpujący trening.. Koniecznie taki, który mnie wykończy na tyle żebym mógł paść i nie myśleć o bzdurach.
Próbuje przywołać w myślach zestaw ćwiczeń ale przed oczami znów mam to spojrzenie…
-Szlag! Chyba dam się znów wyciągnąć Naruto na ramen – może jego gadanie uwolni mnie od tego przekleństwa.
Słyszę stukot w okno. Odwracam się by ujrzeć ptasiego kuriera hokage. Odbieram wiadomość. Natychmiastowe wezwanie do siedziby.
- Misja? – pytam sam siebie – przecież wczoraj nam dała w końcu wolne po tygodniu biegania…A zresztą co mi tam…
Wizja skopania kilku tyłków pozytywnie wpływa na moje samopoczucie. Przynajmniej się odstresuje. Błyskawicznie opuszczam mieszkanie. Po drodze dołącza do mnie Naruto. Ziewa i marudzi jak zwykle. Zaplanował sobie na ten dzień randkę z Hinatą a teraz będzie musiał obejść się smakiem…Uśmiecham się złośliwie. O mało nie dostaje za ten drobny gest z kunia. Wszystko zdaje się wracać do normy…


- Spodziewałam się każdego, ale nie Ciebie Neji – uśmiecham się widząc jego poważną minę.
- Zrobiłaś sobie chyba spacerek krajoznawczy Sakura. Miałaś przybyć wczoraj wieczorem – powiedział, ale zaraz przywołał na twarz ten swój tajemniczy uśmiech.
- No cóż jak to mówi pewien sensei „zbłądziło mi się na ścieżce życia”
Neji parska śmiechem. Doskonale wie, o kim mówię. To powiedzonko jest wręcz kultowe. Bycie w drużynie Kakashiego odcisnęło w moim sercu głębszy ślad niż przypuszczałam. Kończę rozmyślania i patrzę na Nejiego. Przyglądam mu się uważnie. Jest taki, jakim go zapamiętałam, choć nie, znów wyprzystojniał. Był chyba jedyną osoba z osady, która widziałam podczas pobytu w Vardergardzie i prawdopodobnie jedna z nielicznych, które wiedziały ze tam przebywam. Nie wiem czy to, dlatego czy tez z innych nieznanych mi powodów ten tak niedostępny chłopak, elita wśród shnobi stał mi się bliższy. Nie czułam już zażenowania, kiedy z nim rozmawiałam a i on poświęcał mi teraz uwagę, gdy rozmawiając o wspólnych znajomych szliśmy na spotkanie hokage. Teraz droga wydała mi się wyjątkowo za krótka. Nie zdążyłam przekazać mu nawet pozdrowień od Tsubaki i reszty towarzystwa, kiedy stanęliśmy przed okazałą siedziba przywódców wioski.
- Nic tu się nie zmieniło – powiedziałam głośno własne myśli.
- Cieszysz się z tego czy Cię to martwi? – zapytał z przekąsem mój towarzysz.
- Chyba jedno i drugie - powiedziałam na samą myśl wybuchowego temperamentu Tsunade.
Roześmiał się a ja po raz kolejny stwierdziłam, że z uśmiechem na twarzy jest jeszcze przystojniejszy. No, ale na to nie było teraz czasu. Zganiłam się ze za to że mimo tylu ćwiczeń i samodyscypliny jestem taka kochliwa. Przypominam sobie moje ćwiczenia, powtarzane z upartością postanowienia o zmianie i powoli czuje powracająca obojętność. Nie ma czasu na głupoty, mesle. Czeka mnie długa rozmowa z dawnym mistrzem. Weszliśmy wiec do środka nie marudząc więcej przed wejściem.
Już od progu gabinetu przywitała mnie Shizune i okrzyki Tsunade o kawę albo jeszcze lepiej sake.
- Nic się nie zmieniłaś Tsunade-sama – przywitałam hokage z rozbawieniem.


Przybyliśmy pod siedzibę. Naruto od samego wejścia zaczął wygłaszać te swoje promienne apele, co to on zrobi Tsunade za zmarnowanie mu takiej okazji itp. Puściłem mimo uszu jego uwagi i ruszyłem przodem. Na górnym korytarzu niespodziewanie minął nas Neji.
Naruto spojrzał na niego ze współczuciem i powiedział:
-Ciebie też stary zwaliła z wyra o takiej nieludzkiej porze?
- Nieludzkiej? – Neji zrobił minie, która sugerowała, że jego pojecie „nieludzkiej” pory stanowczo rozmija się z ta, o której dziś wstał. Prychnąłem odruchowo.
- Naruto, na pogaduszki umówisz się później. Wiesz, że Tsunade nie lubi czekać – minąłem białoślepia i ruszyłem wprost do gabinetu. Poczułem na sobie to przeszywające spojrzenie byakugana. Zignorowałem je. Uczucie obserwacji ustąpiło. Usłyszałem za sobą:
- Trzymaj się Naruto i przestań rozpaczać. Może tym razem poranne wstawanie się opłaci…
- Co masz na myśli? – spytał ramenomaniak.
- Zobaczysz – powiedział a ja dąłbym sobie rękę uciąć że się uśmiechał przy tym - No to cześć. – powiedział i po prostu sobie poszedł. Młotek jeszcze przez chwilkę się mu przyglądał.
- Wiesz, co miał na myśli? – spytał w chwili, kiedy ja zapukałem do gabinetu.
- Nie mam pojęcia Naruto, naprawdę – westchnąłem, choć tez się zastanawiałam o co mu może chodzić. Otworzyłem drzwi nie doczekawszy się „proszę”.
Jaskrawe światło poranka zalewało cały pokój. Wydało mi się ze oślepłem od tej jasności. Poczułem zapach równie odległy, co znajomy. Zapach wiśni. Wtedy tez zobaczyłem, że skapana w tym jasnym świetle stoi ona. Bezwiednie powiedziałem.
- Sakura…
Ostatnio zmieniony przez Tygrys 06-12-08, 14:50, w całości zmieniany 11 razy
Nie wiem co powiedzieć...
WSPANIAŁE!

Jest o SasuSaku, ale w tym opowiadaniu Sasuke wydaje mi się taki... naturalny, a nie wykreowany na potrzeby ficka.

Przede wszystkim podoba mi się wersja - mogę to tak nazwać? - Sasuke. Dalej ma jego charakter - chłodny.

Z niecierpliwością czekam na kolejną część ^^ Bardzo mnie zaciekawiłaś. I jak na dobrego pisarza przystało kończysz w najlepszym momencie >.<
tak tak:P narobiłaś mi smaczku^^chętnie przeczytam kolejnączęść,abrdzo mi się podoba hmm narracja sasuke i sakury^^ oby tak dalej
Dobra jak się wam podoba ^^ to wrzucam kolejną cześć. Miłego czytania ^^ Komenty jak zwykle mile widziane ^^

Rozdział 2

Drużyna


Usłyszałam swoje imię. Padło z jego ust. Wiedziałam o tym. Odwróciłam się. Nie wiem, czego się spodziewałam, może tego ze serce zacznie mi walić jak młot? Może tego że poczuję znów to ulotne łaskotanie w brzuchu? A może że poczuje cokolwiek, czego ku swemu zdumieniu w ogóle niepoczułam? Spojrzałam w te surowe oczy nie dostrzegając w nich żadnej zmiany.
- Witaj Sasuke – powiedziałam.
- Sakuraaaaaaaaa!
I już unosiłam się w powietrzu w ramionach Naruto. Tym razem poczułam coś. Wydawało mi się, że nie tęskniłam za tym jego pełnym optymizmu spojrzeniem i tym uśmiechem, z którym szedł przez życie, ale teraz, gdy patrzyłam w jego na pół gniewna na pół uśmiechniętą twarz poczułam że naprawdę mi tego brakowało. To naprawdę dziwne.
- Naruto głupolu postaw mnie na podłogę – roześmiałam się gdyż wciąż mnie trzymał w powietrzu.
Spojrzał na mnie i postawił na ziemię. Po czym zrobił gniewna minę i spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Znikasz bez słowa na przeszło dwa lata, po czym się zjawiasz tak sobie i jeszcze się z człowieka śmiejesz. Gdzieś się włóczyła ten tegies?
- Sakura miała misję w Vardergardzie. Tak jak ci kiedyś już mówiłam Naruto – odpowiedziała za mnie Tsunade i byłam jej za to wdzięczna.
- Ale...- zaczął Naruto.
- Reszta jest ściśle tajna wiec przestań się dąsać i lepiej zacznij się zachowywać. Kiedy ty w końcu dorośniesz? Mam dla was zadanie.
Blondynek pomarudził coś pod nosem. Nie jestem pewna czy dobrze usłyszałam coś o zepsutej randce i wrednym babsztylu, bo mówił bardzo cicho, ale po chwili jego twarz znów jaśniała tym jego uśmiechem.
- Zaraz dla nas?! – prawie wykrzyczał – To znaczy ze drużyna numer siedem zostaje reaktywowana?! Że Sakura idzie z nami?! No to ja rozumiem!
- Spokojnie Naruto. O losie Sakury i jej przydziale do drużyny zadecyduje w najbliższym czasie na razie macie wypełnić zadanie. Zaś panna Haruno złoży mi raport ze swojej misji.
- Ale babciu Tsuna…
- Bez dyskusji Naruto – hokage ucięła rozmowę takim głosem ze młody zamilkł obrażony.
- Co to za zadanie - Sasuke podszedł bliżej biurka zawalonego papierami. Spokojny i opanowany jak zwykle. Nic się nie zmienił, pomyślałam.
Shizune podała mu kartkę z opisem misji i zaczęła coś mu objaśniać. Nie słyszałam, co mówią, ponieważ Naruto pociągnął mnie za rękaw i zaczął konspiracyjnie przedstawiać mi plan ewakuacji z siedziby hokage. Cóż aż mnie kusiło żeby z niego korzystać przyznaje. Czekała mnie nocka przy pisaniu raportu, co wcale mnie nie napajało radością. Rozmyślania przerwała mi ponownie Tsunade.
- Sakura możesz iść już do domu. Twoi rodzice się ucieszą a i pewnie jesteś zmęczona po podróży. Jutro po południu przynieś mi raport. Potem zadecyduje w dalszych kwestiach.
- Rozumiem. Cześć chłopaki. Na bogów Naruto nie rób takiej miny przecież już wróciłam na stałe – powiedziałam widząc jak specjaliście od Rameau robią się szklane oczka. Uśmiechnęłam się i wyszłam. Zamykając drzwi poczułam przez zaledwie sekundę to spojrzenie, ale trwało to tak krótko ze nie jestem pewna czy zdarzyło się to naprawdę czy też to po prostu moja wyobraźnia.

