Uchiha Saii
~fan Saiisuke 
Wiek: 18 Na forum od: 1007 dni Posty: 474 |
|
UWAGA!!! Jest to moje tłumaczenie z języka angielskiego opowiadania pod tytułem "So cold" napisanego przez Meagan ukrywającą się pod pseudonimem myownlife. Oczywiście za pozwoleniem autorki.Opowiadanie zawiera sceny erotyczne, niektóre dość brutalne mogące zranić uczucia osób wrażliwych. Poza tym opowiadanie to zawiera elementy alkoholizmu i masochizmu. Uwaga yaoi! Lojalnie ostrzegam chcących czytać+18!!!
Początek jest dość niewinny, ale każdy kolejny rozdział zawiera coraz mocniejsze sceny erotyczne. Czujcie się ostrzeżeni!;-)
Ps.Nadal +18 mimo, że ja mam 16XD
Ps2. Big thanks, Meagan!
Akcja "Tak zimno" toczy się około 2,5 roku po opuszczeniu Konohy przez Sasuke. Enjoy!
Tak zimno
O prologu
Sasuke:
Nie mogę wrócić, wątpię żebym kiedykolwiek mógł wrócić do „domu”. Zdradziłem wszystkich. Wioskę, mojego sensei, moją moralność i moich przyjaciół. Nie, oni tak naprawdę nie byli moimi przyjaciółmi. Nienawidzili mnie, a ja ich. Byli słabi, a słabość jest tytlko przeszkodą na drodze do moich celów.
Słaby -to słowo jakim określał mnie Itachi. Słaby -to było to co słyszałem za każdym razem gdy przychodził do mnie, za nim złączył swoje usta z moimi nazywał mnie właśnie tak. I nawet po tych wszytskich pieszczotach, ktorymi mnie obdarzał, mówił, że jestem słaby, że muszę znaleźć drogę do siły. Wiedziałem jaka drogą muszę podążyć by zdobyc siłę. Orochimaru. Tylko jego mogłem użyć, inni w wiosce byli niczym i nie pomogliby mi gdyby wiedzieli dlaczego rzeczywiście chcę być silniejszy. Nie chciałem z nimi zostać, mogłem po prostu zakończyć ich życia w mgnieniu oka. To byłoby takie proste, dziecięca zabawa, tak mało wysiłku musiałbym w to włożyć. I tak było w rzeczywistości. To było by takie łatwe zabić ich, tak bez wysiłku, na tak wiele sposobów. Idioci, pokładali sowje żałosne zaufanie i nadzieję we mnie. Nie wiem czemu mi ufali, skoro nie robiłem nic by zaskarbić sobie ich zaufanie. Byli mi obojętni, całkowicie. Ale gdy czasem udawałem, że mi na nich zależy dawali się złapać na moją grę.
Zaufanie jest dla mnie niczym, choć kiedyś było wszystkim. Ufałem Itachiemu, cały czas, nawet po tym jak wyrżnał klan, ciągle mu ufałem, ufałem jego dotykowi, temu co robił, jego słowom... Zaufanie było słabością, którą on wykorzystał. Nie ufałem im i nie miałem w nich wiary.
Nawet Kakashi nie był dostatecznie silny do tego co chciałem.
Siła.
To naprawdę było proste i łatwe. Pożądałem siły, kogoś kto nauczy mnie jak pokonać Itachiego. Ten gnojek może wiedzieć jak jej używać, ale ja będę ją kontrolował. Nikt nie był dostatecznie silny by mnie uczć, ale był też Orochimaru. On miał prawdziwą moc i siłę. Potrzebowałem jego treningu. Powiedział mi kiedyś, żebym do niego przyszedł szukac prawdziwej siły i nawet jeśli miałbym być przeklęty to jest to co zrobię. On ma zdoloności i to jest to czego potrzebuję. Niegdy nie byłem uległy, ale dla niego będę. Zrobię wszytsko by pomścić rodzinę.
Zabiję Itachiego.
Sprawię, że pozna moją moc.
Mój Nii-san.
Nigdy więcej koszmarów, nigdy więcej dziecięcej ufności próbując zwrócić na siebie uwagę starszego brata, nigdy więcej. Teraz ja będę tym, którego uwagi będzie się pożądać. Nie będzie miłych słów ani rodzinnych uścisków.