Drzwi zamknęły się cicho. Wróciłem spokojnie do czytania opisu celu. Zacząłem rozstawiać podległą mi drużynę w miejscach strategicznych. Nie lubiłem fuszerki.
- Babciu Tsunade, czemu od razu nie przydzieliłaś Sakury z powrotem do nas? – czy trzeba mówić, do kogo należał ten głos?
- No cóż – powiedział Tsunade.
- Zastanów się trochę młotku – powiedziałem, przydzielając jednocześnie Kuro pozycje w lasku po prawej stronie zamku. Jego zdolności do kamuflażu i zastawiania pułapek powinny zostać w ten sposób wykorzystane efektywnie – Sakura była poza osadą ponad dwa lata. Nie wiadomo, w jakim jest stanie fizycznym i psychicznym…
- Sasuke, co gadasz wygląda świetnie sam widziałeś a i w zachowaniu nie zauważyłem nic dziwnego. No może była bardziej opanowana niż zwykle i nie dostałem ani razu…
Tsunade westchnęła ciężko.
- Sasuke chodzi o to, że zarówno ty jak i on bardzo się rozwinęliście. Nie wiem jak ten czas spędziła wasza młoda przyjaciółka. Owszem trenując jeszcze ze mną pokazała że ma pewne predyspozycję, ale nie wiadomo czy zdołała je utrzymać a tym bardziej rozwinąć…
- Do tego nie wiadomo czy jest w stanie zgrać się z nami odpowiednio. Sam wiesz, jakie to ważne podczas misji – dokończyłem i jednocześnie przekazałem wstępny plan operacyjny hokage.
Spojrzała na mnie z uznaniem. Nie przeczę uważałem ze na nie zasłużyłem.
- To idiotyczne! – powiedział Naruto a w sumie to nawet krzyknął – przecież mówimy o Sakurze! Byliśmy w jednej drużynie tyle czasu a ty się zastanawiasz czy jesteśmy w stanie się zgrać ponownie?!
- W przeciwieństwie do Ciebie jestem realistą. Nie mówię, że to urojony pomysł. Mówię, że trzeba sprawdzić czy możemy razem pracować. Nie zapominaj że nie jesteśmy już dzieciakami i nasze misje mają zupełnie inny poziom. Nie zamierzam ryzykować ani swoim ani twoim życiem ani tym bardziej życiem moich ludzi tylko ze względu na sentyment.
Spojrzał na mnie gniewnie, choć przecież zapewne czuł ze mam rację. On tez już był za kogoś odpowiedzialny.
- Jak chcesz – dodał po chwili.
Spojrzałem w okno niebo pogodne dotąd miało kolor stali. Będzie burza, ale to lepiej. Deszcz i szarówka będzie naszym sprzymierzeńcem. Misja wymagała dyskrecji.
- Naruto przejrzyj plan i przygotuj się. Za dwie godziny ruszamy.
- Co tak szybko?! - otrząsnął się błyskawicznie.
- Znaj pańską łaskę. Jak dobrze pójdzie to się jeszcze wyrobisz na tą swoją randkę - powiedziałem i po ukłonie opuściłem pokój.
Usłyszałem jeszcze chichot Tsunade i Shizune i wściekły ryk Naruto:
- Sasuke zamorduje cię gnojku!


Spotkanie z rodzicami było miłe. Poczułam się naprawdę jakbym wróciła do domu. Tylko przecież tak było. Naprawdę wróciłam do domu. Tylko nie wiedzieć czemu wydawało mi się ze mój dom jest teraz zupełnie indziej, tworzą go inni ludzie, inne miejsca. Czy naprawdę te dwa lata tak bardzo zmieniły moje serce? Czy jestem w stanie znów nazwać to miejsce domem? Nie wiem. Teraz nie jestem w stanie odpowiedzieć na te pytania. Po prostu nie potrafię. Zamknęłam się w swoim pokoju. Napisanie raportu poszło mi dziwnie szybko. Krótkie treściwe informacje, wszystko bez ogródek. Odrzuciłam długopis i jeszcze raz rozejrzałam się po pokoju. Zostawiono go bez zmian. Jest taki jakim go zostawiłam. Tylko brak kurzu i świeże powietrze płynące z otwartego okna świadczą że miejsce to było doglądane przez moją matkę. Położyłam się na łóżku. Blade światło księżyca delikatnie sączyło się przez okno.
- Vardergard – wyszeptałam a ręka odruchowo wyciągnęła spod bluzki wisiorek. Bezwolnie obracałam go w placach. Był moim amuletem, najpotężniejszym darem jaki otrzymałam chyba od „Darków”. Moja ochrona absolutna. Nie ciała lecz duszy. Przed rozpaczą, przed smutkiem, przed całym światem, przed sama sobą…
- Ciekawe co teraz – powiedziałam na głos własne myśli. W sumie nawet się nad tym nie zastanawiałam. A przecież muszę znów ułożyć sobie życie od początku, zatem nie powinno mi to być takie obojętne Prawdopodobnie szykuje się jakiś test sprawdzający moje umiejętności. Niech i tak będzie, uśmiechnęłam się. Nie wątpiłam ze sobie poradzę, nie po tym co miało miejsce w Vardergadzie... Ale co po tym? Powrót do drużyny?
- Jutro – powiedziałam – pomyślę o tym jutro…Przykryłam się kołdrą i wciąż ściskając w ręce kryształek zasnęłam.


Była już noc kiedy po skończonym zadaniu i oddaniu raportu kierowałem się do domu. Naruto jeszcze wcześniej popędził co sił w nogach by choć na krótką chwile zobaczyć się z Hinatą. Miłość to głupia rzecz. Człowiek zatraca się w niej. Nie mogłem zrozumieć czemu na to pozwala. Był silniejszy ode mnie, wiedziałem o tym chociaż trudno było mi się do tego przyznać. A jednak zachowywał się jak totalny idiota. Rezygnować z odpoczynku by spędzić jedną krótką chwilę z dziewczyną kiedy jutro pewnie Tsunade dołoży kolejną misję. Głupota.
Ulice były wyjątkowo puste, przynajmniej takie odnosiłem wrażenie. Jakby nie patrzeć nawet wioski Ninja kiedyś śpią. Choć pewnie był to efekt tego że przechodziłem przez dzielnice mieszkalne a nie rozrywkową część osady. Światła w oknach były zgaszone, tylko z pojedynczych okien dochodził słaby blask lampy. Spojrzałem przed siebie. Pośród innych budynków wychylał się dom rodziny Haruno. Jakoś nie mogłem przeboleć nazywania ich klanem. Stanowili grupę przeciętnych shnobi. Nie wyróżniali się zbytnio. Sakura nie była w tym wyjątkiem. Nawet jeśli Naruto starałby upierać przy swoim kiedyś by musiał zrozumieć ze różnica poziomów była zbyt duża. Nie nadążyłaby za nami. Przeszedłem obojętnie obok. W powietrzu unosił się zapach wiśni. Wzdłuż całej ulicy rosły różowe drzewka. Gdybym był Naruto powiedziałbym ze to idealne miejsce na romantyczny spacer ale nie byłem nim całe szczęście…

Obudziłam się o piątej rano. Tak jak co dzień wstałam, umyłam się i dopiero teraz zauważyłam ze jestem w swoim domu.
- Tu czy tam, co za różnica? – powiedziałam.
Przemyłam twarz wodą by obudzić się i ruszyłam w dobrze znanym sobie kierunku. Miałam w planach trening. Znałam dogodne miejsce gdzie mogłam spokojnie kontynuować moje ćwiczenia. Jeśli chcą poddać mnie jakiemuś testowi to ich nie zawiodę mogą być tego pewni…Ciekawiło mnie jak bardzo nisko cenią moje umiejętności bo to ze uważają ze nic się nie zmieniło dało się wyczuć. Widziałam to w jego oczach. Głupie ale uraziło mnie to. Nie musi mnie lubić, nie zależy mi już na tym ale tak jak kiedyś Naruto zamierzam wymusić na nim uznanie mojej własnej wartości. Na nim i na całej reszcie. Nauczyłam się szanować sama siebie i teraz tego samego oczekiwałam od innych.
Dotarłam na miejsce. Para unosiła się z gorących źródeł. Woda bulgotała. Idealne miejsce na mój trening kontroli chakry i dopieszczanie mojego nowego justu. Justu które zostało stworzone specjalnie dla mnie.
-Gotowa? – usłyszałam za swoimi plecami.
Nawet się nie odwróciłam. Dodałam tylko z uśmiechem.
- Zaczynajmy bo nam woda wystygnie…
Dawno nie czytałam tak świetnego ficka ^^ Dobrze dopracowany tekst plus cały czas rozwijająca się fabuła.Naprawdę cieszy mnie,że nie zmieniłaś charakteru postaci.Sasuke jest dokładny taki jaki ma być to samo z resztą,a to w cale nie jest łatwe.Fajnie,że w końcu komuś udało się napisać dobrego ficka o Sakurze i Sasuke :) Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział ^^
Dobre i ciekawe. Sakura (jak w wiekszosci ficow) jest taka dojrzala i pewna siebie, czyli po prostu odmieniona na lepsze. Sasuke zimny dran XD, a Naruto to Naruto (na dodatek z Hinata, yupiiii).
Jesli chodzi o bledy to literowki (ale niewiele), zauwazylam jedno powtorzenie, no i interpunkcja.
Wiesz Tygrysku, że bardzo lubię twoje fiki, więc i ten przypadł mi do gustu. Jak zawsze zachowujesz prawidłowo charaktery, nie wypaczasz ich, ani nic w tym stylu. Historia też zapowiada się bardzo interesująco. Po prostu z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy. :D
Naruto jest fajny, ale Lina i tak skopałaby mu tyłek ;p
Co to za przedziwna wizja postapokaliptycznego świata, niegdyś spokojnego, teraz targanego wojnami i ciągłymi atakami obcych cywili.. Ekhm...

Narracja pierwszoosobowa i na dodatek w czasie teraźniejszym - rzadko spotykany sposób pisania. Nie wiem czy nie wynikło w związku z tym parę pomyłek, bowiem coś tak chyba zauważyłem, ale może wynikło to z mojego tępa czytania. Mógłbym też ponarzekać na koślawość paru zdań i brak przecinków. Fabuła jednak sprawia, że to pomniejsze wpadki stają się praktycznie niewidoczne.

Historia jest czymś świeżym - nie oklepany wątek, lecz całkowicie nowa historia, wymyślona od podstaw. Podoba mi się to. Postacie są naturalne, dobrze wyważone, mimo, że mógłbym się czepiać przesadnego debilizmu Naruto. Niemniej, całość jest porcją całkiem dobrej literackiej roboty. Z chęcią przeczytam kolejne części.
Ostatnio zmieniony przez Hidden 08-07-07, 19:31, w całości zmieniany 1 raz
Zainteresowałaś mnie. Mam kilka spostrzeżeń na tak i kilka na nie ;) Zacznę od tych złych, żebyś potem nie miała mi za złe :)
1. Powtórzenia. Było ich kilka i to rzucających się w oczy. Jestem uczulona na takie rzeczy:P
2. Interpunkcja. Sama robie błędy, ale tu jest jeszcze gorzej. Przydałaby się jakaś beta:)
3. Zmiana czasów. Raz piszesz w czasie teraźniejszym, a kolejne zdanie już w przeszłym. Pewnie zwykła nieuwaga, ale mnie poraziło. Zwróć na to uwagę przy następnej części.
4. Tu już mniej ważne, bo w niektórych zdaniach coś zgrzytało, ale to da się przeboleć. Zapomniałabym. AKAPITY. Błaaaaaaagam.

Sądzę że większosć z w/w błędów poprawisz jeśli przed wklejeniem na forum, przeczytasz to opowiadanie jeszcze ze dwa razy:)


Teraz przejdźmy do przyjemniejszych rzeczy:D

Bardzo podoba mi się sam pomysł na opowiadanie. Jest świeży. Jak narazie nie spotkałam się z niczym takim i chwała Ci za to. Poza tym dobrze przedstawiłaś charaktery Sakury i Sasuke. Naruto też - miłość przede wszystkim:) Nie lubie tej pary, ale ten fick mi się podoba. Ma w sobie "to coś". Fajnie że w pierwszej osobie. Cóż, nie będę się już wymądrzać - z chęcią przeczytam kolejną część:)

Pozdrawiam.
Pierwsza część podobała mi się bardziej.

Cytat:

AKAPITY. Błaaaaaaagam.


Zgodzę się z Eti. Dzięki akapitom tekst jest o wiele bardziej przejrzysty, a to jest ważne dla czytelnika.

Staram się rozgryźć co stanie się dalej. Mam kilka propozycji, ale nie będę tutaj o nich mówić. Znając moje szczęście, to zaskoczysz mnie bardzo pozytywnie i nie będę mogła doczekać się kolejnej części.

Ogólnie zarys postaci jest świetny, wspominałam już o tym wcześniej, ale postać Sakury wydaje mi się być ZBYT inna. Teraz odniosłam takie wrażenie... Mam nadzieję, że to się zmieni.

Ogólnie nie mam zastrzeżeń i z niecierpliwością czekam na kolejną część ^^
Enko, obawiam sie ze chyba nie XD U mnie wszystkim zawsze odwala bo wizycie u spółki w Vardergarcie, maja podejrzanie zły wpływ na postacie XD

Macie kolejną część, poziom spada coś czuje ale są już 2 kolejne ^^ Jakby ktoś chciał robić za Bete to będę wdzięczna bo ja nie mam kiedy ^^

Rozdział 3

Próba siły



„Chakra…chakra dla shnobi to podstawa wszystkiego. Nie da się być ninja, jeśli nie potrafi się jej kontrolować. Mówisz ze potrafisz nad nią panować. Zamierzam Ci udowodnić, że nic o niej nie wiesz” – kiedy pierwszy raz z stanęłam do treningu z Tetsu sensei to właśnie usłyszałam. Na początku myślałam, że to jakaś bzdura. Przecież wszystko już w tej kwestii umiałam. Owszem techniki i zawiązywanie pieczęci to inna sprawa. Tu rzeczywiście kulałam, ale jeśli chodzi o tę podstawę podstaw to uważałam się nieskromnie za mistrza wśród młodzików. Jakież było moje zdziwienie, gdy w przeciągu 3 minut ta niepozorna staruszka obróciła w perzynę wszystko, co myślałam, że umiem. Po tej krótkiej chwili zastanawiałam się, po co tam właściwie jestem? Pojawiła się tez drugie pytanie czy ja kiedykolwiek będę mogła nazwać siebie shnobi?
„Skoro już wiesz, że takie stare próchno może cię czegoś nauczyć zacznijmy od lekcji pierwszej – kontrola swojej chakry.” I tak to się właśnie zaczęło…
Teraz stałam wśród bulgoczącej wody gorącego źródła. Utrzymanie się na tej niespokojnej powierzchni wymagało stałego kontrolowania chakry w nogach. Dla mnie obecnie nie było już różnicy czy pod nogami mam rwistą wodę potoku, korę drzewa czy też stały grunt. Spojrzałam na swojego przeciwnika. Był przygotowany na każdy mój ruch. Każde potknięcie oznaczało przegrana wiedziałam o tym. To była moja próba siły. Sprawdzian, który miał potwierdzić czy mogę wrócić do drużyny. Tylko, że ja wcale nie, dlatego zamierzałam wygrać. Chciałam tego dla samej siebie, żeby udowodnić sobie, że jestem w stanie iść z nimi w jednym szeregu. Spojrzałam na niepozorny przedmiot przyczepiony do końca kamizelki.
- Nic się nie zmieniłeś Kakshi sensei, że też Ci się nie znudziły te próby z dzwoneczkami – westchnęłam na wspomnienie tych naszych testów.
- Cóż powiedzmy, że to taki sentyment, przeszkadza Ci to?
- Nie.
- Zatem zaczynamy?
- Jak tylko będziesz gotów –uśmiechnęłam się.
- Sakura…
- Słucham?
- Tym razem jesteś sama a ja nie mam dawać ci żadnej taryfy ulgowej. Mam nadzieje, że zdajesz sobie z tego sprawę…
- Tak – w myślach jeszcze raz powtórzyłam cały plan.
Kakshi przyglądał mi się jeszcze przez ułamek sekundy, po czym zniknął w oparach dymu. Stałam nieruchomo wypełniając swoje ciało chakrą. Czułam jak rozchodzi się po moim ciele. Nie wolno było zmarnować ani odrobiny.
Spokojnie Sakura, myślałam. Nie musisz odsłaniać wszystkich kart masz tylko odebrać ten dzwoneczek. Poczułam chłodny powiew z tyłu. Bezwiednie uchyliłam się od lecących shurikenów, po czym, natychmiast odskoczyłam w bok. W wodę gdzie stałam uderzył jedna z ogniowych technik. Świat przesłoniła para. Wyczułam kolejny atak z prawej strony i ponownie uskoczyłam. Dobrze wiedziałam ze na razie to taka mała rozgrzewka. Wiedziałam też ten katon miał tylko wprowadzić zasłonę z pary. Kakashi był bardziej doświadczony w w3alce do tego jego niewątpliwym atutem był sharingan…
Spojrzałam na swoje dłonie. Zdobiły je ledwo widoczne ślady oparzeń. Przypomniały mi momentalnie jak wiele włożyłam wysiłku w te treningi, w próby zmienienia siebie. Nie mogę tego teraz zmarnować. Wyjęłam kunai i zamknęłam oczy. Chara w nogi. Szybki brzęk stali.
- Całkiem nieźle Sakura – usłyszałam za swoimi plecami. Klon rozpłynął się momentalnie. Szybki cios rozbił mojego równie sprawnie. Tylko ze na tym nie koniec.
Parę rozwiał wiatr. Kakashi zamierzał przejść do walki na krótki dystans. Z pewnością teraz będzie używał sharingana. Przesunęłam opaskę na oczy.
- Rozwiązanie niby dobre, bo nie zdołam cię złapać na, sharingana ale co dalej? Będziesz walczyć po omacku? – czułam jak zawiązuje pieczęci.
- Cóż może…
- Zatem na tym chyba skończymy Sakura, przykro mi…
- O nie sensei to mi przykro…