Tylko moja siła, moja moc, której on będzie pożądał.
„Uciekaj, uciekaj głupi młodszy bracie i trzymaj się kurczowo życia”
Ciągle słyszę w głębi mojego umysłu jego sadystyczny głos, którego nigdy nie mogłem wyrzucić ze swojej pamięci. Ale teraz, uśmiecham się do siebie, teraz nie będę uciekał, będę trenował, a później go zabiję. Sprawię, że będzie żałował wszystkiego co kiedykolwiek zrobił. Zmuszę go do żałowania tych kilku pieszczot zanim przyszedł do mnie i kazał mi zabić Naruto. Prawie zabiłem Naruto, zostawiłem go tam, żeby zdechł, ale widziałem, że nie umrze. Nie zabiję go i nie dam Itachiemu przyjemności patrzenia jak robię to co on chce. Orochimaru pomoże mi pokonać tego bękarta. Pokonam go, jestem tego pewien, bez względu na cenę, która będę musiał zapłacić.
Ciągle bolał mnie dotyk Itachiego, ciągle świeży na moim zbrukanym ciele, ból kiedy zmuszał mnie bym jęczał jego cholerne imię. Jego słowa były tak samo ostre i kaleczące jak jego ciało.
„Jesteś słaby, przyjdź do mnie gdy będziesz miał wystarczająco dużo nienawści, wtedy i tylko wtedy, będziesz mnie nienawidził dostatecznie by mnie kochać. Nienawidź mnie tak bardzo byś mógł mnie zabić, ale zamiast wbijać mi kunai w szyję, przyciśniesz usta do niej.”
Nie będzie więcej ignorancji, zostawię za sobą swoje dzieciństwo i zrobię to co muszę zrobić.
Rozdział I
O zmieszaniu
Sasuke:
Orochimaru powoli pociągnął mnie na swoje odziane udo. To była raczej niewygodna pozycja dla mnie, ale nie skarżyłem się. Robił to wcześniej tyle razy, że zdążyłem przywyknąć. Tranowaliśmy tak długo, aż on uważał, że wystarczy na jeden dzień, a później sadzał mnie na swoich kolanach. Czasem coś się działo, siedzieliśmy w kompletnej ciszy albo mówił o mojej poprawie lub o tym nad czym muszę jeszcze popracować. Nie pytałem go o nic, Orochimaru dostawał to co chciał, w końcu czynił mi przysługę trenując mnie, nawet jeśli to całkowicie mnie wyczerpywało. Dziś nie było inaczej.
Brutalnie jak zawsze, jeśli nie bardziej.
Nie był delikatny dla mnie, w zasadzie wydawał się agresywniejszy niż wcześniej -jeżeli to w ogóle możliwe. Komfort i traktowanie mnie jak dziecko nie były czymś czego chciałem. Zasady były proste: jestem po prostu narzędziem, narzędziem, które musi byc ostrzone. Byłem pokryty potem i pyłem, i mogłem powiedzieć, że rozpaczliwie potrzebowałem kąpieli. Chciałem podnieść się z jego kolan, ale kiedy tylko spróbowałem pociągnął mnie brutalnie spowrotem. Byłem zakłopotany, nie wiedziałem dlaczego zmusza mnie, żebym tu siedział. Chciałem wyjść, ale nie chciałem go zdenerwować, choć nigdy wcześniej się to nie zdarzyło. Oświadczyłem obcesowo:
-Muszę się umyć, puść mnie.
Mój głos był spokojny gdy to powiedziałem, ale mogłem z nim wyczuć swój z trudem powstrzymywany gniew. Kiedy on nic nie zrobił powtórzyłem:
-Orochimaru...
Tym razem nie ukrywałem zdenrwowania, pozwoliłem mu przeciec do mojego głosu. Wkurzał mnie tą swoją ciszą.
-Sasuke-kun. -pozwolił mojemu imieniu powoli wydobyć się spomiędzy jego warg. Poczułem dreszcze biegnące wzdłuż mojego kręgosłupa, zdenerwowałem się na siebie za to.