Woda strzeliła w górę niczym wielkie kleszcze. Kakashi ledwo uniknął ataku. Jego twarz wyrażała nie wiem sam, czego więcej zdumienia czy podziwu. Trwało to jednak tylko ułamek sekundy, bo zaraz musiał odparować cios, który zadała mu Sakura. Nie wiem, jakim cudem, ale bezbłędnie odczytywała jego ruchy. Użył siły by odbić się od niej, choć na moment. Jednak jak tylko dotknął wody stałą się rzecz niezwykła. Zaczął się zapadać…
- Co do cholery?!
A Sakura już biegła w jego kierunku…
- Niesamowite – usłyszałem głos Naruto za sobą – co to do diabła jest?
- Nie mam pojęcia Naruto, ale to cos złapało nawet Kakashiego – sam zdziwiłem się na dźwięk swojego głosu.
Kakashi ledwo łapał przyczepność na wodzie. Musiał być ciągłym ruchy gdyż jak tylko się zatrzymał woda próbowała go złapać. Sakura przypuszczała, co raz to nowe ataki. Nie były jednak na ślepo. Wydawałaby się tak precyzyjne, że Hatake musiał uważać na każdy ruch. Zauważyłem ze ma aktywnego sharingana. Czemu więc nie zdołał przejrzeć techniki?
- Może to jakieś wodne Justu? – Naruto tak jak i ja próbował wyjaśnić, jakim cudem nieporadna dotąd Sakura w tak łatwy sposób przypiera do mury elitarnego ninja.
- Nie sądzę. Technika na takim poziomie wymagałaby zawiązania pieczęci, a ona żadnej nie zawiązała. Do tego Kakashi ma sharingana, natychmiast by wyprowadził kontrę z takiego samego ataku
- To zwykła chakra, choć użyta w zaskakujący sposób – powiedział zbliżając się Neji – Przyjrzyj się Sasuke, twój sharingana powinien to dostrzec.
-Chakra?! Chyba żartujesz Neji – Naruto był równie zaskoczony jak ja.
Aktywowałem sharingana. I tym razem patrząc takimi oczami przyjrzałem się walce. Przepływ chakry Kakashiego nie budził żadnych zastrzeżeń. Za to, co Sakura…
- Co do licha chakra aż się z niej wylewa. Wydaje się że…
- Tak, jej charka rozlewa się na całe gorące źródło. Za jej pomocą kontroluje wodę. Tylko ze to zwykła nieregularna chara i Kakshi nie jest zapewne w stanie nawet za pomocą sharingana tego skopiować.
- Do tego Sakura cały czas atakuje. Kakashi nie może znaleźć stabilnego oparcia dla stóp a ni miejsca gdzie mógłby zapewnić sobie trochę czasu na wykonanie jakiejś sensownej techniki.
Spojrzałem jeszcze raz na Haruno. Przepływ chakry powoli się zmniejszał.
- Kończy jej się zapas…Jeżeli szybko nie zakończy tej walki przegra.

Kakashi był niesamowity. Odpierał każdy mój atak i jednocześnie kontrolował cały czas podłoże. Jeśli ta walka potrwa dłużej przegram. Mój zapas siły powoli się kurczył. Do tego sensei w każdej chwili mógł znaleźć jakiś sposób na ucieczkę z pułapki, jaką mu zaserwowałam. Zauważyłam też ze tak odpiera ataki żeby skierować mnie na miejsce gdzie sam zastawił pułapkę. Mogę nie widzieć i walczyć z zasłoniętymi oczami. Moja charka przenika źródełko, wyczuwam kształty, ciepło, każdy drobny ruch. Czuje za każdym razem jak Kakashi się odbija od wody gdzie skupia swoja chakrę. Dzięki temu mogę odczytywać jego ruchy. Ale to już nie potrwa długo…
Pozwalam się na prowadzić na pułapkę. Gwałtowny wybuch rozdziera cisze poranka. Wszędzie unosi się para. Każe wodzie się uciszyć Czuję jak Hakate odzyskuje równowagę. Jego charka powoli się uspokaja. Daje mu złudzenie wygranej. Słyszę krzyk Naruto gdzieś z oddali. Ignoruje to. Później będę się zastanawiać skąd się tam wziął. Nie mogę się teraz zdekoncentrować. Wydobywam ze wzburzonej wybuchem wody rzucone przez Kakashiego shurinkeny. Kieruje je na niego. Odsłaniam oczy i otoczona para przypuszczam ostatni atak.


Kakashi wygrał. Ten atak to samobójstwo. Odsłonięte oczy. Nie ma już chakry żeby kontynuować wody. Jak tylko się zbliży złapię ja w genjustu czy coś. Widzę jak zawiązuje pieczęci. Sakura nie zdąży z atakiem. Nagle woda się rozstępuje. Kakashi się zapada z góry atakuje Sakura. Hakate blokuje atak, ale z wody wyskakują dwa shurinkeny. Jeden odcina dzwoneczek, drugi podbija go na wysokość Haruno ta łapie je w locie odskakuje od kopiującego ninja. Na jej twarzy maluje się zmęczenie, ale i uśmiech. Odwraca twarz w naszym kierunku i macha dzwoneczkiem.
Razem z Kakashim schodzą na stały grunt. Naruto wraz z Nejim podchodzą bliżej i gratulują jej zwycięstwa. Ja słyszę swój własny głos.
- Tym razem wygrałaś, ale to wciąż za mało…
Odwracam się i idę.

- Sakura, dobra taktyka i panowanie cały czas na sytuacją. Jestem zaskoczony jak wielkie postępy zrobiłaś i mam wrażenie ze jeszcze nie pokazałaś nam wszystkiego – czuję się jak małą dziewczynka, która dostaje pochwałę za posprzątanie pokoju, cały Kakashi. Ale to miłe uczucie.
- Sakurka dałaś czadu!
- Gratuluje Sakura – Neji, nawet on jest.
- Dziękuje wam. To jak Naruto – puszczam oczko – chyba przysługuje mi ramen zwycięstwa.
Naruto robi poważną minę. Mruczy chwile pod nosem jakby analizując sytuację.
- Jasne – odpowiada ze śmiechem.
- Neji, przyłączysz się?
- Chętnie.
- A ty Kakashi sensei?
- Nie wybaczcie dzieciaki, ale musze zdać raport z przebiegu tej walki.
- Znaczy idziesz powiedzieć Tsunade ze Sakura dała Ci popalić tak – Naruto zachichotał.
- Znaczy…tak
Wszyscy wybuchamy śmiechem. Kątem oka spostrzegam oddalającą się sylwetkę Sasuke. On też był. Nie podszedł jednak jak reszta. Zastanawiam się czy to z wyrachowania. Z pewnością za pomocą sharingana ujrzał, na czym polega moja technika. Pewnie w myślach uznał ja za prostacką. Nie zawiązano przecież ani jednej pieczęci…
Nie zadręczam się tym dłużej. Przeszłam pierwsza z prób. Co dalej? O tym pomyśle jutro…
Tak. Masz rację.
Fik ciekawy, ale w niektórych momentach musiałam przeczytać tekst dwa razy, żeby połapać się o co chodzi. Literówki (np: shnobi), interpunkcja czasami leży. Te przeskoki z akcji do przemyśleń dodają oryginalności, ale (oczywiście to nie mój fik i ja nie mam tu nic do powiedzenia) jak już pisałam, pogubiłam się, kiedy dorzuciłaś myśli Sasuke.
Podoba mi się pomysł, ale rzeczywiście potrzebujesz bety. Jeżeli chcesz to mogę przejrzeć te teksty, ale musiałabyś mi je wysłać do 4 sierpnia, bo potem wyjeżdżam.
Ulala.

Część sama w sobie fajna, ale błędy, wprost okropne literówki ("Kkshi"), kulejące opisy i chaotyczne zobrazowanie walki sprawiają, że jednak nie jest zbyt przystępny czytelnikowi. Osobiście sądzę, że dobra korekta i pomoc merytoryczna w jednym wiele by tu zdziałała. :)
Ech, dopiero teraz udało mi się przeczytać część trzecią. Jak dla mnie to wcale poziom nie spada, powiem nawet że ta część podobała mi się chyba bardziej od wcześniejszej. :D Rzeczywiście wyłapałam kilka literówek, ale nie są one bardzo denerwujące. Hidden Lord czepia się chaotycznego opisu walki, ale walka z natury jest chaotyczna, więc moim zdaniem taki opis jest na miejscu.

A jeśli potrzebna ci Beta to jestem do twoich usług :D
Naruto jest fajny, ale Lina i tak skopałaby mu tyłek ;p
Niestety dalszego ciągu jakoś nie widać. Fick świetny, mam nadzieję, że autor weźmie się za siebie i pociągnie już to do końca
yyy, coś mam tu wpisać ?? ;)

Fortun napisał/-a:

[...] mam nadzieję, że autor weźmie się za siebie i pociągnie już to do końca



AUTORKA, Fortun. :)

Nie ma co pospieszać, każdy pisze we własnym tempie i zakresie.
Ostatnio zmieniony przez Hidden 13-08-07, 08:38, w całości zmieniany 2 razy
Pierwsza część jest po prostu super pod względem fabularnym i stylistycznym z drugą niestety nie jest tak dobrze. Wkradły się w nią literówki ale jak to się poprawi to będzie super. Czekam na kontynuacje bo fick jest ciekawy XD

Hidden napisał/-a:

AUTORKA, Furtun. :)




Po pierwsze Fortun nie Furtun, a po drugie napisałem autor w sensie człowiek, nie w sensie płci.
yyy, coś mam tu wpisać ?? ;)

Po miesiącu leżenia w stanie surowym na kompie i w końcu dokonaej korekcie (merci beaucoup Miko ;*) na forum trafia rozdział numer 4. Jak ktoś jeszcze nie zapomniał o co chodziło to zapraszam do lektury ^^

Rozdział 4

Taniec


Ramen był wyśmienity. Chyba żadna potrawa, nawet najwykwintniejsza nie smakowała mi tak bardzo jak ten dzisiejszy rosołek z przyjaciółmi. Wiele czasu upłynęło, a jednak było jakoś tak swojsko. Tak się czuje człowiek, gdy wraca do domu, prawda? Uśmiechnęłam się do siebie samej.
Wracałam do domu. Był późny wieczór i powoli zaczęłam odczuwać zmęczenie. Byłam przecież od 5 rano na nogach. Niby nic niezwykłego. Wstawałam tak przez ostatnie 2 lata i jakoś nigdy mi to szczególnie nie przeszkadzało. Czyżby walka z Kakashim tak na mnie podziałała? Niemożliwe. To było nic w porównaniu z treningami w Vardergardzie.
- Nawet nie wykonałam podstawowych ćwiczeń z tego wszystkiego – powiedziałam sama do siebie. - Trzeba będzie urządzić sobie chociaż mały wieczorny trening.
Dotarłam do domu. Był pusty, rodzice od dwóch dni byli na misjach. Otworzyłam drzwi i pozwoliłam, by zapach wnętrza mnie otulił, zanim weszłam do środka. Łagodna ciemność i opływowe kształty cieni na podłodze. Meble skąpane w blasku księżyca. I to niezwykłe ciepło, które biło z tego miejsca sprawiło, że całe zmęczenie jakby znikło. Przekroczyłam próg i zanurzyłam się w spokój. Chłonęłam przez chwilę nastrój tego miejsca po czym ruszyłam w stronę łazienki.
Zrzuciłam ciuchy i weszłam pod prysznic. Ciepła woda zaczęła płynąć po moim ciele. Stałam bez ruchu słuchając jej szumu. Odruchowo dotknęłam wisiorka. Był ciepły. Wiedziałam, że to tylko woda lub moje własne ciało nadało mu tą temperaturę, ale w pierwszej chwili pomyślałam, że emanuje własnym, niepowtarzalnym ciepłem. Jakieś to nielogiczne i głupie, zbeształam się w myślach.
Szybko dokończyłam mycie i wytarłam się ręcznikiem. Zawinęłam się w drugi i poszłam do swojego pokoju. Otworzyłam szafę i wyjęłam cienkie, białe kimono. Ubrałam się w nie. Zimny, jedwabny materiał mile drażnił rozgrzaną kąpielą skórę. Jeszcze tylko trzeba czymś związać włosy by nie przeszkadzały i mogę iść. Rozejrzałam się po pokoju w poszukiwaniu czegokolwiek, co by nadawało się do tego. W końcu wygrzebałam jakąś starą czerwoną wstążkę i kilka wsuwek. Przyjrzałam się w lustrze.
- Gotowa, czas się trochę poruszać…


- Wejdź Sasuke – głos Tsunade mimo późnej pory był silny i wyraźny. Widać tym razem sobie nie popiła, dodałem w myślach złośliwie.
- Hokage – skłoniłem się nisko.
Przez chwilę przypatrywała mi się uważnie. Po czym wyjęła z szuflady papiery i podała mi.
- To wasza nowa misja.
Wziąłem do ręki dokumenty i zacząłem je przeglądać. Misja wydawała się całkiem ciekawa. Dla małej grupy osób. Trzy wystarczą całkowicie.
- Wezmę ze sobą Naruto i…
- Sakurę…
Zmarszczyłem brwi.
- Myślę, że na to jeszcze za wcześnie Tsunade-sama.
- A ja myślę, że nie. Drużyna numer siedem został reaktywowana. Powierzam waszej trójce to zadanie.
To „trójce” powiedziała z wyraźnym naciskiem. Chce sprawdzić na misji Haruno, a mnie wrobić w niańczenie. Bardzo mi się to nie podobało.
- Jakieś wątpliwości, Sasuke? – Przyglądała mi się uważnie, jakby czekając tylko na moment, w którym dam się ponieść emocjom i powiem, co myślę o takich durnych zadaniach. Nie zamierzałem dać jej tej satysfakcji.
- Twoja wola – powiedziałem najbardziej obojętnym tonem, na jaki było mnie stać – choć nadal uważam, że jest jeszcze za wcześnie. Nie sadzę żebyśmy zgrali się na tyle by…
- Ta misja ma posłużyć właśnie do tego żebyście się zgrali, Sasuke – znów weszła mi w słowo – nigdzie nie poznasz człowieka lepiej niż na polu bitwy. Nigdzie też nie sprawdzisz lepiej czyichś umiejętności, niż w realnej walce.
Wiedziałem, o czym mówi.. Nie była głupia. Wiedziała, że walka w źródłach nie do końca była dobrym testem. Sakura znała teren. Znała również możliwości Kakashiego, nawet jeśli nigdy z nim nie walczyła to pamiętała, choć kilka z jego podstawowych technik. Teraz ma być walka na obcym terenie. Przeciwnik nieznany, jego możliwości również.
- Zwiad bojem – powiedziałem.
- Dokładnie – Tsunade uśmiechnęła się promiennie – widzę, że doskonale zdajesz sobie sprawę, o co mi chodzi.
- Obawiam się, że tak – nadal nie podobała mi się rola niańki – niemniej dostosuję się do twoich rozkazów. Przygotuję plan na jutro.
- Świetnie. Aha. Nie myśl sobie, że wrabiam cię w role piastunki…
- Jakżebym śmiał – mam nadzieje, że nie wyczuła ironii w moim głosie.
- Po prostu miej na nią oko i tyle.
- Dobrze. Zatem dobranoc.
Byłem już przy drzwiach, kiedy usłyszałem:
- Zanieś te dokumenty również Sakurze. Naruto już swoje odebrał.
- Dobrze – jakby nie mogła wysłać pocztą… Nie mam zamiaru jej dziś oglądać ,a będę musiał przez kolejny tydzień. Po prostu zostawię w drzwiach…
- Poprosiłabym o to Naruto, ale jak go znam to pewnie nie chciałby jej budzić i jeszcze zostawiłby takie ważne dokumenty w drzwiach…
- Doprawdy to dopiero dziecinne zachowanie.
- Prawda? Cieszę się, że myślisz podobnie. Dobranoc zatem i powodzenia.
- Dobranoc. – co za babsztyl jeden.