Nigdy nie byłem zbyt wrażliwy, ale on zawsze wymuszał na mnie jakąś reakcję, nie ważne co robił. Jedynie Itachi miał jeszcze ten sam talent.
-Urosłeś tak bardzo przez te lata i naprawdę się zmieniłeś. -rzucił mi taksujące spojrzenie. Zobaczyłem jak jego wężowy język wysuwa się z jego ust i oblizuje wargi. -Myślę, że powienieneś zobaczyć jak wyglądasz.
Zaśmiał się przy tym ostatnim zdaniu. Dlaczego miałbym się martwić jak wyglądam? Nie obchodziło mnie to. W zasadzie nie widziałem siebie od kiedy opuściłem wioskę. Przestałem troszczyć się o to jak wyglądam od czasu mojego ostatniego stracia z Itachim, nie miałem powodu żeby przejmować się swoim wyglądem.
-Wygląd jest najmniej ważny. -odpowidziałem chłodno.
-Tak, ale ciągle wpływa na relacje między ludźmi. -jego głos był miękki kiedy to powiedział. Sięgnał ponad moim udem (które spoczywało tam juz zdecydowanie dłużej niż powinno, ale wyrzuciłem tę myśl z mojego umysłu) do rękawa swojego kimona i wyciągnął z niego coś srebrnego. To było lustro. Nie zastanawiałem się po co miał je przy sobie. Podniósł je i popatrzył na swoje odbicie, uśmiechnął się widocznie zadowolony z tego co zobaczył, a później umieścił je przede mną. Zanim mogłem spojrzeć w lustro zamknąłem oczy, nie chciałem patrzeć na siebie.
-Otwórz oczy, Sasuke-kun.
Zignorowałem go, miałem nadzieję, że po prostu odłoży lustro i da mi spokój.
-Otwórz oczy. -jego głos był wymagający i wiedziałem, że muszę zrobić to co on chce. Z wahaniem spojrzałem na swoje odbicie. Myślałem, że nie wytrzymam kiedy spojrzałem na siebie. Twarz Itachiego patrzyło prosto na mnie. Ale to nie był, to byłem ja.
Moje czarne włosy były długie i rozczochrane. Moje oczy były czerwone z braku snu. Byłem przerażony swoim wyglądem.
-Jesteś tak bardzo podobny do niego. -wyszeptał mi do ucha. -Tak bardzo.
Język węża wysunął się spomiędzy jego warg i polizał koniuszek mojego ucha. Dreszcze przebiegły w dół mojej szyji. Nie mogłem sforumłowac nawet jednej sensownej myśli.
-Nie jestem taki jak on, nie jestem! Nie wierzę, że mogę wyglądać jak ON!
Trząsłem się na jego kolanach, nie mogłem myśleć o Itachim, o tym śmieci, którego kiedyś nazywałem „Aniki”.
-Nie! Nie jestem Itachim! Nie mogę być jak on!
Poczułem zimną dłoń wsuwającą się pod moje kimono i gładzącą moją pierś, podskoczyłem zaskoczony, ale jego ręce brutalnie pociągnęły mnie w dół.
-Zmieniam zdanie, nie jesteś jak on, jesteś za słaby. -wykrzywił wargi w sadystycznym uśmiechu i położył dłoń na moim udzie. -Ty okazujesz emocje, a on nie.
Słaby -to cholerne słowo, którego Itachi używał do mnie. Tylko Itachi mógł mnie tak nazywać -tylko on mógł zmuszać mnie do reakcji.
Nie wiem co mnie opętało, ale poderwałem się i uderzyłem go w twarz. Zobaczyłem kilka kropli krwi spływających po jego ustach, ale nie dostrzegłem śladu bólu na jego twarzy, raczej wyraz chorej, masochistycznej przyjemności.
-To nie było miłe, prawda Sasuke-kun?
Obnażył moją szyję, szybko odnalazł przeklętą pieczęć i wbił zęby w moje ciało. Nie mogłem powstrzymac od krzyknięcia z bólu kiedy to zrobił. Zaczął lizać ranę na mojej szyji. Gdy zaczła ją ssać nie mogłem nic na to poradzić, ale jęk wydarł się z moich ust. Wydawało się, że to usłyszał. Nie mogłem nie czerpać przyjemności z dotyku jego ust i języka na mojej skórze -dlaczego to sprawiało mi przyjemność? Kiedy odsunął się i spojrzał w moje oczy, nie mogłem powstrzymac wyrazu zakłopotania cisnącego się na moją twarz. By bardzo blisko mnie, czułem jego oddech, był zimny, tak bardzo zimno, jak wydawała się reszta jego ciała.