Nie było wyjścia, trzeba ruszyć i załatwić to jak najszybciej. Dom Haruno znajdował się niedaleko mojego więc chociaż nie musiałem zbytnio nadkładać drogi. Wszystkie światła pogaszono. Pewnie już śpi, pomyślałem. Wcale nie krępowałem się by ją zbudzić. Jawna złośliwość? Możliwe. Miałem właśnie nacisnąć dzwonek, kiedy wyczułem coś dziwnego. Skupiłem się.
- Chakra, nie ma wątpliwości – powiedziałem. Powietrze było tak zagęszczone niezwykłą energią ze wydawało mi się, że niemal ja wdycham. Nie podobało mi się to wcale. Wskoczyłem na dach i po cichu przeszedłem po nim na druga stronę domu. Ukryty przed sąsiadami, za wysokim żywopłotem mieścił się tam rozległy ogród.
Rosły w nim prawie wyłącznie wiśnie. Przynajmniej w pierwszej części, którą teraz mogłem podziwiać. Nigdy nie widziałem tylu gatunków drzewek. Wszystkie były obsypane kwieciem. Ogród, nawet skryty w półmroku, mienił się odcieniami bieli i różu. W otoczeniu majestatycznych starych wiśni było niewielkie jeziorko. A na nim - ona.
W białym połyskliwym kimonie, które jeszcze bardziej podkreślało jej włosy w kolorze nieoszlifowanego rubinu. Zauważyłem, że pociemniały i straciły swój krzykliwy odcień, ale teraz w bladym świetle księżyca jeszcze bardziej przypominały barwą czerwone wino. Niedbale związane czerwoną wstążką, kosmyki wymykały się i kołysały na wietrze. Tańczyła. Tak mi się przynajmniej zdawało, gdyż ruchy jej były zbyt płynne, bym mógł to nazwać inaczej niż jakimś dziwnym, nieznanym mi tańcem, a wraz z nią tańczyła woda…
Drobne krople i wielkie kaskady poruszały się kierowane jej ruchami, choć ich nawet nie dotykała. To jej Chakra oplatała je, ujarzmiła i nadawała im kształt. Przyglądałem się jej ruchom. Były jak ruchy kotki: płynne, zwinne, szybkie i… co wydało mi się zaskakujące, kobiece. Niby logiczne, a jednak.
Nie zamierzałem przerywać tego spektaklu. Nie spieszyło mi się. Domyśliłem się, że tych ruchów potrafi używać również w walce, więc chętnie sobie je postudiuję.
Co dziwne po pewnym czasie zauważyłem, że jej ruchy trochę zwolniły, na czole błysnęły drobne kropelki potu. Oddech stawał się coraz bardziej płytki i szybki. Chakra zaś słabła. Powoli kaskady wody opadały w toń jeziorka, by nie podnieść się już więcej. Przynajmniej nie dziś. Nagle odwróciła się w moim kierunku.

Obserwował mnie od jakiegoś czasu. Wiedziałam o tym. Badał moje ruchy tymi swoimi oczami. Nie musiałam się odwracać, by wiedzieć ze to robi. Czułam jego Chakrę. Spokojna i zimna jak lód. Nie zamierzałam sobie przerywać i tak już kończyłam. Niech sobie patrzy.
Powoli mięśnie odmawiały mi posłuszeństwa. Pozwoliłam wodzie opaść, by zejść z jeziorka o suchej nodze.
- Mogłeś zostawić pod drzwiami jak Naruto – powiedziałam z wrednym uśmiechem.
Spojrzał na teczkę, którą trzymał w ręku i uśmiechnął się.
- Naprawdę tak zrobił?
- Tak, chyba nie chciał mnie obudzić…
- Co za idiota – Sasuke złapał się za głowę w geście irytacji.
- Nie bądź taki wredny dla niego, porządnie ją opieczętował. Wystarczyło dotknąć, a wyrwałoby rękę.
- To zdecydowanie bardzo humanitarne. Przespałabyś noc, ale rano nie zostałoby ci już tyle powodów do radości.
- Coż…
- W każdym razie dostarczam ci to do rąk własnych. Przejrzyj je – powiedział i podał mi dokumenty. Bił od niego zapach piżma i drzewa sandałowego.
Wzięłam je szybko, choć już dawno przejrzałam te, które przyniósł Naruto.
Gdy tylko je wzięłam odwrócił się i ruszył w stronę wyjścia.
- Cześć – powiedział zanim znikł.
- Cześć rzuciłam w pustą już przestrzeń.
Szarpnęłam za wstążkę i kiedy wyplątałam ją z włosów związałam nią dokumenty. Zrobiło się bardzo późno. Czas spać.

Weszła do domu pośpiesznie, nie oglądając się za siebie ani razu. Jak szybko zauważyła moją obecność na dachu? Jak długo wiedziała, że się przyglądam? Czy był to tylko marny podstęp czy pokaz zrobiony z wyrachowania? Tak czy owak panna Sakura wygrała tą bitwę jeden do zera.
Dotarłem do domu. Zjadłem coś na szybko i od razu ruszałem pod prysznic. Pozwoliłem by woda zmyła brud dnia. Noc była jeszcze ciepła wiec wyszedłem w spodniach przed dom by trochę posiedzieć w ciszy i przejrzeć dokumenty. Szybko dokonałem kalkulacji i opracowałem wstępny plan działania. Wszystko gotowe. Podniosłem się i rozprostowałem zdrętwiałe ramiona. Nagle mój wzrok spoczął na małym oczku wodnym. W oczach stanął mi obraz Haruno w białym kimonie tańczącej wśród wody.
Podszedłem bliżej i skoncentrowałem chakrę w ręce. Przyłożyłem rękę do powierzchni wody i próbowałem uwolnić energię z reki by ta uniosła wodę. Technika Sakury wydała mi się prostacka. Chakra uderzyła w taflę wody i zrobiła w niej lejek rozstępując ją na boki. Wyciągnąłem rękę tworząc z niej jakby kleszcze ale woda tylko przelała się z powrotem, wypełniając lejek. Zakląłem w myślach. Powtórzyłem proces jeszcze raz, ale woda nadal uciekła, odbijając się od chakry niczym dwa magnesy. Ze złości zwiększyłem ilości koncentrowanej energii, ale woda tylko rozprysła się na boki ochlapując mi twarz. Spojrzałem na dłoń, piekła niemiłosiernie i pojawiły się na niej drobne zaczerwienienia. Oparzenia od chakry. Przypomniałem sobie zwinne ruchy Sakury i jej precyzję w kontrolowaniu wody.
Wyglądało na to, że jednak może warto będzie przyjrzeć się tym jej nowym umiejętnością bliżej…
Nareszcie. Następna część. Już się nie mogłem doczekać. I powiem tyle. Świetna jak poprzednie. Teraz nie zostało mi nic innego, jak powiedzieć, pisz dalej :P
yyy, coś mam tu wpisać ?? ;)

Przed chwilą zajrzałam na twoje forum i zaczęłam czytać tego fanficka. I przyzam że mnie od razu wciągnęło... Przeczytałam dopiero 2 rozdziały i niestety muszę juz z kompa schodzić T__T
Jutro wracam i mam zamiar doczytać do końca.
Zazdroszcze ci... teżbym chciała tak ładnie pisać...
Bardzo mi się podoba pomysł z narracją (świetne). Oby tak dalej ^^
ale się rozmarzyłam :) naprawdę sliczny FF .
masz cudowny styl pisania. zakochałam się w tych opisach.
liczę na kilka wątków pobocznych. może wyjaśnisz:

Tygrys napisał/-a:

On tez już był za kogoś odpowiedzialny.


hmm za kogo jest Naruto odpowiedzialny ? ;>

uch uch pisz dalej ;-)

i'll be waiting ;-*
Ha! Skończyłam! Świetne... już się niemogę doczekać następnego rozdziału! ^^
Tak. Rzeczywiście Fan Fick jest niesamowicie ciekawy. Sakura i pokonanie Kakashiego... To możliwe.... Bardzo fajnie opisujesz całą historię wykorzystując do tego Sasuke oraz Sakurę. Nie mogę się doczekać następnej części. Czyżby Sakura pogromi Sasuke? ^^
A następnego parta, ani widu, ani słychu. Ciekawe, kiedy się pojawi. Mam nadzieję, że już niedługo, bo fick niesamowicie wciąga.
yyy, coś mam tu wpisać ?? ;)

Niezła rzecz ten fick. Tak trzymać !!!!!!!!!!!!!!
Hej wam ludzie.
Jak ostatnio rozmawiałam z Tygryskiem to mówiła, że dziś zabierze się za kolejny rozdział. Więc pozostaje nam cierpliwe czekać, gdyż prace są w toku.
Naruto jest fajny, ale Lina i tak skopałaby mu tyłek ;p
Oj miał być wcześniej ale nei wyszło ^^' Nie mam kiedy usiąść wiec nowy rozdział jak zwykle z poślizgiem. Wybaczcie to moje pisanie ^^'

Rozdział 5

Sygnet


Stałam w ciemnym korytarzu. Ze ścian spoglądały na mnie majestatyczne twarze wielkich magów północy. Ich spojrzenia wydawały mi się pełne życia i tak przenikliwe, jakby wiedzieli o mnie wszystko, choć to tylko martwe płótno. Nie było w ich spojrzeniu kpiny czy szyderstwa, patrzyli na mnie pobłażliwie, jak na małe dziecko stawiające pierwsze kroki i potykające się o własne nogi. Poczułam ciepłą dłoń na swoim ramieniu.
- No chodź Sakura, nie wolno jej dać czekać.
Skinęłam głową i ruszyłam za jasnowłosą dziewczyną w głąb korytarza. Ukazały się drzwi. Stałam przed nimi chwilkę wahając się czy wejść do środka.
- Będę czekać w ogrodzie. Teraz to tylko twoja decyzja – powiedziała Tsubaki przerywając cisze.
Słyszałam jak odchodzi. A ja nadal stałam. Nie myślałam o niczym. Po prostu wpatrywałam się w te drzwi czekając na cokolwiek, ale nie działo się nic. Poczułam, jak coś mokrego spływa mi po policzku i dopiero po chwili spostrzegłam ze to moja łza. Znów płakałam, znów czułam się taka bezsilna i słaba. Spojrzałam jeszcze raz na drzwi. A jeśli to prawda? Jeżeli dzięki temu będzie mi lżej, choć trochę? Otworzyłam je i weszłam w mrok.

-Sakura? – Usłyszałam gdzieś z głębi pomieszczenia.
- Tu jestem – powiedziałam.
Odwróciłam się powoli by spojrzeć w czarne jak węgle oczy.
- Widzę, że skończyłaś – powiedział.
- Tak – powiedziałam. Podeszłam do niego i podałam sygnet z wizerunkiem dwugłowego orła. – Tego szukałeś?
Wziął go z mojej dłoni i po krótkich oględzinach schował do kieszeni.
- Ruszajmy, zaraz będzie świtać. Naruto czeka przed bramą.
Przejechał wzrokiem po leżących wokół ciałach.
- Nie żyją?
- Nie, pozbawiłam ich tylko przytomności. Jeden został ciężej ranny, ale jak tylko go unieszkodliwiłam zatamowałam krwawienie.
- To niezbyt rozsądne zostawiać ich przy życiu. Mogą być z tego kłopoty…
Jego chłód sprawił ze zadrżałam mimowolnie.
- Nie widzieli mnie, nie ma sensu ich uśmiercać.
Przez chwilę mierzył mnie wzrokiem. Po czym skierował się ku wyjściu.
- Pospieszmy się Naruto czeka.
- Dobrze.


Zaczynało świtać, kiedy opuściliśmy bramy miasta. Miarowo, w szybkim tempie kierowaliśmy się do odkrytej po drodze opuszczonej chaty. Przeciwnicy nie byli wymagający, ale całonocne poszukiwania okazały się jednak męczące. Rozsądek nakazywał ukryć się gdzieś i trochę odpocząć. Oczywiście Naruto i Sakura zgodnie twierdzili, że mogą iść dalej jednak szybko ukróciłem to gadanie. Pewność siebie i zła ocena sytuacji mogła nas zgubić.
Dotarliśmy do chaty. Rozejrzałem się czy przypadkiem ktoś tu nie zajrzał po naszej ostatniej wizycie, ale nic na to nie wskazywało. Weszliśmy do środka. Rozłożyliśmy podróżne maty. Naruto ulokował się po mojej prawej stronie, Sakura zaś wycofała się w kąt, chowając twarz w cień. Wydawało mi się, że jej myśli są gdzieś bardzo daleko stąd…
- …uke? Sasuke? – Usłyszałem tuż nad swoim prawym uchem.
- Co?
- Co ci jest? Od trzech minut się pytam czy możesz mi go pokazać – usłyszałem gniewny głos blondasa.
Wyciągnąłem pierścień ukryty do tej pory bezpiecznie w mojej kieszeni i podałem mu.
- Proszę.
Wziął do ręki niewielki przedmiot i zaczął go obracać.
- I to wszystko o takie małe coś? Misja rangi A żeby odnaleźć coś tak... marnego?
Spojrzałem na przedmiot, który trzymał w dłoni mimowolnie. Teraz też wydawał mi się jakiś taki niepozorny. Ot pierścionek z oczkiem.
- Tak.
- Głupota – powiedział wciskając mi z obrzydzeniem sygnet z powrotem w dłoń.
Marudził coś jeszcze pod nosem, a potem jego wzrok zatrzymał się na Sakurze. Oparła głowę o ścianę i wpatrywała się w jakiś punkt. Oczy miała półprzymknięte, ręką bawiła się wisiorkiem.
- Hej Sakura! – Spytał Naruto – Wszystko w porządku?
Ocknęła się jakby ze snu i posłała mu uśmiech.
- Tak.
- Na pewno? Wyglądasz jakby coś cię martwiło.
Spojrzała na Uzumakiego z niemal zaskoczona, po czym westchnęła ciężko i powiedziała:
- Po prostu coś mi tu nie pasuje. Poszło zbyt łatwo i tyle.
Naruto przytaknął.
- Też mam takie odczucie. Straż marna, przedmiot głupi, a do zadania wybrano joninów i zapłacono za drogą kategorię A.
- Sasuke? – Spytała Haruno – A ty, co myślisz?
- Tez mi coś tu nie pasuje. Z drugiej strony wszystko wykonaliśmy tak jak tego chcieli. Przedmiot zgadza się z opisem. Znaleźliśmy go u ludzi, u których miał być. To prawda, że straż nie była mocna, ale weźcie pod uwagę, że my też do słabeuszy nie należymy. Dostarczymy przedmiot do wioski, a potem się zobaczymy, co dalej. Niemniej zachowajcie ostrożność. Jeśli nasze przypuszczenia są błędne to wkrótce może zrobić się nieprzyjemnie.
Zapanowała złowroga cisza.
- Wezmę pierwszą wartę. Odpocznijmy trochę, a potem w drogę.
- Dobrze – powiedzieli chórem.

Obudziłem się, gdy księżyc świecił jeszcze jasno rozświetlając mrok nocy. Jego stłumione, białe światło wpadało do chaty przez starą, zabrudzoną szybę. Naruto spał pogrążony w głębokim, spokojnym śnie. Jego warta musiała się dopiero, co skończyć, bo jeszcze nie rozgrzebał się całkiem w śpiworze. Sakura stała w pobliżu okna, bacząc jednak by nie znaleźć się w strumieniu światła. Miała stamtąd doskonały widok na cała polanę, a jednocześnie sama była pogrążona w cieniu. Mechanicznie obracała w dłoniach ten swój wisiorek.
Dopiero teraz się mu przyjrzałem nie podnosząc głowy z posłania. Przypominał nieoszlifowany kryształ górski. W świetle księżyca mienił się delikatnymi odcieniami błękitu. Wydawało mi się, że w jego wnętrzu coś jest, ale nie chciałem skoncentrować chakry w oczach by nie zobaczyła, że nie spałem. Nagle odwróciła się gwałtownie…