Minęło wiele czasu od kiedy po raz ostatni czułem coś takiego. Ale to dlatego odszedłem, emocje są słabością. Wrażliwi ludzie są słabi. Zaczynam myśleć, że Orochimaru też jest słaby. Nie, on nie jest, ale ja może jestem. Muszę udowodnić, że nie jestem słaby. Jedynymi ludźmi, którzy sprawiali, że czułem emocje byli Itachi i Naruto, cholera, gdyby on też taki był. Zrobię mu to co wiem, że wywoła jakąś reakcję nawet u ludzi twardych i zimnych jak skała. Zrobię Orochimaru to co sprawiało, że nawet spokojna twarz Itachiego zmieniała się.
Silnie uniosłem się z jego kolan i złączyłem nasze usta w bolesnym pocałunku.
Bez emocji, bez emocji! -krzyczałem do samego siebie.
Zaśmiał się, poczułem wibracje przebiegajće przez jego gradło. Dlaczego się śmiał? Ugryzłem go, poczułem, że zaczął lekko krwawić.
Pociągnął mnie brutalnie za włosy zmuszając do odrzucenia głowy.
Strach i obawy przebiegły przeze mnie, ale nie pokazałem tego po sobie.
Przyciągnął mnie za szyję do siebie tak, że nasze usta spotkały się ponownie. Tym razem to on kontrolował sytuację. Przyszczypnął zębami moją wargę, ale w tak wyuczony sposób, że zmusił mnie do jęku i rozchylenia ust. Poczułem jego długio język wsuwający się do moich ust. Jego język pasował tak dobrez do mojego, ale powstrzymywałem się od dołączenia do pocałunku, pozwalałem mu wiedzieć, że lubię to co robi.
Mogłem śmiało powiedzieć, że nie był zadowolony z mojego braku emocji. Zdecydował się to zmienić. Wbił paznokcie w moją szyję i ponownie zmusił mnie do zaciśnięcia ust, aby powstrzymać się od krzyku, ugryzłem go przy tym w język. Roześmiał się sadystycznie, oderwał się od moich ust i sięgnął ku mojej szyi. Myśłałem, że będzie brutalny, ale to było niesamowicie, zaskakująco delikatne. Ssał mój obojczyk i choć bardzo chciałem, żeby przestał nie mogłem powstrzymać się od westchnienia. Nie mogłem uwierzyć, że okzałem emocje. Byłem słaby. Znów byłem tym głupim dzieckiem, które musi być pouczane.
-Itachi... -wyjęczałem prosto w jego usta.
Orochimaru wyprostował się gwałtownie wstając i upadłem na podłogę. Byłem zbyt zamroczony, żeby powiedzieć cokolwiek. Myślałem, że okazując emocje wypełnię jego chore, sadystyczne życzenia, ale on pragnął abym pozostał stoicko spokojny, nie reagując na nic. Co sprawiło, że był taki krytyczny? Byłem zbyt oszołomiony, żeby myśleć racjonalnie. Zaczął się oddalać, kiedy nagle odwrócił się do mnie. Nigdy nie zapomnę tych słów.
-Pożądaj mojego dotyku, pragnij mojego ciała.
Patrzyłem na jego plecy kiedy wychodził zostawiając mnie, nie wiedzącego co robić, na podłodze jego pokoju. Byłoby lepiej gdyby mnie ukarał albo okaleczył, zamiast zostawiać mnie tu, na podłodze, zmieszanego i zranionego.
A najgorsze, że zostawił mnie tak zimnego, tak bardzo zimnego.
Nii-san -jap.starszy brat
CDN
tak, tak wiem, narazie nic aż tak gorszącego, ale będzie goręcej w następnych chapterach |
|
|
| Ostatnio zmieniony przez Uchiha Saii 28-01-10, 21:55, w całości zmieniany 7 razy |
|
|
|