Coś się zmieniło w pomieszczeniu Powietrze przez chwilę drgnęło a może to było tylko moje ulotne wyobrażenie. Wyciszyłam rozpraszające myśli i wtedy poczułam na sobie to znajome, świdrujące spojrzenie. Obróciłam się by stawić czoła temu chłodnemu spojrzeniu..
Przez krótką chwilkę miałam wrażenie że na jego twarzy odmalowało się zaskoczenie, ale to chyba tylko złudzenie.
- Nie możesz spać – powiedziałam szeptem nie chcąc budzić Naruto.
- Powiedzmy – odpowiedział i odwrócił się na drugi bok tak, że teraz nie widziałam jego twarzy.
Przez chwilę trwaliśmy w tej ciszy, choć dobrze wiedziałam, że nie śpi.
- Sasuke?
- Tak?
Westchnęłam, by złapać oddech zanim powiem to, co zamierzałam.
- Wydaje mi się, że widziałam już kiedyś coś podobnego
Odwrócił się w moją stronę. Zmrużył oczy.
- Chodzi ci o sygnet?
- Tak
- Mianowicie?
- Kiedy byłam w Vardergardzie widziałam podobne. Nosili je delegaci z innych krajów i Spoufaleni…
- Spoufaleni?
- Rody z poza Królestwa. Ci, z którymi łączyły ich jakieś więzy krwi lub, z którymi łączyły ich więzy przyjaźni. Tego rodzaju sygnety były dowodem na te „więzy”. Stanowiły klucze uprawniające do wejścia za mury Wewnętrznego Królestwa, a także dostęp do innych rzeczy.
- Zatem masz odpowiedź czemu tyle zachodu o taki pierdół.
- Ten jest inny…
- W jakim sensie?
- Nie wiem, po prostu jest inny. Nie potrafię tego wyjaśnić. Wydaje mi się, że to jakaś imitacja czy coś. Gdyby któryś z Darków mógł to obej…
- Nie ma mowy! – Jego twarz wykrzywiła się w złości.
Naruto przewrócił się niespokojnie na bok. Przez chwile oboje wstrzymaliśmy oddech jakby wraz z obudzeniem Naruto miało się zdarzyć coś strasznego.
- Sasuke? – spytałam chodź wiedziałam już że jego odpowiedź nie będzie dla mnie przyjemna.
- Zapominasz się Sakura. Nie jesteś już u nich, teraz jesteś znów w Konoha. Ninja pracuje dla swojej wioski, dla niej wykonuje zadania. Zadanie brzmiało: znaleźć pierścień i go dostarczyć do wioski. I tyle. Zadanie dobiega końca. I koniec tej dyskusji.
- Rozkaz – powiedziałam i odwróciłam się do okna.
Co za idiota! Czemu musi być taki uparty? Szkoda gadać. Niech mu będzie. Wrócimy do osady i będzie koniec. Dureń! Nie wiem ile jeszcze go zwymyślałam w myślach zanim usłyszałam.:
- Sakura mogę cię zmienić jak chcesz. Nie jestem śpiący…
Pewnie w innych okolicznościach uznałabym, że to miłe, ale teraz czułam w tym tylko pogardę dla moich umiejętności i wiedzy. Kiedy zacznie traktować mnie jak każdego członka drużyny? Aż tak się boi, że zawiodę na durnej warcie, że chce wziąć na siebie nawet moją?! Jedyne, co zdołało mi przejść przez gardło to tylko:
- Dzięki nie trzeba…


Nie spałem całą jej wartę. Nie, nie dlatego, że brakowało mi do niej zaufania po prostu nie mogłem zasnąć. Siedzieliśmy więc w ciszy słuchając wzajemnie odgłosów nocy i swoich własnych oddechów. Wschód słońca wydawał mi się piękny tylko dlatego, że nastał, że można było ruszyć w drogę. Pospieszne śniadanie. Marudzenie Naruto. A potem podróż powrotna. Cicha, szybka bez zbędnych odpoczynków i gadania. Wydawało mi się, że całą drogę zbiera się na jakąś burzę, choć pogoda dopisywała. Powietrze było ciężkie i nieprzyjemne. Z ulga powitałem na horyzoncie Wielką Bramę Konoha.
- Nareszcie w domu – powiedział Naruto – Zdajmy ten raport i świecidełko i chodźmy do domu.
- Dobry plan – przytaknęła Sakura, odgarniając kosmyk włosów z policzka.
- Chodźmy – powiedziałem i ruszyłem przodem.

- Dobra robota – powiedziała Tsunade obracając w rękach sygnet - Raport pisemny na pojutrze. Dotyczy tylko Sasuke i Naruto.
- A ja? – spytała Sakura.
Mnie też zdziwiło, czemu ją wyłączono z tego obowiązku. Co prawda zazwyczaj to tylko kapitan musiał składać raport, ale jeśli już kazała to zrobić Naruto to tym bardziej powinna kazać i Haruno nawet, żeby sprawdzić jej relacje z moją czy Uzumakiego.
- Właśnie babciu Tsunade, czemu Sakura nie musi? – Naruto już wisiał na biurku, gniotąc rekami dokumenty, w tym nowy horoskop na ten tydzień. Reakcja Tsunade była natychmiastowa. Naruto wylądował na ścianie.
- Dlatego ze Sakura nie będzie miała czasu na napisanie go.
- Babciu Tsunade jesteś brutalna – powiedział Naruto, gdy Shizune zdrapywała go ze ściany.
- Nie będę mieć czasu? Co masz na myśli? – Sakura wydała mi się trochę ciekawa zajęcia, jakie jej przygotowała Hokage.
Tsunade uśmiechnęła się pod nosem.
- Shizune!
- Tak?
- Przyprowadź go.
- Już.
Shiuzne wybiegła w pośpiechu pozostawiając obitego Uzumakiego samego sobie.
- Sakura mamy gościa w osadzie. Dodam bardzo ważnego ze względu na dyplomację. Oprócz spraw służbowych trzeba by go oprowadzić po osadzie i takie tam. A wydaje mi się że ty najlepiej się do tego nadasz.
- Sakura była nieobecna ponad 2 lata nie lepiej żeby ktoś inny…
- Zresztą ona jest brutalna- powiedział Naruto żeby potwierdzić jego słowa Haruno posłała go znów na ścianie. Portrety Hokage zachwiały się niebezpiecznie…
- Dobrze. Przyjmuję to zadanie… - powiedziała patrząc złowrogo na mnie i Naruto.
- Ta siła mnie przeraża – powiedziałem sam do siebie.
- Doprawdy? A mnie fascynuje – usłyszałem za sobą męski głos.
Na jego dźwięk Sakura odwróciła się i od razu jej twarz rozjaśnił uśmiech.
- Cerio – wyszeptała i po chwili już szybowała w jego objęciach…
Ostatnio zmieniony przez Tygrys 06-10-07, 20:40, w całości zmieniany 1 raz

Tygrys napisał/-a:

Shizune zdrapywał



Jedna z literowek, kilka ich bylo...
Generalnie swietny FF, jestem naprawde pod duzym wrazeniem.
Swietnie prowadzona narracja, ciekawa fabula, nie moge sie doczekac nastepnego odcinka :)

Tygrys napisał/-a:

- Cerio – wyszeptała i po chwili już szybowała w jego objęciach…



ooooo taaaakkk :D będzie motyw zazdrości :)))))))))))

ojejku jak znowu karzesz nam tak długo czekać na kolejną część to chyba puszczę focha :P

literówki - srówki :P ja tam byłam zajęta fabułą a nie jakimiś pierdołami :))


SUPER!!!!!!!!!!!!!!!!

czekam na więcej


Pozdrawiam ;-)

aniloratka napisał/-a:


ooooo taaaakkk :D będzie motyw zazdrości :)))))))))))


Żeby tylko :P

aniloratka napisał/-a:

ojejku jak znowu karzesz nam tak długo czekać na kolejną część to chyba puszczę focha :P


Post6aram sie szybciej ^^'
Tygrys dopiero teraz wzięłam się za Twój fick i trochę żałuję ^^"

Bardzo ciekawe spojrzenie na stosunki Sakura- Sasuke. Nie przepadam za tym pairingiem, a jeszcze bardziej za panną Haruno, ale muszę przyznać, że tutaj akurat jest ona znośna.
Na pewno jest to jakaś "odskocznia" od innych ficków i za to należą się brawa.

Co do błędów -> już wspominano wcześniej o literówkach, więc nie będę się powtarzać.

Historia nabiera tempa i ciekawa jestem jak się rozwinie. Dlatego czekam na kolejną część :)
No nareszcie. Nowy part. Co prawda przeczytałem już wczoraj, ale niestety nie miałem czasu skomentować. Muszę więc to dzisiaj nadrobić :P

W sumie to mógłbym napisać: Jak zwykle. Czyli:genialnie, wspaniale cudownie (resztę sobie sama dopisz :P ) Mam nadzieję, że następny part będzie już niedługo i wyjaśnisz zagadkę tajemniczego Cerio :D
yyy, coś mam tu wpisać ?? ;)

Wreszcie nowy rozdział! Niestety dopiero teraz go zobaczyłam.
Też mam nadzieje, że następny będzie już niedługo...
<czeka z niecierpliwością>

Tygrys napisał/-a:

jej włosy w kolorze nieoszlifowanego rubinu

Przefarbowała się czy co? Rubiny są czerwone a nie różowe. Troszke to naciągane straciły krzykliwy odcień a są czerwone. Czerwony też jest krzykliwy.

Bardzo ładna część pod tytułem taniec. Ten taniec bardzo mi przypominał Hakke Hinaty z Fillerów jak tańczyła nad wodospadem. Bardzo ładnie ją przedstawiłaś. Nie długo będzie lepsza niż Sas :P To dobrze. On się nie powinien dziwić bo przecież ona jest medyczną nindżulą... Widać jaki będziemy mieć romansik :D Podoba mi się bardzo!!!

Pierścień

Bardzo fajny rozdziałek! Nareszcie ktoś z tego Vader Landu! Sasuke ma konkurenta :D Przyda mu sie taka lekcja życia :)) Nie wszystko można mieć od razu...


Czekam z niecierpliwością na kolejną część!
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

phpBB & Przemo © 2003 phpBB Group
SenpuuSociety version by Sev © 2009